Translate

Szukaj

Współpraca?

Kontakt : mal.gorna0@gmail.com

piątek, 15 grudnia 2017

BLOGMAS 2017 3| Pomysły na prezenty

Święta coraz bliżej, a czas leci szybciej niż byśmy tego chcieli, dlatego przychodzę do Was z pomocą!
W zeszłym roku pisałam co nieco o prezentach, co możecie przeczytać >tutaj<, być może nie będzie to wystarczające, więc tym razem przychodzę z wersją "na szybko"☺

Materiałowa torba 
Najlepiej taka, która będzie pasować do wybranej przez Was osoby poprzez ozdobę, motyw, napis, czy cokolwiek innego co się na niej znajdzie.Dlaczego warto? Ponieważ może być zabawna, stylowa, poręczna i na pewno będzie przydatna! A fakt, że zawiera nutkę sentymentalizmu tylko doda uroku.

Świeczka w ozdobionym słoiku 
Prosto, szybko, bez rozdrabniania. Idealny prezent dla osoby, która kocha ozdoby i świeczki! Przy okazji Wy będziecie się świetnie bawić ozdabiając słoik.


Świąteczna kartka z życzeniami 
Fajne rozwiązanie dla osób, które chcą sprawić radość bliskim, z którymi niestety nie mogą się zobaczyć. Zrobiona przez Was kartka na pewno wywoła niejeden uśmiech. Chociaż jeśli ktoś chce, może dać kartkę każdemu, bez względu na wszystko. I warto pamiętać, że jest wiele możliwości.


Kosmetyki 
Jak to mówią, wersja dla leniwych, jednak nie da się ukryć, że często jest to trafione.

Ozdobiona świeczka 
Uwaga! Jeśli uderzymy w sentymenty - możliwe wzruszenia!



Sweterek lub skarpety 
Klasyk klasyków, ale wraca do łask i sprawia wiele radości.

poniedziałek, 11 grudnia 2017

BLOGMAS 2017 #2| Jak powiedzieć dziecku, że Mikołaj nie istnieje?

Ten problem ma spore grono rodziców, nie tylko dlatego, że w pewnym momencie trzeba powiadomić dziecko o tym, że starszy Pan z brodą, w czerwonej czapce w towarzystwie reniferów i wielkiego wora prezentów to bujda. Jest jeszcze druga strona medalu - stan dokonany. Pojawia się on w momencie, kiedy ma się więcej niż jedno dziecko, a wygląda to mniej więcej tak :

- Mamo, a czy w tym roku też przyjdzie Mikołaj? - pyta młodsze dziecko z nadzieją.
- Oczyw... - chcesz potwierdzić przypuszczenia malca, ale niestety nanosekundę później pojawia się starsze dziecko i oznajmia oczywistą oczywistość :
- Mikołaj nie istnieje.

Niestety nie rozpracowałam jeszcze jak działać w przypadku drugiej sytuacji, ale z pierwszą mogę pomóc.
Odpowiedź jest bardzo prosta...

czwartek, 7 grudnia 2017

BLOGMAS 2017 #1| Hej, nie wymiotuj! Grudzień dopiero się zaczął!

  Grudzień jest z nami od tygodnia i usiłuje zarazić wszystkich swoją nie powtarzalną magią. Ale czy i w tym roku się uda?

 Jeśli powoli zaczyna Ci być niedobrze od nadmiaru światełek, choinek, wesołych naklejek, muzyczek, czekoladek, mikołajów, reniferów, a czerwony kolor i zapach sztucznego śniegu pogarszają Twój stan, to nie ma ratunku. 
Nie no, żartuję. Tak jak już wcześniej wspomniałam, świąteczny miesiąc dopiero się zaczął, więc większość dopiero zaczyna czuć to wszystko. Jednak są jeszcze tacy, którzy ani drgną, nawet gdyby chcieli, dlatego przychodzę do Was dzisiaj, z kilkoma sposobami! 

Zacznij od ubioru! 
Pomyśl jak byś się czuł/a gdyby nagle kazano Ci założyć coś, co nie pasuje do obecnych czasów, stylu, albo w ogóle do Ciebie. Z pewnością nie byłoby to zbyt przyjemne doświadczenie. Wszyscy się na ciebie patrzą. Lewa nogawka jest dłuższa od prawej i odnosisz wrażenie, jakby na głowie tworzyło się gniazdo. 
Masz już ten obraz przed oczyma? Jeśli tak, to teraz wyobraź sobie swoją osobę ubraną w jakiś świąteczny element : czerwony sweter/ spodenki w renifery/ skarpetki w śnieżynki/ inne [niepotrzebne skreślić] i uśmiechnij się - tak będzie łatwiej ;)


Świąteczne piosenki! 
Kto wyobraża sobie świętą bez "Last Christmas", czy "All I Want for Christmas Is You"?

sobota, 25 listopada 2017

Nigdy nie byłam blogerką? - cała prawda

Odkryję dzisiaj przed Wami całą prawdę. O tym dlaczego założyłam bloga, o moich wzlotach i upadkach oraz o tym, że tak naprawdę nigdy nie czułam się blogerką.
Do dzieła!

Jak się tu dostałam?

Wiem, że będę się powtarzać, ale trudno. Założyłam bloga, ponieważ chciałam mieć swoje miejsce, gdzie będę wyrażać swoje zdanie. Nie będę nic więcej dodawać, Ci, którzy bywają tutaj już jakiś czas, doskonale wiedzą jakie są powody, ponieważ pisałam o tym wcześniej, wiele razy.

Moja przygoda z blogowaniem zaczęła się w maju 2014 roku i była to totalna katastrofa. Nie powiem jak nazywało się miejsce, w którym publikowałam największe głupoty jakie przychodziły mi do głowy. Tego miejsca już nie ma. I nie ma czego szukać, tak tylko mówię. Kiedy teraz o tym myślę, nie było to aż tak dawno temu...A tyle zdążyło się zmienić...
Bardzo dużo pisałam o sobie, o rzeczach codziennych, które tak naprawdę nic nie znaczyły. Czasem posty zawierały dwa słowa i lawę wykrzykników, a inne bardziej nadawały się na lekkie wpisy na Facebook'a, tak żebyście wiedzieli, że nie umarłam. Teraz przynajmniej mam poczucie, że to pisanie ma jakiś większy sens.
Pewnie za kilka lat będę śmiała się z moich własnych słów, ale cóż.
Później wpadłam w książki i tak bardzo pokochałam czytanie, że rzuciłam pierwsze przeznaczenie bloga i zmieniłam nazwę na bardziej książkową. Zaczęłam pisać o tym co przeczytałam, czy mi się podobało, jakie wywołało emocje i takie tam. Było to mało profesjonalne i dobrze o tym wiem, nigdy tego nie ukrywałam. Każdy kiedyś zaczynał i jakoś musiało być, dzisiaj śmieję się z mojej pierwszej recenzji i Wy też możecie, bo jest opublikowana także tutaj. Co by się nie działo nie mam zamiaru tego usuwać, ponieważ jest to dla mnie pewien przejaw mojego rozwoju pod względem pisania.

sobota, 18 listopada 2017

A miało być tak pięknie... - spotkanie z Reginą Brett

  Część z Was wie, że uwielbiam czytać poradniki, które w jakiś sposób mogą mi pomóc w dążeniu do najlepszej wersji samej siebie. Dzisiaj opowiem Wam troszeczkę o Reginie Brett - amerykańskiej autorce bestselerów takich jak "Bóg nigdy nie mruga", "Jesteś cudem", "Bóg zawsze znajdzie Ci pracę" i "Kochaj".
(Recenzję dwóch książek znajdziecie >> tutaj <<)

  Teksty, pisemka, felietony, czy książki niektórych autorów kocha się od razu i ma się pewność, że następne pisane przez nich twory będą warte naszej uwagi bardziej lub mniej, a zdarza się nawet już mieć zarezerwowane miejsce na daną książkę w swoim czytelniczym serduszku...

piątek, 3 listopada 2017

Wszystko to bzdura?

Zacznijmy od tego, że jest mi bardzo miło Cię tutaj widzieć, witam ponownie na moim blogu! 

Skoro przywitanie mamy za sobą, przejdźmy do rzeczy.

Lenistwo nie zawsze jest lenistwem

Myślę że w życiu każdego z nas (lub znacznej większości) są takie momenty, w których nie jesteśmy w stanie zrobić nic ponad to, co naprawdę musimy. Jest to nieodłączny element życia człowieka. U niektórych trwa kilka godzin lub dni, a u innych to kwestia tygodni, bądź miesięcy. Zazwyczaj wygląda to tak, że mimo najszczerszych chęci po prostu nie możemy. Zostaje nam jedynie stwierdzenie "No cóż, tak bywa". I tyle. Pewne rzeczy trzeba zostawić. Tak o.
Nie róbcie sobie wyrzutów, "bo mogłam to zrobić wcześniej, ale...W sumie to nie mogłam, nie dałam rady, a powinnam była...",chyba że to akt najwyżej rozwiniętego lenistwa - wtedy wyrzuty są jak najbardziej na miejscu.

sobota, 2 września 2017

Szkolne nawyki i porady, które warto wdrożyć w życie

Witam wszystkich! Mamy wrzesień (jakby ktoś nie miał kalendarza) i tak jak obiecałam, pojawia się kolejny post "Back to school", tym razem o szkolnych nawykach. 

Nie stosuj zasady "piciu minutek"!

I tak wszyscy wiemy, że to nic nie da. W ciągu tych pięciu minut mogą się zdarzyć dwie rzeczy. Pierwsza : w ogóle nie zaśniesz. Druga : zaśniesz, ale na dłużej, a w efekcie spóźnisz się na lekcje.
Lepiej jest dać sobie spokój, wstać od razu i zacząć działać. Tego, że będziecie idealnie wyspanymi, tryskającymi energią wulkanami nie mogę zagwarantować, ale za to jestem pewna, że będziecie się czuli o wiele lepiej psychicznie, a Wasz organizm będzie Wam wdzięczny. Dlaczego?
Ponieważ, jeśli wstaniecie od razu, nie będziecie musieli się spieszyć, zdążycie się normalnie ubrać, na spokojnie zjeść śniadanie, a do tego nie będziecie się stresować spóźnieniem, czy niepasującym elementem garderoby, który - na wasze nieszczęście - zauważycie dopiero w autobusie. I pomyślcie o tej małej satysfakcji "wstałam za pierwszym razem!", "Zdążyłem na pierwszy autobus!", "Mam jeszcze czas na odrobienie matmy przed lekcją!"*

*Nie pochwalam, ale zdarzają się takie przypadki. 



Mniej znaczy mniej!

W reklamach słyszy się tylko "Mniej znaczy więcej", ale ja mówię NIE! 
Sklepy pękają w szwach od ilości zeszytów, książek, cienkopisów, kredek, bloków wszelkiego rodzaju, teczek, plecaków, toreb i wielu innych rzeczy. No i do tego promocje, dzięki którym kupisz o wiele więcej, niż naprawdę potrzebujesz. Ja się pytam : po co?

czwartek, 31 sierpnia 2017

Aplikacje pomocne w szkole

Witam wszystkich!

Dzisiaj mam dla Was post o aplikacjach przydatnych w szkole, na który głosowaliście w ankiecie. Przygotowałam osiem aplikacji, więc mam nadzieję, że znajdzie się chociaż jedna , o której nie mieliście pojęcia. Zapraszam do czytania i próbowania!



1) Synonimy 

Jak sama nazwa wskazuje, jest to aplikacja pomocna do znajdowania synonimów, kiedy nie możemy znaleźć innego słowa , a nie chcemy uniknąć powtórzeń.



2) Quick TimeTable 

Dzięki tej aplikacji nie będziecie musieli biegać co chwilę po korytarzach szukając planu. Możecie go utworzyć, w łatwy i szybki sposób, oraz wedle uznania. 
Wybieracie przedmioty, możecie zmieniać skróty, kolory oraz godziny dzwonków - wedle ustaleń waszej szkoły. 

wtorek, 29 sierpnia 2017

Osobliwy dom Pani Peregrine

Autor : Ransom Riggs
Cykl : Pani Peregrine (tom 1)
Wydawnictwo : Media Rodzina
Liczba stron : 400
Data wydania : 18 września 2016

"Samotna wyspa u wybrzeży Walii, gotycka atmosfera starego sierocińca, rodzinna tajemnica i Jacob, który po niewyjaśnionej śmierci dziadka wybiera się w podróż śladem starych fotografii - podróż, która na zawsze odmieni jego życie. 
Jaką rolę ma do odegrania chłopak? Kim jest tytułowa pani Peregrine? I co jest prawdą, a co fikcją w opowieściach dziadka?"

Książkę kupiłam jeszcze w listopadzie 2016 roku, czyli dosyć dawno. Obejrzałam zwiastun filmu, poczytałam o książce i pomyślałam, że mogłaby być fajna, a może nawet coś więcej.
Ładna okładka, fotosy z filmu, zachęcający opis - wszystko to, co powinno skusić czytelnika do sięgnięcia na sklepową półkę.

sobota, 26 sierpnia 2017

Początek wszystkiego

Autorka : Robyn Schneider
Wydawnictwo : Moondrive
Liczba stron : 352
Data wydania : 14 czerwca 2017

"Kiedy wydaje ci się, że to już koniec, właśnie wtedy możesz być... na początku wszystkiego.

Ezra Faulkner jest gwiazdą swojej szkoły: popularny, przystojny i dobrze zbudowany. Miał nawet zostać królem balu maturalnego. Ale to było zanim... Zanim dziewczyna go zdradziła, auto roztrzaskało mu kolano, jego dobrze zapowiadająca się kariera sportowa legła w gruzach, a przyjaciele zdobyli się jedynie na to, aby wysłać mu do szpitala kartkę z życzeniami szybkiego powrotu do zdrowia.

Cassidy Thorpe to dziewczyna inna niż wszystkie. Zjeździła kawał świata, nocą wykrada się z gitarą na dach internatu, tańczy tak, jakby krótka chwila miała trwać wiecznie, i zna naprawdę dziwne słowa.

Spotkanie tej dwójki jest przypadkowe, ale zmieni ich życie na zawsze. Cassidy wciąga Ezrę do swojego niesamowitego świata, w którym nie ma końców – są tylko nowe początki."


Nie za gruba, wielkości zeszytu, lekka, z piękną okładką i chwytającym tytułem. Można by rzec, że idealna. Ale nie. Ta książka złamała mi serce i wyrwała je z idealnego świata fikcji wystawiając na ciemną ulicę pełną nieidealnych ludzi i lekko zaniedbanych domów. Pokazała realia, krótko mówiąc.

środa, 23 sierpnia 2017

Tajemnice Wenecji tom 1

Autor : Grzegorz Fullborn
Cykl : Tajemnice Wenecji (tom 1)
Wydawnictwo : Damidos
Liczba stron : 327
Data wydania : 2013 (około)

"Edyta Amalfi, nieślubna córka i spadkobierczyni fortuny hrabiego Mirafiore, traci swojego ukochanego Rodriga. Dziewczyna musi opuścić Wenecję, ale odważnie podejmuje walkę przeciwko najwyższej władzy - okrutnym inkwizytorom. Wyławiacz trupów i jego ułomna córka pomagają jej walczyć o sprawiedliwość, jednak potężni członkowie tajnego trybunału wydają kolejne wyroki... Senator Brabantino knuje intrygę za intrygą, pragnąc niepodzielnie panować w Pałacu Dożów. W realizacji morderczych planów wspiera go jego przyjaciel Jingo Foscari, oszust i nikczemnik. Kim jest tajemnicze widmo ukazujące się na Moście Westchnień? Czy Królowa Nocy zdoła ocalić mnichów z Bractwa Św. Czaszy? Czy Edycie Amalfi uda się pomścić śmierć ukochanego i odzyskać spadek? Sensacyjny wątek, przeplatający się z miłosnym, wartka akcja i interesująco przedstawione główne postaci powieści, na tle barwnego obrazu życia średniowiecznej Wenecji - to tylko niektóre zalety tej porywającej opowieści"

W zupełności zgadzam się z opisem. Książka wywołuje mnóstwo emocji, ale zacznijmy od początku.
Powierzchownie patrząc na okładkę nie stwierdziłam nic nadzwyczajnego. Do czasu...
Czytałam sobie spokojnie (na tyle spokojnie na ile było to możliwe) aż do momentu kiedy w aucie zrobiło się zbyt ciemno, by czytać. I wtedy to zobaczyłam. "Tom 1". Znowu dałam się wciągnąć w kolejną serię. Ale cóż, takie już życie książkoholika.

środa, 16 sierpnia 2017

5 rzeczy, których nie wiedzieliście o moim blogu

Dzisiaj, tak jak już zdradziłam w tytule, odkryję przed Wami kilka faktów o Opiniach okularnicy, o których niby nie wiecie. Być może ktoś o tym kiedyś pomyślał, ale nikt nie wspomniał o tym głośno.  Tak więc, zaczynajmy!

Fakt 1 : Nikt tego nie czyta. 

Dobra, skoro już tu jesteś, to znaczy, że to czytasz. Możesz czuć się wyróżniony, bo jesteś jednym z niewielu. Statystyki nie są aż takie niskie, więc chcę Ci z całego serca podziękować za Twoją obecność i (być może) za wytrwałość w czytaniu tego co tutaj tworzę. 
Ale wróćmy do tematu. Nie ma tutaj prawie żadnych komentarzy, nie jestem uznawana za autorkę godną oznaczania w różnych tagach, czy wydarzeniach, na Instagram'ie i na Facebook'u też nie ma wielkiego szału. Ale ja doskonale wiem dlaczego. Nie wymuszam na nikim, by lubił mnie, mojego bloga, posty na fejsie, czy zdjęcia na Instagram'ie. Nie spamię linkami na różnych forach...A może powinnam zacząć?


Fakt 2 : Nie mam z pisania żadnej korzyści. 

Nie no, żartuję. Mam satysfakcję z tego, że robię coś co lubię i tyle. Nikt mi za to nie płaci, z nikim nie współpracuję, nie biorę udziału w żadnych wymianach. I wiecie co? Nawet mi z tym dobrze.

piątek, 11 sierpnia 2017

Podróże w czasie

Autorka : Rysa Walker
Wydawnictwo : Feeria Young
Cykl : Archiwum CHRONOSA (tom 1)
Liczba stron : 424
Data wydania : 18 luty 2015

Wyobraźcie sobie, że przyjeżdża do Was dawno niewidziana babcia i mówi Wam, że macie gen warunkujący podróże w czasie. Dostajecie od niej medalion, którego pod żadnym pozorem nie możecie zdjąć, a następnego dnia okazuje się, że Wasi rodzice i przyjaciele nie istnieją, albo nie mają o Was żadnego pojęcia. Szalone, prawda?

Ale to tylko skrawek wciągającej i fascynującej fabuły.

"Życie Kate jest zwyczajne, na ile zwyczajne może być życie szesnastolatki z Waszyngtonu, która chodzi do ekskluzywnej szkoły średniej i połowę tygodnia spędza z matką, a drugą z ojcem. Gdy jednak spotyka się ze swoją dawno niewidzianą babcią, jej życie zaczyna przypominać kolejkę górską. Kate musi przejść ekspresowe szkolenie, ponieważ czeka ją niezwykle ważne i trudne zadanie związane ze skokami w przeszłość. Gdy na skutek załamania czasu znikają jej bliscy, Kate musi działaś natychmiast. Wie jednak, że gdy wróci z przeszłości, jej chłopak nie będzie o niej pamiętał..."

Pamiętam, kiedy dwa lata temu brałam udział w konkursie, gdzie do wygrania była ta oto pozycja. Niestety musiałam się pogodzić z przegraną, a jak widać los chciał by książka trafiła do mych rąk.

środa, 9 sierpnia 2017

Całe wakacje w samochodzie?!

Pewnie zdążyliście już zauważyć, że przez pewien czas mnie nie było. Niektórzy pomyślą "znowu!". No cóż, staram się nad tym pracować, ale coś kiepsko mi to idzie...

A teraz do rzeczy. Zrobiliśmy prawie cztery tysiące kilometrów, siedzieliśmy dzielnie w aucie przez ponad pięćdziesiąt jeden godzin, przy ponad 30-stopniowym upale. Zwiedziliśmy przejazdem "kilka" miast i miasteczek w sześciu krajach. Fajnie było. Teraz tworzę listę miejsc, które chciałabym odwiedzić i jest ona coraz dłuższa.
Przy okazji opaliłam się na buraka, moje rozjaśnione od słońca włosy płaczą, pęcherze na stopach bawią się w najlepsze, a połamane paznokcie wołają o pomstę do nieba. No i dorobiłam się skóry węża. 
Oczywiście mówię pół żartem pół serio. Nie cały wyjazd siedziałam w samochodzie. Nie więcej niż to było konieczne, chociaż uwielbiam jeździć autem (jeszcze jako pasażer).

Rodzice wybrali wakacje "typowe dla Polaka", czyli Chorwację. Prawie wszyscy się ucieszyli, bo wiecie "ta fajna niebieska woda". 

Oczywiście ja podchodziłam do tego trochę inaczej. Myślałam, że wszystko jest takie przekoloryzowane i udawałam, że nie wiem o co chodzi z tą całą ekscytacją. ALE

czwartek, 27 lipca 2017

Czerwona Królowa

Autorka : Victoria Aveyard
Cykl : Czerwona królowa (tom 1)
Wydawnictwo : Moondrive, Otwarte
Liczba stron : 488
Data wydania : 18 luty 2015

"– Mare Molly Barrow, urodzona siedemnastego listopada 302 roku Nowej Ery, córka Daniela i Ruth Barrowów – recytuje z pamięci Tyberiasz, streszczając moje życie. – Nie masz zawodu i w dniu następnych urodzin masz wstąpić do wojska. Chodzisz do szkoły nieregularnie, osiągasz słabe wyniki i masz na swoim koncie wykroczenia, za które w większości miast trafiłabyś do więzienia. Kradzieże, przemyt, stawianie oporu podczas aresztowania to zaledwie początek listy. Ogólnie rzecz biorąc, jesteś biedna, nieokrzesana, niemoralna, mało inteligentna, zgorzkniała, uparta i przynosisz hańbę swojej wiosce i królestwu. […]

– A mimo to jest w tobie coś więcej. – Król wstaje, ja zaś przyglądam się z bliska jego koronie. Jej końce są nieprzeciętnie ostre. Jak sztylety. – Coś, czego nie mogę pojąć. Jesteś jednocześnie Czerwoną i Srebrną. Ta osobliwość pociąga za sobą potworne konsekwencje, których nie jesteś w stanie zrozumieć. Co zatem mam z tobą począć?"
I pomyśleć, że przez tygodnie przed i po premierze, nie chciałam o "Czerwonej Królowej" słyszeć. Książka o jaką trudno, ale książka o jaką warto. Czekałam na nią, przed premierą, a dostała się do mych rąk prawie rok później. Jak ja się cieszę, że w końcu doszło do skutku!
Historia, jak z baśni. Zwykła dziewczyna z niezwykłym talentem, o którym nie miała pojęcia, która dostaje wielką szansę, by zamiast trafić do wojska, służyć u boku króla na dworze.
Robić wszystko by ocalić siebie, rodzinę i przyjaciół, czy przeżyć z takim stanem rzeczy jaki jest, bo duma na to nie pozwala?
Trudna decyzja zostaje podjęta, na początku w ogóle się nie spodziewamy jakie to niesie za sobą konsekwencje. A jest ich więcej niż można sobie wyobrazić. Nagle dziewczyna z wioski jest na ustach wszystkich. Musi uważać na każdy swój krok.

"Każdy może zdradzić każdego" 

Nawet nie wiemy ile w tych słowach jest prawdy. Chociaż dobrze by było mieć przy sobie jedną osobę, której można ufać bezgranicznie, tutaj jest to niemożliwe. Czytając książkę, przez kilkanaście rozdziałów "zbierasz" informacje, które tworzą spójną całość, tworzą coś, co ma szczęśliwy koniec. Już gdzieś w głowie pojawia się myśl o tym jak wszystko się zakończy...I nagle dzieje się coś, co obala twoje myślenie, całą konstrukcję tego, co sobie wyobrażasz.
Nieoczekiwane zwroty akcji, zdrady, sojusze, miłości...A to wszystko spod jednego pióra. W jednym tomie. To jest niesamowite, jaką duszę trzeba włożyć, by otrzymać takie rezultaty.
Polecam wszystkim wielbicielom fantastyki.

Ocena 6/6

środa, 19 lipca 2017

Ktoś mnie pokocha - 12 wakacyjnych opowiadań

Autorzy : Leigh Bardugo, Nina Lacour, Libba Bray, Francesca Lia Block, Stephanie Perkinks, Tim Federle, Veronica Roth, Jon Skovron, Brandy Colbert, Cassandra Clare, Jennifer E. Smith, Lev Grossman
Wydawnictwo : Moondrive
Liczba stron : 480
Data wydania : 15 czerwca 2016

"12 autorów powieści dla młodzieży, między innymi Veronica Roth i Cassandra Clare, sprawi, że poczujesz zapach lata i ciepło miłości.
Geek filmowy podkochuje się w koleżance z pracy. Do zrobienia pierwszego kroku popycha go… zombie.
Mark i Margaret utknęli w czasie. W kółko przeżywają ten sam dzień, 4 sierpnia.
Chłopak w śpiączce i jego najlepsza przyjaciółka mają szansę powrócić do przeszłości i na nowo przeżyć najlepsze wspólne chwile. Co się stanie, jeśli jedno z nich postanowi zmienić bieg wydarzeń?
Przejażdżki na motorze, skoki z klifu, seanse filmowe, szalone spiski animatorów w ośrodkach wczasowych, ogniska na campingu i zapach morza – w tych opowiadaniach jest wszystko, czego oczekujesz od wakacji życia.
Odważ się zrobić pierwszy krok do spełnienia marzeń. Kto wie, może miłość czeka na Ciebie tuż za rogiem?
Przecież wszyscy pragniemy tego samego: by ktoś nas pokochał."


Powiem Wam, że troszeczkę się zawiodłam. No dobra, może trochę więcej niż troszeczkę. Pierwszy tom opowiadań był wielkim fenomenem. Jest to jedna z moich ulubionych książek. bardzo się ucieszyłam, kiedy drugi tom wpadł do moich rąk, liczyłam na kolejny wielki sukces i kolejną miłość książkową, tak się jednak nie stało.

Cykl dwunastu opowiadań jest na swój sposób wyjątkowy. Każde opowiadanie jest inne i różnie odnosi się do pewnych spraw. Ta książka pokazuje kilka rzeczy. Jedną z nich jest to, że uczucie można wyrazić na tysiące sposobów, wszystko zależy od Ciebie i obiektu twoich westchnień. Miłosne listy, wiersze, eliksiry miłości, przypadkowe i celowe spotkania, odważne wyznania, ukradkowe spojrzenia...Do wyboru do koloru. Kolejna sprawa dotyczy tego, gdzie możesz spotkać miłość. Odpowiadam - wszędzie. W szkole, na obozie, w internecie, pracy, nad basenie, na plaży, w sklepie - WSZĘDZIE. Zakochanie niby jest czymś zwykłym i normalnym, ale w każdym przypadku jest wyjątkowe.

Ostatnio zastanawiałam się, jak to możliwe, że napisano mnóstwo romansów, harlekinów i w ogóle, a ludziom się to nie nudzi. Jeśli czyta się dużo jakiejkolwiek tematyki, to zaczyna się zauważać powtarzalne schematy. Czujesz się niczym jasnowidz, bo po pierwszych rozdziałach jesteś w stanie określić co będzie dalej. Ale zaraz, zaraz...I tak sięgniesz po następną, prawda? Na tym polega cały urok. Miłość można wyrazić, opisać i poczuć na mnóstwo sposobów. Każdy inny.

A wracając do opowiadań, to są one pomieszane. Jedne są proste i klarowne, a inne wymagają chwili większego skupienia. Znajdziemy tam historie opisywane z perspektywy zarówno dziewczyn,  jak i chłopców. Będą tam także historie o parach mieszanych oraz jednopłciowych. Tak jak już mówiłam - dla każdego coś się znajdzie. 

Tym razem nie polecam tego wszystkim. Tutaj trzeba uważać komu się to daje do ręki. Nie uważam, że to opowiadania rąk wysokich lotów jak pierwszy tom, ale i tak warto przeczytać, choćby dla rozrywki bez większej filozofii i przenikania przez duszę. Książka dla tych dojrzalszych nastolatków oraz dla dorosłych chcących na nowo przypomnieć sobie, jak to było z ich nastoletnimi miłostkami. 

Ocena 4/6 (Chociaż okładka niczego sobie)

sobota, 15 lipca 2017

Eleonora & Park

Autorka : Rainbow Rovell
Wydawnictwo : Moondrive, Otwarte
Liczba stron : 358
Data wydania : 16 marca 2015r.

"Eleonora… nie sposób jej nie zauważyć: rude włosy, dziwne ciuchy. Czyta mu przez ramię. Uważa Romea i Julię za bogate dzieciaki, które dostawały wszystko, co chciały. Najbardziej nie lubi weekendów, bo spędza je bez niego.
Park… Dobrze mu w czerni. Denerwuje się, gdy musi prowadzić samochód w obecności taty. Uwielbia imię Eleonory i nie skróciłby go ani o sylabę. Wie, która piosenka jej się spodoba, zanim ona zacznie jej słuchać. Śmieje się z jej dowcipów, zanim ona dotrze do puenty.
Oto tocząca się w ciągu jednego roku szkolnego opowieść o dwojgu szesnastolatkach urodzonych pod nieszczęśliwą gwiazdą – dość mądrych, by zdawać sobie sprawę, że pierwszej miłości prawie nigdy nie udaje się przetrwać, ale na tyle odważnych i zdesperowanych, by dać jej szansę."

Niby książka jakich wiele. Ale nie.
Zwykle moje wewnętrzne "ja" nie zgadza się, na to, by czytać "rzeczywiste" książki. O co mi chodzi?
O to, że...Książka powinna mieć happy end, skończyć się bajkowo, albo jakoś cudownie, nierzeczywiście i żeby w ogóle było tak, jak zawsze. Bajecznie. Jednak tym razem nastąpił wyjątek. Zderzenie dwóch realnych światów. Tak prawdziwych, że można by je poczuć, jakby stało się obok.
Z jednej strony miłość jedna na milion, z drugiej przemoc w rodzinie i brak niezależności.
Ale jest w tym wszystkim coś...Coś, co sprawia, że ta rzeczywistość, nie jest dołująca, chociaż boleśnie prawdziwa. Bohaterowie próbują sobie jakoś z tym wszystkim poradzić, a rodzące się w nich ciepłe uczucie im w tym pomaga. Nie wiedzą oni jednak, że przyniesie im to nowy ból, którego wcześniej nie doświadczyli.
Nie wiem, jak Pani Rovell to się udało. To naprawdę niesamowite. Gratuluję.
Czekałam i czekałam, by złapać to w bibliotece. Boże, dziękuję, że się nie poddałam!
Czytania wręcz nie można przerwać. Przeczytałam to na 2 razy. I tak ledwo mogłam spać w nocy myśląc : "Co się stanie z Eleonorą?", "Czy poradzi sobie sama, czy powie o tym Parkowi?", "Czy ojczym wyrzuci ją z domu?" itp. Każdy ksiązkoholik przechodził przez to co najmniej 3 razy. Albo i więcej.
Nie ukrywam, że przy czytaniu był płacz, śmiech i mówione co chwila "Ciiicho! Ja tu czytam!" - pełne napięcia.
Teraz, to właśnie ta książka jest u mnie na 1 miejscu. Przebiła nawet "Dotyk Julii". Dlaczego to takie niezwykłe?
Bo "rzeczywista" książka przebiła fantasy!!!
Nie mam nic więcej do dodania. No może po za jednym wielkim zdaniem : Przeczytajcie tę książkę!(Albo przynajmniej zacznijcie) 

Ocena 6/6

czwartek, 6 lipca 2017

Balsam dla duszy dziewczyny

AutorzyJack CanfieldMark Victor HansenPatty HansenIrene Dunlap
Wydawnictwo : Rebis
Liczba stron : 376
Data wydania : Luty 2007

"Życie dziewczyn we współczesnych czasach bywa skomplikowane i trudne. Co jest ważniejsze: dobry fenotyp czy genotypa Lepiej być prymuską czy dziewczyną w stylu glamoura Jeśli masz takie dylematy, sięgnij po pomocną dłoń w tym wypadku książkę Balsam dla duszy dziewczyny Catherine Lee, wydawca Discovery Girls."

Dziewczyny, bo do nas skierowano tą książkę, jeśli przeżywacie w swoim życiu ciężki okres, to ta książka jest właśnie dla Was! Wiem co mówię, bo od wczoraj sama mam taki okres. Książka potrafi rozśmieszyć do łez, wzruszyć do łez, albo powie Ci bolesną prawdę prosto w twarz. Najlepsze, że powie Ci to książka, a nie przyjaciółka, której powiesz coś czego będziesz żałować.
Czytając, poczujesz, że nie jesteś sama na całym świecie z takim czy nie innym problemem, wyprzesz z głowy zdanie "nikt mnie nie rozumie". Zawsze znajdzie się ktoś, kto Cię zrozumie, może być to nawet osoba, od której tego zrozumienia się nie spodziewasz.
Mówią, że książka, to tylko słowa, mądre cytaty, które tylko wypisujemy, a tak naprawdę nie wnoszą nic do naszego życia. Gdybym powiedziała, że to się tyczy tej książki ( bo czasem faktycznie tak jest), skłamałabym. To, co znalazłam w tej książce, przechodzi najśmielsze oczekiwania. Zupełnie tak, jakbym czytała o swoim życiu. Oczywiście, nie w słowo w słowo, ale jednak jakiś pierwiastek tam jest.
Polecam tę książkę dziewczynom, mamom no i może trochę chłopakom, bo ciągle narzekają, że nie mogą nas zrozumieć. Nie zmuszam nikogo, ale powiem, że warto.

Ocena 6/6

wtorek, 4 lipca 2017

Muzyka, książki, internet i teraźniejsze oblicze miłości - Nasze być, albo nie być

I tak to teraz wygląda. A wiecie co jest najbardziej denerwujące? To, że idąc sobie przez park, albo jakąś śliczną uliczkę z ławeczkami widzę zakochane pary. Siedzą obok siebie, trzymają się jedną ręką. A co się dzieje z drugą? I tu pojawia się sedno sprawy. Druga ręka jest zajęta dodawaniem posta na facebook'a, zdjęcia na snapchat, albo na instagrama. Masakra. Zero takiej miłosnej małej iskierki. Nie chodzi mi tu o to, że mają się całować jak nienormalni, czy co, ale o to, by...No nie wiem...Popatrzeć sobie w oczy, powiedzieć sobie coś miłego, posłodzić i tak dalej. ( Jestem nieuleczalną romantyczką i mam za duże miłosne wymogi, współczuję mojemu przyszłemu chłopakowi XD )



 Co do reszty związanej z internetem, denerwują mnie małe dzieci w necie, które ewidentnie nie mają pojęcia jak korzystać z facebook'a. Albo jakieś wielkie dyskusje na temat tego, że ktoś coś lubi, a drugi tego nienawidzi. Jeju! Każdy ma prawo do własnego zdania i tyle! A wystarczy tylko jedno zdanie do rozpętania bezsensownej dyskusji pełnej wyzwisk i poniżania. Ehh...

Z resztą nie uważacie, że internet zajmuje za dużą część naszego życia?

Miłość dziś - Nastolatkowie zakochują się bardzo często. Niektórzy częściej, niektórzy rzadziej, ale jednak. Najgorsze jest to, że słowo "Kocham" traci na wartości. Dlaczego? Bo nadużywamy go. Mówimy bez potrzeby. Kłamiemy. Mówimy : "To jest miłość i mam prawo powiedzieć, że kocham swoją dziewczynę/ chłopaka". No dobra masz prawo, ale najpierw upewnij się, że masz zamiar "zostać na dłużej" itp. A nie tydzień i koniec. To nie jest miłość. To tylko chwilowe zauroczenie. I tyle. Denerwują mnie tacy chłopacy, lub takie dziewczyny, co myślą, że mogą mieć każdego. I są razem tydzień, dwa dni albo 24 godziny. Pasuje Wam taki układ? Mnie nie bardzo.

Ale co zrobić? Wyraziłam swoje zdanie, na temat tego, że ten świat mi się nie za bardzo podoba, bo elementy jakie dają mi szczęście, zanikają.
Możliwe, że zostanę skrytykowana, wyśmiana i nie wiadomo co jeszcze. Ale mam to pośrednio gdzieś.
Bo :
Po 1 : każdy ma prawo wyrażać swoje zdanie wszem i wobec, gdzie i kiedy chce,
i po 2 : Robię to co lubię. A wiadomo, że każdy nawet mały sukces niesie za sobą konsekwencje.
Ode mnie to tyle. Do następnego posta!

Ps. Nie mówię, że wszyscy są tacy sami, ale z przykrością stwierdzam zwiększanie się liczby tego typu osób.

piątek, 30 czerwca 2017

Mroczna bohaterka - Jesienna Róża

Autorka : Abigail Gibbs
Cykl : Mroczna bohaterka (tom 2)
Wydawnictwo : Muza
Liczba stron : 464
Data wydania : 19 listopada 2014

"Dziewięć równoległych wymiarów.
Dziewięć rodzajów mrocznych istot. 
Dziewięć bohaterek, które mają ocalić świat.

Prowincjonalna szkoła średnia w hrabstwie Devon i piętnastolatka, która nie jest zwykłą uczennicą. To Jesienna Róża z władającej magią rasy Mędrców - dziedziczka tytułu książęcego. W szkole pełni funkcję strażniczki. Ma chronić uczniów przez złymi mocami i czarną magią. Gdy w miasteczku zaczynają się ataki groźnych Extermino, na pomoc Róży przybywa osobiście syn króla Mędrców. Razem będą musieli stawić im czoła. Po porwaniu Violet Lee wybuch wojny pomiędzy ludźmi a mrocznymi istotami wciąż stanowi realne zagrożenie. Czy Róża odkryje, co tak naprawdę łączy ją z Violet? - Pierwszą Mroczną Bohaterką?"


Jak sam tytuł wskazuje jest to książka o Jesiennej Róży, która jest mędrcem. W pierwszej części pojawia się na koniec i jakoś nie przypadła mi do gustu, jednakże walczyłam sama ze sobą, czy sięgnąć po drugą część, czy też nie. I ciekawość wzięła górę.
Początek był bardzo, ale to bardzo oporny, aczkolwiek po stu iluś stronach złapałam się na tym, że zaczęłam czytać to z chęcią. Jednak powiem bez bicia : fajna, ale szału nie ma.
Na okładce widnieje podpis Sky News'u " Stephanie Meyer ma poważną rywalkę. Jest nią brytyjska pisarka Abigail Gibbs"
Ja osobiście się z tym nie zgadzam. Nie mówię, że "zmierzch" jest jakąś najlepszą książką świata, ale dla mnie była bardziej czysta i zrozumiała, nie miała rozdwojenia na dwie główne bohaterki w osobnych częściach. A w "Mrocznej bohaterce" ten podział wszystko zepsuł.
Nie wiem co miałabym jeszcze napisać, bo nie będę wymyślała na siłę, ewentualnie mogę powiedzieć, że taki obrót spraw jaki był obierany w książce zaskakiwał mnie za każdym razem.
Nie mam nic więcej do dodania.

Ocena 3/5

środa, 28 czerwca 2017

Fangirl

Autorka : Rainbow Rowell
Wydawnictwo : Moondrive, Otwarte
Liczba stron : 380
Data wydania : 27 lipca 2015

"Wren i Cath to siostry bliźniaczki „podobne” do siebie jak ogień i woda. Wren chce w życiu spróbować wszystkiego. Lubi imprezować, randkować i poznawać nowych ludzi. Cath woli siedzieć w ich wspólnym pokoju i pisać fanfiction do książki, która zawładnęła całym jej światem. 
Mimo że tak różne, dziewczyny są nierozłączne. 
Gdy bliźniaczki rozpoczynają naukę w college’u, ich drogi się rozchodzą – Wren nie chce już mieszkać z siostrą. Cath musi opuścić swój bezpieczny świat i stawić czoła rzeczywistości. Na swojej drodze spotyka Reagan (Cath prędzej dogadałaby się z Marsjaninem niż z nią) i wiecznie uśmiechniętego Levi’ego (czy on kiedyś zrozumie, co to jest przestrzeń osobista?) oraz panią profesor od kreatywnego pisania.

„Fangirl” to opowieść o przyjaźni wbrew różnicom i o trudnej sztuce dojrzewania. To historia o ludziach, którzy kochają książki tak bardzo, że stają się one ich całym światem."

Książka, która stała się popularna w trymiga. Liczba jej fanek nadal wzrasta z dnia na dzień.
Dziwicie się? Ja nie.
Jeśli jesteście fangirls (Tak, mówię do dziewczyn, bo nie jestem pewna ilu chłopaków w ogóle sięgnęło po tą książkę) a jeszcze nie czytałyście tej książki, to wiedzcie, że na koniec będziecie bliskie płaczu. I nie chodzi mi o płacz typu : "Nieee! On nie mógł umrzeć!". Chodzi mi : "Ej! Gdzie jest koniec?! To nie może być koniec! Ja chcę jeszcze! Nieee!"
Jedyne co przyszło mi na myśl, to tyle, że jak uporam się z bieżącymi sprawami przeczytam "Fangirl" jeszcze raz. I będę ją czytała tyle razy, aż zapamiętam jej fragmenty. (Takie zaplanowane maniaczenie)
Zauważyłam, że Rainbow Rowell w swoich książkach zawsze ma ten sam styl pisania, co by wyjaśniało dlaczego tak przyjemnie i szybko się je czyta, i wypowiada się w 3 osobie, co jest coraz częściej spotykane, ale w momencie gdy autorka zaczynała swoje pięć minut - zrobiło niesamowitą furorę. Nic do tego nie mam. Po prostu ("Po prostu". Nie ma żadnego "po prostu" - pomyślała Cath (Taaak za dużo Fangirl) zwróciłam uwagę.
Książki Rowell jak zawsze mnie kupiły, zakochałam się bez pamięci (A po co komu chłopak?!), czysta historia, życiowa, nie przesadzona ani trochę.
Do tej czuję szczególnie przywiązanie, bo jak by była o mnie, dla mnie, a że przeze mnie...Nie, nie mam takich umiejętności. Niestety.
Polecam wszystkim molom książkowym!
Fangirls, łączmy się!

Ocena 6/6

poniedziałek, 26 czerwca 2017

19 razy Katherine

Autor: John Green
Seria : Myślnik
Wydawnictwo : Bukowy las
Liczba stron : 288
Data wydania : 4 czerwca 2014

"Colin Singleton gustuje wyłącznie w dziewczętach o imieniu Katherine. A te zawsze go rzucają. Gwoli ścisłości, stało się tak już dziewiętnaście razy. Ten uwielbiający anagramy, zmęczony życiem cudowny dzieciak wyrusza w podróż po Ameryce ze swoim najlepszym przyjacielem Hassanem, wielbicielem reality show Sędzia Judy. Chłopcy mają w kieszeni dziesięć tysięcy dolarów, goni ich krwiożercza dzika świnia, ale za to nie towarzyszy im ani jedna Katherine. Colin rozpoczyna pracę nad Teorematem o Zasadzie Przewidywalności Katherine, za pomocą którego ma nadzieję przepowiedzieć przyszłość każdego związku, pomścić Porzuconych tego świata i w końcu zdobyć tę jedyną. Miłość, przyjaźń oraz martwy austro-węgierski arcyksiążę składają się na prawdziwie wybuchową mieszankę w tej przezabawnej, wielowarstwowej powieści o poszukiwaniu samego siebie." 

Jesteś po rozstaniu z dziewczyną/ chłopakiem? Masz zły dzień / tydzień / miesiąc / życie? Lubisz kiedy książka cię zniechęci, a potem wciągnie mimo, że jesteś bardziej zdołowany z każdym słowem?
Książka idealna!
Będę z Wami szczera. Nie lubię książek Greena. Nie wielbię go i nie piszczę z zachwytu, kiedy usłyszę cytat, który znają wszyscy : " - Okay? - Okay. ", na półkach w księgarniach widzę jego książki, o których istnieniu nawet nie miałam pojęcia. Może całkiem świadomie. A jak trafiłam na "19 razy Katherine"?
Książkę dostałam na święta od mojej przyjaciółki. Chyba nie muszę wspominać, że jest ona wielką fanką Greena?
Odkładałam jej czytanie przez...Ponad miesiąc? Wewnętrzna blokada. Co mnie do tego "zmusiło"? Choroba i nuda. I pomyślałam sobie, że nie mogę odkładać tego w nieskończoność, więc zaczęłam czytać. Zajęło mi to 2 dni.
Nie wiem jakim cudem do tego doszło. Najwyraźniej wszystkie książki Greena (A przeczytałam z 3) mają kilka niezmiennych elementów :
1) Najpierw czytam 1 rozdział, potem jeszcze raz bo za 1 razem nic nie rozumiem, później idzie jak z płatka.
2) Pisze zbyt filozoficznie, co mnie strasznie denerwuje
3) Mimo wszystko jak zaczęłam, tak nie mogłam przerwać.
Mimo wszystko muszę jeszcze dodać, że jest napisana z wielkim humorem i może to właśnie TO jest "tym czymś" co przyciąga nawet ludzi źle nastawionych do jego książek.
Istna magia.
Ta książka to kolejny bestseler. Może dla większości świata, ale nie dla mnie. Dla mnie jest to po prostu dobra książka.
Nie wiem czy napisać  dobra, czy tylko dobra.

Ocena : 3/6

sobota, 24 czerwca 2017

Ponad wszystko

Autorka : Nicola Yoon
Cykl : Uwaga Młodość
Wydawnictwo : Dolnośląskie
Liczba stron : 328
Data wydania : 31 maja 2017

"Choroba nastoletniej Maddy jest bardzo rzadka. Ma alergię na cały świat. Od siedemnastu lat jest uwięziona w domu. Kontaktują się z nią wyłącznie mama i pielęgniarka. Pewnego dnia Maddy wygląda przez okno i widzi... jego. Jest wysoki, szczupły, ubrany na czarno. Ich spojrzenia się spotykają. Obserwuje go z oddali. Już wie, że jej życie właśnie się zmieniło. Nieodwracalnie. I wie, że to będzie katastrofa."

 Mogę to szczerze powiedzieć - pokochałam tą książkę od pierwszych stron. Pisana prostym stylem, z uczuciem i zaangażowaniem, a przede wszystkim wciągająca i zabawna, pokazuje jak cieszyć się z życia na nowo. Nie ma w nim medycznego żargonu jakiego się spodziewałam zanim zaczęłam czytać.Po za tym ma bardzo ciekawą i niekiedy zabawną formę - niektóre strony są niczym wyrwane z pamiętnika Madeline.
 Jeżeli chodzi o czas zanurzenia się w lekturze, jest on bardzo krótki, ale przyjemny. Historia na jeden wieczór, ewentualnie dwa. Zależy jak komu się podoba, a widać że autorka bardzo się starała, by ta książka spodobała się wielu nastolatkom, ale i nie tylko.
 Historia, która została tam opisana była dla mnie czymś nowym. Oczywiście mniej więcej wiedziałam, czego mam się spodziewać, ale jednak jest to pierwsza tego typu książka, którą przeczytałam i bardzo się z tego cieszę, ponieważ ostatnio narzekałam na zbyt przewidywalne schematy. Wiadomo, że teraz ciężko wymyślić coś totalnie nowego, a tym razem to strzał w dziesiątkę.
Książkę polecam wszystkim, którzy kochają romanse, książki i tajemnice, oraz tym którzy tak samo jak ja pokochali książki Reginy Brett i chcą poczuć, że życie to dar, którego nie można zmarnować.

 Filmu nie widziałam i nie wiem czy byłabym w stanie go obejrzeć. Jednym  z ulubionych elementów książki są zabawne zapiski Madeline. Ciekawi mnie jak to jest jest zrobione w filmie, ale boję się rozczarowania, z resztą każdy książkoholik (i nie tylko on) powie, że książka jest lepsza od filmu.

Ocena 6/6

piątek, 23 czerwca 2017

Wciśnij reset!

 Mamy lato! Czujecie to? Ja w tym deszczu jakoś nie bardzo, ale mam nadzieję, że będzie lepiej.
 Pozwólcie że przedstawię wam kilka powodów, dlaczego warto się czasem wyłączyć ze świata.

 Najważniejszym powodem jest strefa "ja sam/a ze sobą". Kiedy cały czas poświęcasz dla pracy, znajomych i rodziny, albo dla mediów społecznościowych, to nie oszukujmy się - na dłuższą metę tak się nie da.
 Nie jesteśmy robotami żeby pracować całymi dniami i nocami. Nie jesteśmy na baterie, które zawsze można wymienić. Czasem trzeba pomyśleć o sobie, swoim zdrowiu, nie tylko tym fizycznym, bo idzie się wykończyć.

 Inną rzeczą jest wkradająca się na każdym kroku rutyna. W pewnym momencie coś, co kochaliśmy robić staje się po prostu nudne. Jedyne co możemy zrobić żeby to uratować, to przerwać na jakiś czas, a wrócimy z nowymi chęciami, pomysłami i znów będziemy się cieszyć jak małe dzieci.
 Tak jest fajniej! Wakacje lub urlop to czas, kiedy możesz robić to na co nie było czasu, możesz też znaleźć sobie jakieś nowe hobby które różni się od wszystkiego czego do tej pory próbowałeś. Możesz też się wyspać, wyszaleć, podróżować, spędzić więcej czasu z rodziną czy znajomymi. Możesz robić co chcesz! Spontanicznie, bez żadnego planu, z dala od codzienności i typowego rozkładu dnia, bo chcąc nie chcą zawsze coś się powtarza.
 Po za tym, chyba wszyscy lubią sobie czasem usiąść i nic nie robić, prawda?



 Ten stan, kiedy nie musimy nic robić, pamiętać o godzinach odjazdu autobusu, nie myśleć za dużo (bo jednak cząstka myślenia może się przydać) jest cudowny. Czujemy się lżejsi, szczęśliwsi i zapewne mamy więcej energii.
Więc zrób sobie reset i poczuj się lżej 

A jak już jesteśmy przy tym temacie, to podzielcie się jak Wy spędzacie czas wolny, chętnie poczytam 

wtorek, 20 czerwca 2017

Oddychając z trudem

Autorka : Rebecca Donovan
Cykl : Oddechy (tom 2)
Wydawnictwo : Feeria
Liczba stron : 544
Data wydania : 14 stycznia 2015

"Emma przetrwała dramatyczną noc w domu swojej ciotki, ale niewiele z niej pamięta. Obudziła się w szpitalnym łóżku, w koszmarnym stanie. Odbył się proces sądowy, w którym na szczęście nie musiała uczestniczyć. Teraz Carol nie może już zrobić jej nic złego, ale wysoką ceną za to jest utrata kontaktu z Laylą i Jackiem.
Emma wróciła do szkoły i na boisko, i stara się po prostu prowadzić zwyczajne życie nastolatki, z wierną Sarą i oddanym Evanem u boku. Nie jest to jednak łatwe – wciąż budzi się zlana potem po koszmarnych snach, a na ulicach prześladują ciekawskie spojrzenia. Gdy decyduje się zamieszkać ze swoją matką, sytuacja jeszcze bardziej się komplikuje. Tak trudno oddychać, gdy trzeba radzić sobie z tak silnymi emocjami…"


 Powiem tak : Szału nie ma. Po przeczytaniu pierwszego tomu, który bardzo mnie zachwycił liczyłam na kolejne "wow!"
 Niestety tak się nie stało. Ale od początku.
 Czytało mi się to dobrze i szybko, jednak fabuła szła opornie. Myślałam, że nie będzie najgorzej, "początki zawsze trzeba przejść, a potem jakoś leci." - tak słyszałam. Tym razem początek mi się bardzo spodobał i tylko wzmógł mój apetyt.Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że po kilkunastu stronach miałam dosyć powtarzającego się schematu, który w kolejnych rozdziałach mnie wkurzał, ładnie mówiąc. Nie chcę się chwalić, ale większość sytuacji przewidziałam, nim zdążyły na dobre się rozwinąć. Jednakże muszę przyznać, że autorka ma wielki talent. Ja bym w życiu nie potrafiła umieścić w dwóch tomach tylu krzywd.
 Do tego boli mnie, że świat kreowany przez pisarkę jest przekoloryzowany. Nie wiem, może tylko mi się taki wydaje. Po prostu jest dla mnie czymś dziwnym, że tylko Emma ma tak przekichane w życiu, a jej znajomi mają wszystko. Mają cholernie bogatych rodziców i do tego nie mają się za jakichś wielkich snobów. Zgoda, przypadki się zdarzają, ale tutaj to przesada.
 Krótko mówiąc pasowało mi wszystko, tylko nie sama fabuła.
Nie wiem co jeszcze mogę dodać.

Ocena : 3/6

czwartek, 15 czerwca 2017

Błękitny zamek

Autorka : Lucy Maud Montgomery
Wydawnictwo : Egmont
Liczba stron : 280
Data wydania : 1926r.

"Joanna Striling ma ciężki los. W wieku dwudziestu dziewięciu lat ciągle mieszka z matką i ciotką, które traktują ją jak dziecko. Reszta krewnych dokucza jej z powodu staropanieństwa. Przed szarą rzeczywistością dziewczyna ucieka w świat fantazji -  książek.
Kiedy Joanna otrzymuje list o krytycznym stanie swojego zdrowia, postanawia zwalczyć nieśmiałość i zacząć żyć pełnią życia. Czy uda jej się usamodzielnić? Czy przeżyje szaloną przygodę rodem z powieści jej ulubionego autora? I czy odnajdzie miłość?"

Praktycznie wszystkie książki Pani Montgomery były o dziewczynkach, które spełniają swoje marzenia, czy rozwijają pasje. I tym razem spodziewałam się tego samego, ale pisarze sprawiają niespodziankę w najmniej oczekiwanym momencie i tym razem właśnie tak było. A najbardziej ucieszyła mnie wieść o poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi i...miłości... Moja Pani od języka polskiego spytała mnie kiedyś "Czy ty czytasz inne książki, niż takie w których jest to uczucie?" Co odpowiadam ? "Nie, nigdy innej do ręki nie wzięłam" (oczywiście nie liczę lektur), nawet zaczęłam się zastanawiać czy w ogóle istnieją takie książki, bo zawsze gdzieś ten wątek miłości się schowa. Powiem szczerze, że czytam takie, a nie inne książki, bo sama szukam tego uczucia. A jak wiadomo, tego nie da się przyspieszyć, więc pocieszam się książkami, a niektórych autorów obwiniam za mój wypaczony ideał :) Nie ma mocnych...
Nie skłamałbym, gdybym napisała, że zakochałam się w twórczości L.M. Montgomery.
Uwielbiam to jak i o czym pisze. Prosto, zwyczajnie, po ludzku i z emocjami. Na jednym z portali dla nastolatek znalazłam artykuł o tym, że bardzo wiele dziewcząt odnajduje się w postaciach tworzonych przez Montgomery.
Dzięki jej książkom pokochałam czytanie jeszcze bardziej, ale też zdarzy mi się podejść do książki zbyt emocjonalnie, między innymi przy "Błękitnym zamku".

6/6

poniedziałek, 12 czerwca 2017

A gdyby tak... #12

I mamy już dwunasty post z tej serii, spóźniony kilka, kilkanaście dni, ale chyba jesteśmy w stanie to przeżyć, prawda?
Dzisiaj napiszę Wam coś, co tylko po części zgadza się z pierwotną ideą "A gdyby tak...", na pewno będziemy gdybać i się zastanawiać, co mogłoby się zmienić, ale tym razem będziemy tego doświadczać osobiście. Mam nadzieję, że MY, a nie tylko ja :) 

Wiele bym dała, żeby zmów stać się dzieckiem, którego największym problemem były brukselki, zgubione zabawki, albo złamana kredka.
Niestety zawsze chciałam być dorosła, albo po prostu starsza, wyższa, mądrzejsza i czekałam na to by móc robić coraz więcej. Czekałam na to co stanie się w przyszłości.

Jak ja teraz tego żałuję! I myślę, że wiele osób również. Teraz sobie pogdybamy, a potem zaczniemy cieszyć się tu i teraz dodając do życia dziecięcej radości.


środa, 24 maja 2017

Blogowanie jest proste!

Tak?

Jeśli piszesz bloga, to wiesz, że tytuł tego posta to jedno wielkie kłamstwo, ja też to wiem i inni blogerzy też to wiedzą. A co z ludźmi, którzy nie piszą bloga?
Właśnie. To oni uważają, że prowadzenie bloga to bułka z masłem. Dobra, może nie wszyscy, ale część na pewno.

A co w tym trudnego? 


Dla chcącego nic trudnego - tak słyszałam. Ale dzisiaj, po kilku latach pisania w blogosferze zmieniam zdanie. Nie ważne jak bardzo mi zależy, jak bardzo się staram i jak bardzo to lubię, to czasem jest niemożliwe, by spełnić chociażby swoje własne wymagania. Czasem nam coś wypadnie, jesteśmy zajęci życiem tu i teraz ( uczymy się na sprawdziany, mamy dużo do ogarnięcia w domu, albo w pracy, musimy gdzieś pojechać, coś zobaczyć, zadzwonić i wiele wiele innych). Oczywistym jest to, że blog jest dla nas czymś ważnym, jednak trzeba umieć dzielić wszystko na rzecz ważne i ważniejsze.

I tak nic nie robisz, przecież to tylko pisanie!


Aha, jasne. Jeszcze mi powiedzcie, że można to robić z zamkniętymi oczami.
To nie jest tylko pisanie! Nie chcę, żeby mój blog był śmietnikiem, ani miejscem, które tak na prawdę nic nie znaczy. Może dla większości populacji tak jest, bo nawet nie mają pojęcia o istnieniu tego bloga, jednak nie zmienia to faktu, że to jest ważne chociażby dla mnie. To moje miejsce w internecie, o które dbam jak tylko mogę. Nie wymyśliłam tego wczoraj i tylko po to, żeby mieć co robić. Nawet bez tego zawsze jest coś do roboty. Wracając, ja nie tylko piszę, chociaż mogłabym. Mogłabym pisać nawet i dziesięć postów dziennie o tym co jadłam na śniadanie, co mam na sobie, kogo lubię, a kogo nie i wiele innych. Ale powiedzcie mi szczerze, komu chciałoby się to czytać? Może znajdą się takie osoby, ale ja taka nie jestem. Należę do tego grona osób, które wolą napisać coś lepszego, coś co będzie miało jakąś większą wartość i da mi satysfakcję. A żeby to osiągnąć muszę uwolnić swoją kreatywność, ruszyć głową, poświęcić temu sporo uwagi, a co za tym idzie czas również, chcę znaleźć coś, co zainteresuje moich czytelników. Czasami bywa tak, że nie mogę napisać nic, co moim zdaniem by się nadawało, nie ważne jak bardzo bym chciała. Przemóc taką blokadę to naprawdę trudne.
Jeżeli nadal uważasz, że to tylko pisanie, to spróbuj.

Na pewno masz z tego same profity! 


A jeżeli nie mam? 
Żeby coś z tego mieć (nie mam na myśli samej radości i satysfakcji z pisania) trzeba na to zapracować. Zarywanie nocy na pisaniu, szukaniu pomysłów, inspiracji, uczenie się nowych sposobów na ulepszenie bloga, próba promowania, prowadzenie mediów społecznościowych, a do tego normalne życie takie jak szkoła, praca, rodzina, znajomi i czas dla siebie (bo kto czasem nie potrzebuje takiego resetu?). 
Kiedy zakładałam swojego pierwszego bloga to nawet przez myśl mi nie przeszło, że mogłabym mieć z tego coś więcej. 
Dzisiaj widzę, że blogi powstają jak grzyby po deszczu. Głównie te modowe, beauty czy fit. Oczywiście nic do nich nie mam, bo niektóre są naprawdę ciekawe, jednak nie da się tego podważyć. Takie blogi zakładają najczęściej młodzi ludzie, którzy chcą szybko stać się popularni i mieć z tego korzyści, natychmiast! Karmią się "obs za obs", "kom za kom", "like za like". Komentarze to po prostu "kopiuj wklej" : "Fajny wpis! Zapraszam do siebie > Link do bloga" i najprawdopodobniej osoba, która go napisała wcale nie przeczytała wyżej napisanego posta. Niekiedy takie blogi trwają tydzień, albo i mniej, bo jak się okazuje, to wcale nie takie proste.
Mnie to nie bawi ani trochę. I powiem więcej, wkurza mnie to tak bardzo, że momentami tracę wiarę w ludzi. Nie chciałabym, żeby ktoś wszedł i wyszedł z mojego bloga. Chcę, by został na dłużej, albo komentarzem pokazał, że faktycznie tu był i przeczytał moje wypociny, w które włożyłam serce. Boli mnie też to, że takie "puste blogi" są popularniejsze od tych wartościowych. Mają więcej wyświetleń, a opierają się na mechanizmie wejścia i wyjścia. 


Nie masz racji! 


I tutaj dochodzimy do problemów z wyrażaniem własnego zdania. Cokolwiek napiszesz, zostanie zapamiętane i niemal pewnym jest to, że spotka się z falą hejtu. Już widzę te komentarze, że źle oceniam ludzi piszących na temat mody czy bycia fit. Nie powiem, że mam to gdzieś, bo ja tylko części nie toleruję, ponieważ wydaje mi się to robieniem śmietnika z blogosfery (mam na myśli blogi, które trwają mniej więcej tydzień). Niektórzy powiedzą, że jestem zazdrosna, albo że już mi się skończyły pomysły na posty to teraz będę hejcić wszystko i wszystkich po kolei. Nie. Mój blog to "Opinie okularnicy", jak nazwa wskazuje wyrażam tu swoje zdanie, a jeżeli nie chcesz go znać, to wyjdź. Albo hejtuj. Twój wybór. Ponoć hejter to najwierniejszy czytelnik. 

Na dzisiaj to tyle. Do następnego posta :* 

środa, 10 maja 2017

Pierwsze koty

Autorka : Ewa Nowak
Seria : Miętowa 
Wydawnictwo : Egmont
Liczba stron : 288
Data wydania : 23 września 2015

" To nie jest zwyczajny rok dla Ady. Szesnastolatka, która chodzi do trzeciej klasy gimnazjum, jest bardzo uzdolniona plastycznie, ale nie do końca wie jakie liceum wybrać. Dziewczyna nie ma też wsparcia w swoim chłopaku, Konradzie, który nagle, po wakacjach, zaczął jej się wydawać nieczułym i wiecznie niezadowolonym smarkaczem. To odczucie potęguje jeszcze bardziej fakt, że Ada zaczęła pracować. Opiekuje się małą dziewczynką, której ojciec, wydaje się Adzie ideałem mężczyzny. Nie domiar złego w kręgu znajomych pojawia się tajemniczy Tygrys, który też nie jest dziewczynie obojętny.
Przed Adą trudne zadanie – jak poradzić sobie z własnymi uczuciami, jakie decyzje podjąć, żeby nikogo nie zranić, a także co zrobić, żeby zrealizować marzenia o malarstwie?"

Książka, o jakiej nie miałam pojęcia i sama bym pewnie po nią nie sięgnęła. Ale na szczęście ma się znajomych, którzy zadbają o to, żebyś wzbogaciła swoje potrzeby intelektualne. 

Książka dla współczesnych ludzi. O dziewczynach, które mają wrażenie, że nie znaczą nic dla swojego ojca. Kiedy dziecko nie ma poczucia, że jest potrzebne, zrobi praktycznie wszystko, by doznać podobnego uczucia. Dlaczego podobnego? Bo nikt nie jest w stanie zastąpić nam rodziców, i też nikt nie da nam tego uczucia, tej rodzicielskiej  miłości. I nie chodzi o to. że z jednym rodzicem nie damy sobie rady w życiu, ale zawsze czegoś będzie nam brakowało. 
A wracając do robienia wszystkiego, żeby się dopasować się do otoczenia...Wkurzałam się całą książkę na Adę, że nie zerwie ze swoim chłopakiem, W końcu, jak większość chłopaków w tym wieku, nie myśli o tym, co myślą, lub czują ich dziewczyny, przyjaciółki czy koleżanki. Ich zdanie jest najważniejsze i tylko oni mają prawo decydować o czymkolwiek. A, że dziewczyna chce  się "podpasować" to nie zerwie z durnym chłopakiem, bo uważa, że to normalne. A potem taki czytelnik wyzywa ją i przeklina, bo odwleka to w nieskończoność. 
Było o ojcu, było o chłopaku, teraz jeszcze poddamy krytyce matkę i siostrę.
Obie teoretycznie są bez zarzutów. ale jak przyjdzie co do czego, to obie mają swoją winę w stanie psychicznym Ady. Jedną z ważniejszych rzeczy jakie powinna zrobić matka na pierwszym miejscu, to rozwód z tym skąpym tyranem. A Blanka (siostra Ady) powinna postawić się w sytuacji swojej siostry. Zbyt psychologicznie próbowała wszystko tłumaczyć. I dziecko zostaje samo, na wpół zrozumiane. 
Nie piszę tego po to, by podać co złego było w tej książce. Piszę to po to, by rodzice sięgnęli po tę książkę i zrozumieli ból swoich dzieci, oraz ich potrzebę przynależności do ludzi. 

Ocena 5/6 

niedziela, 7 maja 2017

Mroczna Bohaterka - Kolacja z wampirem

Autorka : Abigail Gibbs
Cykl : Mroczna bohaterka (Tom 1)
Wydawnictwo : Muza
Liczba stron : 560
Data wydania : 23 października 2013

"Przypadkowe spotkanie na Trafalgar Square odmienia życie Violet Lee, ukazując jej świat, którego nawet sobie nie wyobrażała: istniejące poza czasem miejsce, w którym elegancja, bogactwo, wspaniałe dwory i wytworne przyjęcia są znamionami dekadencji, w jakiej żyją jego mieszkańcy. Za tym przepychem kryje się mrok, którego ucieleśnieniem jest charyzmatyczny i śmiertelnie groźny Kaspar Varn. Violet połączy z Kasparem niebezpieczna namiętność, za którą obydwoje będą musieli zapłacić wysoką cenę…"

Tematem są...Wampiry!
Sięgając po tę książkę w ogóle nie domyśliłabym się, że chodzi o nie, bo spojrzałam tylko na pierwszą część tytułu i sam widok okładki mnie kupił. Większości czytelników za pewne znudziła się ta tematyka, ale uwierzcie mi. Ta książka ma to "coś" i przedstawia obraz wampirów jakiego nie znaliśmy. Totalnie inny, niż "Zmierzch" czy "Pamiętniki wampirów". Więc zanim skreślicie tą historię pełną wampiryzmu, doczytajcie do końca, może uda mi się Was jakoś przekonać.
Kiedy zabierałam się za czytanie, nie wiedziałam w co się pakuję. Teraz wpakowałam się na dobre i tak na dobrą sprawę niczego nie żałuję. Książka na jeden dzień, bo  strasznie wciąga, a jeśli nie przeczytasz tego w jeden dzień, będziesz cierpieć męki w nocy, zastanawiając się co stałą się z Violet Lee - główną bohaterką, która jest jedyną żywą istotą w całym społeczeństwie wampirów - i nieustannie w twojej głowie będą się kręcić pytania : "Czy zostanie wampirem?; "Kogo wybierze?; Jak zniesie tą sytuację?; Czy to ona jest mroczną bohaterką?"
Nie będę tak okrutna i nie będę Wam spojlerować więcej niż uważam za słuszne, bo jeszcze wszystko zepsuję.
Wydarzenia, które odbywają w przeciągu tygodni, odczuwałam znacznie dłużej. W pewnym momencie zapomniałam, o tym co stało się na samym początku. Zupełnie tak, jakby opowieść mogła się zacząć w jakimkolwiek momencie, a i tak byłoby w miarę dobrze.
Nie trzeba pamiętać wszystkiego od A do Z, żeby wszystko rozumieć. A jak już czegoś nie zrozumiałam, cofałam się co najwyżej kilka stron.
Książka, którą czyta się szybko, bez problemów i to taka z emocjami. Co jakiś czas zamykałam ją tylko po to, żeby wyrazić swój dreszczyk emocji.
Uśmiech, łzy, strach, gniew, smutek, zazdrość...Wszystkie te emocje były przeze mnie odczuwane podczas lektury.
Dzieło Abigail Gibbs zdecydowanie należy do grona opowieści, których jednocześnie chcemy i nie chcemy kończyć. Chcemy, bo zżera Nas ciekawość i wciąga nas fabuła, a nie chcemy, bo to takie niemiłe uczucie, kiedy kończy się naprawdę dobrą książkę, która naszym zdaniem nie powinna się zakończyć.

Ocena 6/6

piątek, 5 maja 2017

Tam gdzie spadają anioły

Autorka : Dorota Terakowska
Wydawnictwo : Wydawnictwo literackie 
Liczba stron : 300 
Data wydania : 23 stycznia 1998r.

"Fabuła rozwija się w dwóch przenikających się poziomach: pierwszy ziemski, gdzie rozgrywa się historia dziewczynki, która utraciła swego Anioła Stróża i stara się go odzyskać. Drugi kosmiczny, gdzie Anioł Stróż walczy ze swym ciemnym bratem bliźniakiem i pozbawiony mocy spada na ziemię. Powieść zarówno dla młodzieży jak dorosłych, jest próbą przedstawienia złożonych relacji pomiędzy dobrem a złem, między porządkiem ziemskim a boskim, wiarą i wiedzą, między człowieczeństwem a boskością.Po stracie Anioła małą Ewę zaczynają spotykać nieszczęścia. Rodzina dziewczynki nie przywiązuje do tego wielkiej wagi. Pewnego popołudnia niedaleko zamieszkania Ewki schronienie znajduje Bezdomny. Jaką rolę odegra w życiu dziewczyny Bezdomny? Co on ma wspólnego z Aniołem? Jak zakończy się historia Ewy?"


Kiedy czytałam książki Doroty Terakowskiej, żadnej nie rozumiałam i musiałam próbować mnóstwo razy. Zdarzało się czytać jedną stronę po kilkanaście razy. Jednak nie poddawałam się i sięgnęłam po kolejną książkę autorki i ku mojemu zaskoczeniu dobrze trafiłam. Lektura ta wydaje się strasznie prosta i łatwa w zrozumieniu, że to niby tylko literki w różnej kolejności. Jednak autorka sprytnie zmusza nas do refleksji na temat, który w dzisiejszej cywilizacji jest raczej unikany.

Opisana historia jest z pozoru prosta, okazuje się jednak, że istnieje drugie dno. Jakie? 
Dotyczy ono wiary i tego jak do niej podchodzimy. W tekście znajdziemy wiele przykładów na to, że wiara ma duży wpływ na losy człowieka.
Każda książka czegoś uczy, niekiedy sprawia, że człowiek podświadomie w sobie coś zmienia pod wpływem lektury i pamiętajcie - nigdy nie jest za późno! 
 Polecam tą książkę i dzieciom i dorosłym, wierzącym i ateistom, bo nigdy nie wiadomo jaka będzie reakcja. 
Może dziecko zrozumie, po co jest pacierz, którego zmawianie jest wprowadzone w nawyk przez rodziców ? Albo taki ateista zacznie wierzyć ? Kto wie...

Ocena : 6/6

poniedziałek, 1 maja 2017

A gdyby tak...#11

Witam w maju! 
Dzisiaj od razu przejdziemy do konkretów, a mianowicie porozmawiamy o pracy.


Zobaczmy...Kopciuszek była służącą, Bella robiła za trzy (bynajmniej na początku), Śnieżka sprzątała po krasnalach, Diana musiała zasuwać jak nie wiem, żeby uzbierać pieniądze na swoją wymarzoną restaurację i chyba tyle nam wystarczy. 
Teraz tak : Kopciuszek miał szczęście, Bella też, Śnieżka to zwykła pomyłka przy selekcji naturalnej, a Diana? 
Moim zdaniem tylko ona zapracowała sobie na sukces w życiu, do tego nie patrzyła na to, że jest żoną księcia. wydaje mi się, że nawet nie chciała nią być. Do tego miała w miarę normalny związek. Trochę poznała swojego księcia zanim powiedziała, że go kocha. A reszta? Znała swojego ukochanego może od kilku do kilkunastu godzin. Wyjątkiem jest Bella, ale ona miała troszeczkę trudniejszą sytuację. Do tego oszalała. (pisałam o tym >>tutaj<<
Ale wracając do Diany – dla mnie jest ona księżniczką numer jeden!
Szczerze żałuję, że nie ma więcej takich księżniczek, które zapracowały sobie na sukces. Oglądają to małe dziewczynki, a wciska im się do głowy, że ładna dziewczyna jest z góry skazana na sukces i nawet nic nie musi robić!

Czy wy to rozumiecie?!
Wiecie dlaczego bajka kończy się na ślubie?
Bo po ślubie kończy się bajka.
Dziękuję, do widzenia.

Troszkę odbiegłam od idei wymyślania nowych scenariuszy w tej serii, ale wydaje mi się, że jest tak jak miało być. Po prostu musiałam to z siebie wyrzucić i tyle. Może zabiorę się za dissowanie Disney'a? Nie mówię, że już tego nie robię, ale tak bardziej?