Translate

Współpraca?

Kontakt : mal.gorna0@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemyślenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemyślenia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 czerwca 2020

Sto dni kwarantanny?

Dzisiaj jest ten dzień. Czekałam na niego. Po co? Nie wiem. Po prostu chciałam czekać na coś, co jest realne. 
Mówiono, że wrócimy po dwóch tygodniach. Po świętach. W czerwcu. 

Jednak tak się nie stało. Mimo zniesienia pewnych obostrzeń niektóre miejsca nie działają w pełni i częściowo funkcjonują zdalnie.
Za datę rozpoczęcia kwarantanny przyjęłam środę, 11 marca - dzień wcześniej ostatni raz pojawiłam się na uczelni, ale wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam - a za jej koniec uznam moment...Kiedy będzie można tam wrócić? Nie wiem. Może jakoś w wakacje? A może powinnam już?


Pisząc posty, teksty, grając, potrafiłam spędzić przed komputerem wiele godzin. Jednak studiując online było ciężko. Doba się skurczyła, zadania wydawały się ciągnąć w nieskończoność. Oczy piekły, plecy bolały, a mózg parował od nadmiaru bodźców i braku odpoczynku. Stresowałam się. Nowa sytuacja, w której nie umiałam się odnaleźć. Nowe zadania, z którymi nie byłam w stanie sobie poradzić. Zbyt wiele na raz, bym mogła temu sprostać - tak mi się wydawało, ale mówi się trudno i idzie dalej.

wtorek, 2 października 2018

Nie czytaj lektur, tylko tracisz czas!

To nie jest clickbait. Wiem, że nikt nie spodziewał się czegoś takiego w tym miejscu, ale trochę nad tym myślałam.

  Jestem typową humanistką. W ciągu całego życia nie przeczytałam tylko jednej lektury. Uwielbiam Mickiewicza, Prusa, Staffa, wkurzam się, kiedy ktoś obraża Pana Tadeusza bądź Lalkę, nie cierpię Słowackiego i z grzeczności toleruję wytwórstwa Sienkiewicza.
  Spędziłam mnóstwo czasu na czytaniu nie tylko tego co fajne, łatwe, przyjemne i nieobowiązkowe. To pochłaniałam w ciągu kilku godzin. Natomiast ze szkolnymi wymogami nie było już tak łatwo, jak można się domyślić. Zdarzają się książki ciekawe, wciągające i z niespodziewaną mądrością, ale zdarzają się gnioty, po prostu. Denne, nudne, okropne i często cholernie długie. Dlatego mówię Wam, olejcie to! 

Jeśli czytacie książkę i nic do Was nie dociera, chociaż czytacie stronę już dziewiąty raz, to zastanówcie się, czy warto tracić czas. Co Wam z tego, że będziecie mogli powiedzieć "przeczytałem/am Trylogię", skoro nie będziecie w stanie powiedzieć na jej temat nic więcej? Nie chodzi mi teraz o to, żeby w ogóle nie czytać lektur! Poniżej w kilku punktach wyjaśnię, na jakiej zasadzie można zrezygnować z książki* 

*są to tylko moje ciche sugestie, nie traktujcie tego w 100% poważnie.

WAŻNE : Jeśli lektura jest z gwiazdką, to przykro mi, ale musisz ją przeczytać dla własnego dobra. Bądź dzielny/a!

Możesz to zrobić, jeśli...
- nie ma gwiazdki, 
- spróbujesz przeczytać przynajmniej dwa/ trzy rozdziały i Ci nie podejdzie, 
- tematyka ci nie odpowiada, ale ogólnie wiesz na czym polega problematyka,
- przeczytasz szczegółowe streszczenie (albo nawet kilka różnych)
- będziesz w stanie przywołać kilka argumentów na podstawie książki i swojej wiedzy,
- jesteś osobą inteligentną i czytasz inne książki, bądź rozwijasz się kulturowo. 

Nie odpuszczam natomiast leniwcom, którym po prostu się nie chce, bo nie. Bo wolą pospać, grać, wyjść gdzieś, zamiast spróbować. 
W tym roku totalnie przestałam czytać "swoje" książki na rzecz lektur. Matura zbliża się wielkimi krokami, okej, ale nie dam sobie zniszczyć duszy książkoholika. Warto nauczyć się oceniać, co jest warte naszego wysiłku i pracy, a co nie, bo można się wykończyć. 
Nie chcę całe życie robić czegoś "bo tak trzeba/ wypada". Chcę po prostu żyć, czuć, być i działać.


wtorek, 31 lipca 2018

Jestem rozpuszczona.

Wstałam o piętnastej. Obudziłam się już wcześniej, ale nie chciało mi się ruszać z łóżka. Wymusiła to na mnie mama, która własnie wróciła z pracy.
- Kto to widział, żeby spać do tej godziny! Co dzisiaj zrobiłaś przez cały dzień? - spytała z wyrzutem w głosie i rzuciła piorunujące spojrzenie. Milczałam i powoli zbierałam swoje zwłoki do łazienki. 
"Obiad nie jest ugotowany, pranie nie powieszone, podłoga się lepi, kurz jest wszędzie, a kilka walizek stoi jeszcze w przedpokoju..." - wyliczałam w myślach wtórując wkurzonej rodzicielce. 
Kiedy z prysznica poleciała woda, słyszałam tylko jej szum i od razu zrobiłam się spokojniejsza. Wybrałam swój ulubiony pomarańczowy płyn do kąpieli, miodowy szampon i siedziałam w łazience jakoś pół godziny. Chciałam jak najdłużej unikać konfrontacji z domowym syfem, a póki siedzę w wannie jestem bezpieczna. 
Niestety kiedyś trzeba stawić czoło ciężarom życia. 
- W czymś ci pomóc mamo? - spytałam nieśmiało wtykając głowę do salonu. 
- Miałaś cały dzień, żeby mi pomóc, a w tym domu to nikomu nic się robić nie chce, ani nie sprzątną, ani nie ugotują, a o sobie myślą tylko! Rozpuszczone to dziecko! Gdzie ja zrobiłam błąd? - zrzędziła pod nosem i latała po pokoju ze ścierką w ręku. 
Przez resztę dnia było nieprzyjemnie. Kurz dalej się lepił, urosła sterta naczyń w zlewie, tak samo z praniem w koszu. Położyłam się dosyć wcześnie, obiecałam sobie, że nigdy więcej nie będę rozpuszczonym dzieckiem. 
Rano, kiedy mama poszła do pracy, wstałam i zrobiłam sobie spacer po mieszkaniu. Małe rozeznanie, ile czasu będzie mi potrzebne do ogarnięcia tego wszystkiego, no i wróciłam do łóżka. Budzik zadzwonił o dwunastej. Szybko związuję włosy i zabieram się do pracy. Łóżko pościelone, naczynia umyte, suche ubrania złożone, a następne w pralce, ziemniaki obrane, mięsko pokrojone, ogórki na mizerię leżą i czekają. Kurze powycierane, podłogi odkurzone i umyte, kwiatki podlane, wszystko poukładane na swoim miejscu. Obiad jest gotowy dokładnie o piętnastej. 
- O, co tak ładnie pachnie? - zapytała szczęśliwa rodzicielka zaglądając do kuchni. 
- Kotleciki, z ziemniakami i koperkiem. I mizeria. 
- Pysznie! - mówi, zabiera swój talerz i siada przy stole. Ja zajmuję miejsce na przeciwko i uważnie się jej przyglądam. 
Patrzy w kierunku suszarki z praniem. Potem na czyste lustro. Później na wypolerowaną podłogę. Nawet na odkurzoną komodę spojrzała! 
- I co, mamuś? Widać, że posprzątałam? - zagaduję zmęczonym, ale szczęśliwym głosem. 
- Mhm - mruczy - A dlaczego wyprałaś białe, a nie czarne? I zapomniałaś odkurzyć tam w rogu. A na lustrze są smugi - wskazuje palcem. Co jak co, ale ja żadnych smug nie widzę. 
- Aha, postaram się następnym razem - wzdycham obojętnie i wbijam widelec w kotleta. 
- Co jest, córciu? - pyta słodziutkim tonem i patrzy na mnie zmartwiona. 
- Nic, rozpuszczam się - informuję i patrzę na rozgrzany do trzydziestu stopni termometr.

***

Jeśli masz wakacje, to ten temat nie powinien być Ci obcy. Prawda jest taka, że powinniśmy pomagać swoim rodzicom, ponieważ oni pracują i też męczą się przez pół dnia. Dzieci powinny szanować swoich rodziców, ich pracę i wszystko co dla nas robią, ALE! Drodzy Rodzice, jeśli oczekujecie pomocy i szacunku od swoich pociech, to sami im go okazujcie! Zauważajcie, że też coś robią, pochwalcie i doceńcie, bo liczy się gest.

niedziela, 15 kwietnia 2018

Rozwinęłam się, bo mnie zmusili!

Jedną z wielu rzeczy, które stresują współczesnych ludzi są pieniądze. Dlaczego? No bo trzeba je mieć, bez nich nie przeżyjesz. Nie od dziś wiadomo, że dla pieniędzy człowiek jest zdolny wiele. Oszukuje, kłamie, kradnie, a nawet zabija. Ale nie dajmy się zwariować i spójrzmy na inną formę zarobku - pracę.
Co trzeba zrobić, by mieć pracę? Najpierw trzeba być wykształconym. Czym jest to wykształcenie, to już jest wyższa filozofia, ale przybliżmy ją sobie trochę.

Zaczyna się od przedszkola, zerówki, podstawówka no i lecimy dalej. Nasza kreatywność jest małymi kroczkami zabijana i wymaga się od nas określonych zachowań, wypowiedzi i działań. Nasze myślenie jest kierowane pod klucz, żebyśmy z dobrym wynikiem skończyli szkołę i zdobyli wykształcenie zawodowe. Jeśli lubisz się uczyć, to chwała Ci za to, ale dla większości ludzi jest to zło konieczne, które po prostu trzeba przejść. Niektórzy męczą się latami, by znaleźć pasję, coś co lubią i chcą robić w życiu, a przy okazji chcą  na tym zarobić. Jednak niejednokrotnie zdarza się, że ludzie chodzą do pracy, której nienawidzą i mają ochotę się rozpłakać na myśl o nadchodzącym poniedziałku.

Wiecie, w przyszłym roku będę zdawała maturę, ale to nie ma znaczenia. Bardziej zastanawia mnie to, ile z wiedzy jaka została (i zostanie) mi przekazana wykorzystam w prawdziwym życiu. Nie wiem, być może się mylę i będzie mi to bardzo potrzebne, pożyjemy zobaczymy. Jest natomiast jedna rzecz, która nie daje mi spokoju. Nie są to bezsensowne przedmioty, które wnoszą nam do życia kolejne godziny nauki na 3Z (Zakuć, Zdać, Zapomnieć), ani czas jaki na to wszystko poświęcamy, ale to, po co to robimy?
Kiedyś jak się umiało pisać i liczyć to się było kimś. Wystarczyły podstawy, siła fizyczna i dyscyplina - miało się predyspozycje do pracy.

W dawnych czasach też to jakoś funkcjonowało, prawda? Nikt się ciebie nie pytał czy znasz Exel'a, World'a, pięć języków i na przykład zaawansowaną chemię organiczną. Oczywiście w tym momencie koloryzuję, przesadzam i może to brzmi absurdalnie, ale zauważmy jak ten świat biegnie. Moim zdaniem to wszystko rozwija się zbyt szybko. Nie masz nawet czasu nacieszyć się tym co jest teraz, bo już jest nowe teraz. I nic Cię przed tym nie uratuje. Świat wymaga od nas coraz więcej i więcej, aż dojdzie do tego, że będziesz musiał oddać siebie.
Możesz się buntować, przeklinać to wszystko, nie chcieć w tym wszystkim uczestniczyć, ale powiem Ci prawdę : nikt o to nie pyta. Masz się rozwijać i już. Tak jak wszystko inne, bo zawsze musisz być najlepszy. Tak, żeby inni chcieli dać Ci twoją wymarzoną, dobrze płatną pracę.

P.S. Tak naprawdę nie musisz być najlepszy we wszystkim. Ważne, żebyś czuł się dobrze sam ze sobą i działał tak jak lubisz. No i fajnie jeśli znasz Exel'a - to bardzo pomocne w dzisiejszym świecie. 

wtorek, 13 marca 2018

Jeśli doba ma tylko dwadzieścia cztery godziny, to nie zdążę!

- Wczoraj położyłam się spać o dwudziestej drugiej, a obudziłam się równo o 6 rano, wiecie, osiem godzin snu to podstawa przy moim stylu życia – stwierdziła rzeczowo Amelia i z zapałem opowiadała dalej o swoim dniu - Byłam pełna energii, więc stwierdziłam, że wybiorę się na poranną przebieżkę. Jak wróciłam, to zaczęłam się ogarniać do szkoły. Musiałam jeszcze dokończyć przygotowywanie mojej bezglutenowej owsianki z jogurtem naturalnym, bo jestem teraz na diecie – po usłyszeniu ostatniego zdania większość dziewczyn które przysłuchiwały się opowieści wydało z siebie ciche westchnienie. Nie było tajemnicą, że zazdrościły Amelii jej figury, no i wytrwałości na wielu różnych dietach - Do wyjścia zostało mi jakieś dziesięć minut, więc miałam jeszcze czas na wydrukowanie pracy z polskiego, którą zadano nam wczoraj. Mogę ją oddać najpóźniej za dwa tygodnie, ale skoro już to napisałam, to nie zaszkodzi oddać – kontynuowała - W szkole nie wysiliłam się zbytnio. Przecież wszystko jest takie proste i łatwe do zapamiętania, bez problemu nauczę się kolejnych dziewięćdziesięciu słówek z angielskiego na jutro. Nie wiem na co wszyscy tak narzekają – tutaj zrobiła jedną ze swoich min. Ta akurat mówiła „jestem lepsza i musicie się z tym pogodzić.”- Do domu wróciłam tylko po to, żeby jeść obiad i zamienić plecak na torbę. O siedemnastej zaczynam trening. Później wolontariat, kurs pływacki, szybkie odrobienie lekcji, kolacja, no i oczywiście kolejny odcinek serialu...
- Zdążyłaś do dwudziestej drugiej? - spytała z przejęciem jedna z dziewcząt.
Amelia kiwnęła głową potwierdzająco i obdarzyła wszystkich pięknym uśmiechem godnym nagrody miss.
Przez resztę dnia słyszałam jak moje przyjaciółki głośno zastanawiają się nad tym jak można tak wszystko ogarniać. Mnie zastanawiało coś innego. Czy ja chciałabym tak żyć?
Dobra, kwestia dobrej organizacji czasu i pojemnego mózgu. Nie wszyscy mogą sobie pozwolić na takie wypełnienie dnia, bo po prostu nie dało by rady. Ale poukładany plan co do minuty, żadnej spontaniczności i codziennie robienie niemal tego samego? Błagam, nie!
Jeśli ktoś tak lubi to proszę bardzo. Jednak ja zostanę przy swoim nieidealnym śniadaniu (które zapewne zawiera spore ilości glutenu), chętnie też czasem posiedzę do nocy oglądając siedem zaległych odcinków serialu, a potem zaśpię na jakąś lekcję. Czasem także ośmielę się stwierdzić, że szkoła i nauka jest bez sensu ( na szczęście tylko częściowo). Będę również dokonywała wielu wyborów jeśli chodzi o klasyfikację życiowych wartości i będę liczyła na niespodzianki, nieoczekiwane zmiany planów i inne takie. Bez tego było by nudno. Doba ma tylko 24 godziny, a ja chcę je wykorzystać dobrze i na swój sposób.
I ty też możesz, jeśli tylko chcesz.

Sytuacja została wymyślona i celowo przekoloryzowana, by zwrócić uwagę na to, jak dysponujemy naszym czasem, ile go jest i czy wykorzystujemy to tak jak byśmy chcieli. Chciałabym, abyś po przeczytaniu tego tekstu zastanowił/a się chociaż chwilę nad tym co robisz w danym momencie swojego życia. Być może zrozumiesz, że nie jesteś w miejscy, w którym chciałeś/aś się znaleźć, a może odkryjesz, że jesteś wielkim szczęściarzem, bądź szczęściarą - czego życzę Ci z całego serca! 

wtorek, 2 stycznia 2018

Nowy rok - i co dalej?

Powiem szczerze, że za napisanie tego posta brałam się kilkanaście razy, ponieważ jest to dosyć trudne. W każdym razie trudniejsze, niż mi się wydawało. Ale do rzeczy. Krótko i na temat. 

Na ten rok mam nowe hasło oczywiście. W zeszłym stwierdziłam, że "przestanę bać się ludzi". I wiecie co? W dużej mierze mi się to udało. Za to w 2018 będę działać! Mam zamiar pozbyć się pewnych ograniczeń i zacząć konkretnie coś robić. Mam z tym ogromny problem, dlatego liczę na to, że dzięki takiemu "postanowieniu" uda mi się zrealizować część zamierzeń. 



=> Dlaczego napisałam "postanowienie", a nie postanowienie? 

Zrobiłam tak, ponieważ nie jest to coś, co muszę wykonać w 100%, nie ma realnej skali, organizacji dzień po dniu, prawie żadnego planu. To jest po prostu myśl, z którą będę szła przez ten rok. 

=> Nowy rok, nowa ja?

Zapomnijcie o tym, że kiedykolwiek to słyszeliście! Te cztery słowa potrafią dać nieźle w kość. 
Uświadommy sobie, że nigdy nie zmienimy się w 100%. Zawsze możesz się zmienić jeśli tylko chcesz, ale zawsze gdzieś tam w środku będzie ten kawałek Ciebie, który pamięta przeszłość i ostrzega Cię przed pewnymi działaniami. Piszę to dlatego, żeby mniej osób płakało pod koniec roku przez niewypełnienie swojego postanowienia, które być może jest nierealne, bądź trudne do spełnienia. 
Po tym jak coś nie wyjdzie tracimy na pewności siebie, albo przez kolejne lata próbujemy osiągnąć to samo, aż w pewnym momencie przestaje nam na tym zależeć. 
Uważam, że powinno się szukać nowych rozwiązań, czerpać inspiracje i po prostu chcieć, a większość jesteśmy w stanie osiągnąć. 

=> Planowanie. 

Jest to bardzo ważny element, jeśli ma się konkretny cel, w którym można wyznaczyć pewne etapy realizacji. I nie zapominajmy, że doba ma tylko 24 godziny! 

=> Nie dajmy się zwariować! 
Być może uważasz, że twoje życie przecieka Ci przez palce, albo nie możesz znaleźć czegoś, co daje Ci radość i satysfakcję. Mogę powiedzieć tylko jedno : nie poddawaj się i nie przestawaj szukać. Ciesz się z tego, że możesz odkrywać nowe elementy tego co jest wkoło. Jednak z tym trzeba uważać, ponieważ granica między szukaniem a wyścigiem jest cienka. 
Szukamy, bo chcemy do czegoś dążyć, mieć swoją pasję i w ogóle...Ale jeśli jest tego zbyt dużo, zaczyna nas to irytować, przytłaczać i męczyć. 
Mimo wszystko nie rezygnujemy, bo to nasza pasja. 
Pasja czy już obsesja?

piątek, 3 listopada 2017

Wszystko to bzdura?

Zacznijmy od tego, że jest mi bardzo miło Cię tutaj widzieć, witam ponownie na moim blogu! 

Skoro przywitanie mamy za sobą, przejdźmy do rzeczy.

Lenistwo nie zawsze jest lenistwem

Myślę że w życiu każdego z nas (lub znacznej większości) są takie momenty, w których nie jesteśmy w stanie zrobić nic ponad to, co naprawdę musimy. Jest to nieodłączny element życia człowieka. U niektórych trwa kilka godzin lub dni, a u innych to kwestia tygodni, bądź miesięcy. Zazwyczaj wygląda to tak, że mimo najszczerszych chęci po prostu nie możemy. Zostaje nam jedynie stwierdzenie "No cóż, tak bywa". I tyle. Pewne rzeczy trzeba zostawić. Tak o.
Nie róbcie sobie wyrzutów, "bo mogłam to zrobić wcześniej, ale...W sumie to nie mogłam, nie dałam rady, a powinnam była...",chyba że to akt najwyżej rozwiniętego lenistwa - wtedy wyrzuty są jak najbardziej na miejscu.

środa, 16 sierpnia 2017

5 rzeczy, których nie wiedzieliście o moim blogu

Dzisiaj, tak jak już zdradziłam w tytule, odkryję przed Wami kilka faktów o Opiniach okularnicy, o których niby nie wiecie. Być może ktoś o tym kiedyś pomyślał, ale nikt nie wspomniał o tym głośno.  Tak więc, zaczynajmy!

Fakt 1 : Nikt tego nie czyta. 

Dobra, skoro już tu jesteś, to znaczy, że to czytasz. Możesz czuć się wyróżniony, bo jesteś jednym z niewielu. Statystyki nie są aż takie niskie, więc chcę Ci z całego serca podziękować za Twoją obecność i (być może) za wytrwałość w czytaniu tego co tutaj tworzę. 
Ale wróćmy do tematu. Nie ma tutaj prawie żadnych komentarzy, nie jestem uznawana za autorkę godną oznaczania w różnych tagach, czy wydarzeniach, na Instagram'ie i na Facebook'u też nie ma wielkiego szału. Ale ja doskonale wiem dlaczego. Nie wymuszam na nikim, by lubił mnie, mojego bloga, posty na fejsie, czy zdjęcia na Instagram'ie. Nie spamię linkami na różnych forach...A może powinnam zacząć?


Fakt 2 : Nie mam z pisania żadnej korzyści. 

Nie no, żartuję. Mam satysfakcję z tego, że robię coś co lubię i tyle. Nikt mi za to nie płaci, z nikim nie współpracuję, nie biorę udziału w żadnych wymianach. I wiecie co? Nawet mi z tym dobrze.

piątek, 23 czerwca 2017

Wciśnij reset!

 Mamy lato! Czujecie to? Ja w tym deszczu jakoś nie bardzo, ale mam nadzieję, że będzie lepiej.
 Pozwólcie że przedstawię wam kilka powodów, dlaczego warto się czasem wyłączyć ze świata.

 Najważniejszym powodem jest strefa "ja sam/a ze sobą". Kiedy cały czas poświęcasz dla pracy, znajomych i rodziny, albo dla mediów społecznościowych, to nie oszukujmy się - na dłuższą metę tak się nie da.
 Nie jesteśmy robotami żeby pracować całymi dniami i nocami. Nie jesteśmy na baterie, które zawsze można wymienić. Czasem trzeba pomyśleć o sobie, swoim zdrowiu, nie tylko tym fizycznym, bo idzie się wykończyć.

 Inną rzeczą jest wkradająca się na każdym kroku rutyna. W pewnym momencie coś, co kochaliśmy robić staje się po prostu nudne. Jedyne co możemy zrobić żeby to uratować, to przerwać na jakiś czas, a wrócimy z nowymi chęciami, pomysłami i znów będziemy się cieszyć jak małe dzieci.
 Tak jest fajniej! Wakacje lub urlop to czas, kiedy możesz robić to na co nie było czasu, możesz też znaleźć sobie jakieś nowe hobby które różni się od wszystkiego czego do tej pory próbowałeś. Możesz też się wyspać, wyszaleć, podróżować, spędzić więcej czasu z rodziną czy znajomymi. Możesz robić co chcesz! Spontanicznie, bez żadnego planu, z dala od codzienności i typowego rozkładu dnia, bo chcąc nie chcą zawsze coś się powtarza.
 Po za tym, chyba wszyscy lubią sobie czasem usiąść i nic nie robić, prawda?



 Ten stan, kiedy nie musimy nic robić, pamiętać o godzinach odjazdu autobusu, nie myśleć za dużo (bo jednak cząstka myślenia może się przydać) jest cudowny. Czujemy się lżejsi, szczęśliwsi i zapewne mamy więcej energii.
Więc zrób sobie reset i poczuj się lżej 

A jak już jesteśmy przy tym temacie, to podzielcie się jak Wy spędzacie czas wolny, chętnie poczytam 

środa, 24 maja 2017

Blogowanie jest proste!

Tak?

Jeśli piszesz bloga, to wiesz, że tytuł tego posta to jedno wielkie kłamstwo, ja też to wiem i inni blogerzy też to wiedzą. A co z ludźmi, którzy nie piszą bloga?
Właśnie. To oni uważają, że prowadzenie bloga to bułka z masłem. Dobra, może nie wszyscy, ale część na pewno.

A co w tym trudnego? 


Dla chcącego nic trudnego - tak słyszałam. Ale dzisiaj, po kilku latach pisania w blogosferze zmieniam zdanie. Nie ważne jak bardzo mi zależy, jak bardzo się staram i jak bardzo to lubię, to czasem jest niemożliwe, by spełnić chociażby swoje własne wymagania. Czasem nam coś wypadnie, jesteśmy zajęci życiem tu i teraz ( uczymy się na sprawdziany, mamy dużo do ogarnięcia w domu, albo w pracy, musimy gdzieś pojechać, coś zobaczyć, zadzwonić i wiele wiele innych). Oczywistym jest to, że blog jest dla nas czymś ważnym, jednak trzeba umieć dzielić wszystko na rzecz ważne i ważniejsze.

I tak nic nie robisz, przecież to tylko pisanie!


Aha, jasne. Jeszcze mi powiedzcie, że można to robić z zamkniętymi oczami.
To nie jest tylko pisanie! Nie chcę, żeby mój blog był śmietnikiem, ani miejscem, które tak na prawdę nic nie znaczy. Może dla większości populacji tak jest, bo nawet nie mają pojęcia o istnieniu tego bloga, jednak nie zmienia to faktu, że to jest ważne chociażby dla mnie. To moje miejsce w internecie, o które dbam jak tylko mogę. Nie wymyśliłam tego wczoraj i tylko po to, żeby mieć co robić. Nawet bez tego zawsze jest coś do roboty. Wracając, ja nie tylko piszę, chociaż mogłabym. Mogłabym pisać nawet i dziesięć postów dziennie o tym co jadłam na śniadanie, co mam na sobie, kogo lubię, a kogo nie i wiele innych. Ale powiedzcie mi szczerze, komu chciałoby się to czytać? Może znajdą się takie osoby, ale ja taka nie jestem. Należę do tego grona osób, które wolą napisać coś lepszego, coś co będzie miało jakąś większą wartość i da mi satysfakcję. A żeby to osiągnąć muszę uwolnić swoją kreatywność, ruszyć głową, poświęcić temu sporo uwagi, a co za tym idzie czas również, chcę znaleźć coś, co zainteresuje moich czytelników. Czasami bywa tak, że nie mogę napisać nic, co moim zdaniem by się nadawało, nie ważne jak bardzo bym chciała. Przemóc taką blokadę to naprawdę trudne.
Jeżeli nadal uważasz, że to tylko pisanie, to spróbuj.

Na pewno masz z tego same profity! 


A jeżeli nie mam? 
Żeby coś z tego mieć (nie mam na myśli samej radości i satysfakcji z pisania) trzeba na to zapracować. Zarywanie nocy na pisaniu, szukaniu pomysłów, inspiracji, uczenie się nowych sposobów na ulepszenie bloga, próba promowania, prowadzenie mediów społecznościowych, a do tego normalne życie takie jak szkoła, praca, rodzina, znajomi i czas dla siebie (bo kto czasem nie potrzebuje takiego resetu?). 
Kiedy zakładałam swojego pierwszego bloga to nawet przez myśl mi nie przeszło, że mogłabym mieć z tego coś więcej. 
Dzisiaj widzę, że blogi powstają jak grzyby po deszczu. Głównie te modowe, beauty czy fit. Oczywiście nic do nich nie mam, bo niektóre są naprawdę ciekawe, jednak nie da się tego podważyć. Takie blogi zakładają najczęściej młodzi ludzie, którzy chcą szybko stać się popularni i mieć z tego korzyści, natychmiast! Karmią się "obs za obs", "kom za kom", "like za like". Komentarze to po prostu "kopiuj wklej" : "Fajny wpis! Zapraszam do siebie > Link do bloga" i najprawdopodobniej osoba, która go napisała wcale nie przeczytała wyżej napisanego posta. Niekiedy takie blogi trwają tydzień, albo i mniej, bo jak się okazuje, to wcale nie takie proste.
Mnie to nie bawi ani trochę. I powiem więcej, wkurza mnie to tak bardzo, że momentami tracę wiarę w ludzi. Nie chciałabym, żeby ktoś wszedł i wyszedł z mojego bloga. Chcę, by został na dłużej, albo komentarzem pokazał, że faktycznie tu był i przeczytał moje wypociny, w które włożyłam serce. Boli mnie też to, że takie "puste blogi" są popularniejsze od tych wartościowych. Mają więcej wyświetleń, a opierają się na mechanizmie wejścia i wyjścia. 


Nie masz racji! 


I tutaj dochodzimy do problemów z wyrażaniem własnego zdania. Cokolwiek napiszesz, zostanie zapamiętane i niemal pewnym jest to, że spotka się z falą hejtu. Już widzę te komentarze, że źle oceniam ludzi piszących na temat mody czy bycia fit. Nie powiem, że mam to gdzieś, bo ja tylko części nie toleruję, ponieważ wydaje mi się to robieniem śmietnika z blogosfery (mam na myśli blogi, które trwają mniej więcej tydzień). Niektórzy powiedzą, że jestem zazdrosna, albo że już mi się skończyły pomysły na posty to teraz będę hejcić wszystko i wszystkich po kolei. Nie. Mój blog to "Opinie okularnicy", jak nazwa wskazuje wyrażam tu swoje zdanie, a jeżeli nie chcesz go znać, to wyjdź. Albo hejtuj. Twój wybór. Ponoć hejter to najwierniejszy czytelnik. 

Na dzisiaj to tyle. Do następnego posta :* 

środa, 31 sierpnia 2016

TO NIE MOŻE BYĆ PRAWDA!

Zgaduję, że mieliście podobną reakcję patrząc na datę w kalendarzu. Cóż. Niestety to jest namacalna prawda, dlaczego?
Ponieważ od każdego dziecka można wyczuć strach, niechęć, przerażenie i zażenowanie związane ze szkołą na kilometr. Można te uczucia dotknąć ręką, lub wziąć je i schować do gigantycznego pudełka.
Wielu cieszyłoby się, że można je spalić. Ale cóż...
Moi drodzy, z racji, że szykuje nam się 10 miesięcy przerwy od wakacji i nicnierobienia, przydałoby się trochę ogarnąć. Nie jestem od tego najwyższej klasy ekspertem, ale myślę, że dam Wam kilka rad, które...Być może wydadzą Wam się śmieszne i bezsensowne, ale przynajmniej na Waszej zasmuconej twarzyczce pojawi się cień uśmiechu.

  • Poznawanie nowych ludzi.
    Nie wiem jak Wy, ale ja tego nienawidzę. Wchodzisz do nowej szkoły i widzisz całe mnóstwo ludzi, których oczywiście nie znasz. I do tego wszystkiego odnosisz wrażenie, że WSZYSCY się na Ciebie patrzą. Zauważają twój strach w oczach, pryszcza schowanego pod makijażem, kosmyk włosów który uciekł, zaczerwienione policzki, rozwiązanego buta, czy cokolwiek innego. Istna masakra. ALE zapytałam się mojej cioci jak poznawać nowych ludzi, a jej odpowiedź była tak prosta, że aż zaczęłam się śmiać. "Poznając nowego człowieka, podchodzisz do niego z uśmiechem i mówisz Cześć.I tyle" Tak po prostu. Jedno. Zwykłe. Słowo. chyba damy radę, nie? 
  • Przejmowanie się tym wszystkim, co jeszcze się nie zdarzyło.
    A co jeśli mnie nie polubią? A jak powiem coś głupiego? A jak wywalę się na środku stołówki? A jak nie zdam? A co będzie jeśli będę miała złe oceny i problemy z nauką? A jak będą na mnie krzywo patrzeć? A jak z nikim się nie zaprzyjaźnię? A jak będę wyrzutkiem? A je...STOP. Skończ. Natychmiast. Jeszcze nie przekroczyłaś drzwi budynku a już masz nie zdać i zostać wyrzutkiem? Daj sobie spokój! Jak radzi książka "Bóg nigdy nie mruga" - po prostu zrób ten jeden właściwy krok. Wiesz co mam na myśli? Nie? Dobra, już tłumaczę. Idziesz jutro do nowej szkoły i się denerwujesz. Po prostu to zrób. Małymi kroczkami, ale zrób. Przygotuj sobie ubrania, to umiesz, prawda? przygotuj notes, długopis, naładuj telefon itp. To chyba też umiesz, hmm? A potem po prostu wstań, ubierz się i idź. Umiesz chodzić, prawda? Następnie uśmiechnij się, wyprostuj plecy i bądź sobą! To nie takie trudne! 
  • Odnajdywanie się.
    Nie wiesz gdzie jest twoja klasa? Albo jakaś sala? Albo cokolwiek innego, czego szukasz? Po pierwsze: nie panikuj. Jak już się uspokoisz, to znajdź sekretariat i zobacz, czy nie ma tam jakiegoś planu szkoły. Albo się kogoś zapytaj. Nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi. A jak to zrobić? "Cześć, przepraszam, że przeszkadzam, ale mógł byś mi powiedzieć, gdzie jest - tu wklej co chcesz -  ? I nie zapomnij podziękować! 
To tyle z mojej strony i mam nadzieję, że moje porady się Wam przydadzą. O! I powodzenia jutro :* 


niedziela, 19 czerwca 2016

Ale mi się tak nie chce...

Zdanie możemy dokończyć sobie sami. Każdy człowiek myśli o tym co musi zrobić kilkadziesiąt tysięcy razy dziennie. Niektórzy mają wielką motywację, a reszta? Myśli o tym z wielkim bólem. A co za tym idzie? Dwie rzeczy.
Pierwsza : Myślimy o tym czy musimy to robić, czy jednak możemy sobie odpuścić. Jeżeli nie ma wyjścia to...No po prostu nie ma wyjścia.
Druga : Myślimy o tym, że mamy tyyyle do zrobienia i o tym jak baaardzo nam się nie chce. A słowo muszę jeszcze bardziej sprawia, że nam się nie chce.

Lenistwo - to stan ducha, w którym odkładamy nasze obowiązki na później oraz zaniedbujemy niektóre nasze sprawy. 

I teraz takie pytanie : Czy chcemy tak żyć? Czy chcemy odkładać wszystko na ostatnią chwilę?
Jeśli będziemy tak robić to nic nam z życia nie przyjdzie. Nie będziemy mieli nic. Nie będziemy się starać, nie będzie nowych galerii, obrazów, książek, sklepów, ubrań, roślin, blogów, firm, ambitnie budowanych budynków. Niczego. 
Nie będzie kto miał tego robić, dlatego nie wiem jak ale weźmy się w garść i przestańmy być leniwi! 
Jesli macie jakieś pomysły na lenistwo to piszcie śmiało! 

Krótki post,ale to tak ostrzegawczo przed wakacjami żeby nam za bardzo do głowy nie uderzyło ;) 

sobota, 14 maja 2016

Codzienność jest piękna!

Ostatnio, a właściwie w zeszłym miesiącu pisałam post pt. "Co robisz? Żyję!"  >> czytaj <<, w którym pisałam Wam jak się z lekka dowartościować. Mam nadzieję, że ktoś to zrobił i się dowartościował ( niekoniecznie stosując się do tego co tam napisałam, ale przeczytał to i zaczął się chociaż nad tym zastanawiał).
Natomiast dzisiaj naszło mnie na uświadamianie ludziom, z czego mogą się cieszyć w życiu codziennym i nie mówię tutaj o sprawach typu : " Obudziłeś się, żyjesz! Ciesz się z tego!", tylko co możemy robić (czyt. co robię ja, bo nie znam wszystkich ludzi na świecie)

No to zaczynamy!

Pierwszą rzeczą jaką u siebie zauważyłam jest to, że idąc gdziekolwiek patrzę na wszystko przez pryzmat zdjęć. Idę sobie i widzę załóżmy drzewo i w mojej głowie pojawia się myśl "Fajnie zdjęcie by było", ale oczywiście nie mam odwagi wyjąć telefonu i zrobić zdjęcia. Dlaczego? Bo boję się, że ludzie zaczną się na mnie dziwnie patrzeć. Ostatnio powiedziałam o tym mojej mamie, po czym usłyszałam, że mam się innymi ludźmi nie przejmować, bo innych ludzi jest za dużo, by ich słuchać. Tak więc, jeżeli lubicie coś robić, po prostu się za to weźcie i róbcie to z pasją i sercem, a nie idziecie pod komercję i robicie tylko to, co robią inni ludzie. Bądźcie szczęśliwi, że jesteście inni, że myślicie inaczej, bo do nas należy przyszłość i to, czy będziemy się uśmiechać, czy patrzeć na każdego z nienawiścią.

Cieszyć się możemy ze wszystkiego co widzimy codziennie np. śmieszny kształt chleba, ziemniak w kształcie serca, z małego sukcesu w szkole czy pracy, tym, że nie weszliśmy w żądną kałużę i dalej by wymieniać.

Niektórzy ludzie potrafią cieszyć się absolutnie wszystkim, a do innych musi to po prostu dotrzeć. Do mnie pewne rzeczy docierają nagle i często nie wiadomo skąd, a wtedy dzięki temu powstaje większość moich postów i zastanawianie się nad takim a nie innym tematem się rozszerza. Tak więc, rozpisałam się na temat jednej rzeczy, ale mam nadzieję, że zrozumiecie o co mi chodzi ;)

A tutaj kilka zdjęć mojego autorstwa, które zrobiła, kiedy przestałam się bać spojrzeń innych osób, jak widać, można się przełamać!
( Od razu mówię, że zdjęcia nie są jakieś przecudne i profesjonalne, zrobione tak po prostu pod wpływem chwili, w oderwaniu od codzienności)










poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Co robisz? Żyję!

Wielu ludzi ma problem, by cieszyć się życiem i chce to zmienić. Tylko jak?
Podzielę się z Wami kilkoma moimi patentami!

  • Wyśpij się! - Ważne jest, aby się wyspać, a teraz radość jest jeszcze prostsza, kiedy budzisz się, otwierasz oczy a tu co? Cudowne promienie słońca ażwyciągają Cię z łózka! A jeśli masz chwilę to po prostu sobie leż i popatrz. Oczy są zwierciadłem duszy, a jak one będą zadowolone to reszta ciała także! 
  • Stań przed lustrem i się uśmiechnij! - Nawet jeśli to "tylko Ty", pomyśl sobie, że to "aż Ty". Otworzyłeś oczy i żyjesz, masz to szczęście, że możesz spędzić kolejny dzień z ludźmi, których kochasz, albo masz kolejny dzień po to by się rozwijać, spełniać swoje marzenie!
  • Mów komplement samej/ samemu sobie! (Ale bez przesady, mamy być pozytywni, a nie bufonami, którzy wszystko potrafią) - Jeśli czujesz, że nikt Cię nie docenia, to Ty doceń sam siebie. Masz siłę, żeby chodzić do szkoły czy pracy, a dzięki temu masz szansę na swój osobisty rozwój. A za to nikt Cię nie pochwali, bo skąd wszyscy mają wiedzieć o Twoich wewnętrznych sukcesikach? Ty musisz to zrobić! I uwierz mi, na pewno zrobi Ci się lepiej, bo najważniejsze to lubić siebie! 
  • Poszukaj sobie pozytywnej myśli na cały dzień! - Chodzi mi nawet o najmniejszą, malusią rzecz jak np. to, że kiedy wrócę do domu to zjem dobry obiad, albo poczytam czy coś w tym rodzaju. To proste!
  • EWENTUALNIE - kiedy nie możesz znaleźć już TOTALNIE, ABSOLUTNIE NIC, to pomyśl sobie, że każdy dzień kiedyś się kończy.
Macie jeszcze jakieś sposoby na optymizm i poprawę samooceny? 
Piszcie! 

niedziela, 29 listopada 2015

Bez świadomości nie ma szczęścia

Żyjesz sobie i nawet nie myślisz o tym, czy masz wszystko i czy wszystko jest tak jak powinno być i gdzie powinno być. Nie myślisz o tym, bo to po prostu jest, i wydaje się takie oczywiste, że pytanie o to, byłoby najgłupszym pytaniem świata.
Ale przyjdzie taki moment, kiedy uświadomisz sobie, że prawie nic nie jest tak jak, Twoim zdaniem, być powinno. 
Myślisz, że zapomniałeś o kimś, o kim chciałeś zapomnieć - Okazuje się, że to nieprawda i wszystko Ci o tym kimś przypomina. 
Myślisz, że masz prawdziwych przyjaciół - A przyjdą i kopną leżącego. 
Myślisz, że żyjesz tak jak powinieneś żyć - A kiedy usłyszysz, że to co robisz jest niewłaściwe, masz dość. 
Myślisz, że dajesz z siebie wszystko - Zawsze znajdzie się ktoś, kto zaprzeczy Twojemu światopoglądowi. 
Myślisz, że dasz sobie radę sam - Dadzą Ci do zrobienia tyle, że będziesz chciał umierać.

Uświadamiasz sobie to dopiero wtedy, kiedy jesteś sam. Nie ma koło Ciebie nikogo z kim mógł byś porozmawiać, masz wrażenie że wszyscy wkoło traktują Cię jak obcą osobę i myślisz, że patrzą na Ciebie jakbyś miał trąd, albo coś w tym guście.
 Czasem mamy coś takiego, że myślimy sobie " Lepiej by było, gdybym nie miał znajomych, przyjaciół i w ogóle. Nie byłoby żadnych problemów"
No dobra. Ale skoro już mamy tych przyjaciół, albo przynajmniej mieliśmy to trudno jest się teraz bez nich obejść. Jesteśmy smutni i przygnębieni.
Tak to jest w życiu. Jeśli czegoś posmakujemy, i to nam podpasuje, to potem trudno jest bez tego żyć.
Dlatego bądźmy świadomymi tego, że mamy szczęście chociaż na chwilę, bo nie wiemy, kiedy możemy coś stracić. 

niedziela, 13 września 2015

Zwykłe słowa ciężkie jak ołów

Jesteśmy ludźmi. Każdy z nas ma uczucia. Każdy patrzy na życie na swój własny sposób. Każdy do opisu używa słów.
Są słowa, które dzisiaj przychodzą łatwo, np. przekleństwa. 
Ale są słowa, przy których mamy wewnętrzną blokadę. Albo mówimy je, nie mając ich na myśli. 

  • Kocham Cię! - jedne z tych słów, które tracą na wartości. Używamy ich...Bo tak. Ale nie od tego one są! Mają być szczere, prawdziwe! A ludzie używają tego tak często, jak zwykłego "cześć". Czy na tym świecie nie ma nic wyjątkowego? 
  • Dziękuję. - niby zwykłe słowo, ale dlaczego uważam je za trudne? Ponieważ często ktoś robi coś dla nas np. Mama. A niestety my za wiele z siebie nie dajemy. Czasem coś sprzątniemy od wielkiego dzwonu, albo powiemy coś miłego. Ale jak często mówimy "dziękuję" ? Prawie nigdy. Czasem nawet wtedy, kiedy mama wchodzi do pokoju i mówi : "Załatwiłam Ci...". Tylko kiwamy głowami, albo pomrukujemy pod nosem  "mhm", "dzięki". Okay, "dzięki", to też jest podziękowanie, ale pełne słowo "dziękuję" brzmi o wiele ładniej, prawda? 
  • Przepraszam - Każdy z nas robi błędy. I każdy ma do nich prawo, bo jesteśmy tylko ludźmi, a ideałów nie ma. Ale czy przepraszamy? Nie chodzi mi tu o "przepraszam, że żyję", jak to niektórzy mają w zwyczaju pokazywać swoim zachowaniem. Ja mam na myśli słowo, poczucia winy i wiedzy, że zrobiłam coś źle, a nie powinnam, bo zrobiłam to celowo, bądź pod wpływem impulsu. Taka sytuacja : siedzisz u babci na kanapie, i oglądasz serial, kiedy nagle przychodzi brat, szybkim ruchem zabiera Ci pilota. Ty oczywiście, nie odpuszczasz bez walki i chcesz mi go wyrwać. Nagle słychać trzask. Podczas szarpaniny potłukliście ulubiony babciny wazon. Babcia przychodzi do pokoju, a wy co? "Ups...". I sprawa zakończona? Oczywiście...że nie! Możliwe, że babcia zacznie na was krzyczeć. A co jeśli powiedzielibyście "przepraszam" i zaczęli byście wycierać podłogę, czy zbierać kawałki wazonu? Może babcia powiedziałaby wtedy : "No trudno, i tak był stary" i by wam pomogła. Bo wypadki się zdarzają. Tylko trzeba umieć się przyznać.
To by chyba było tyle. Może to zmusiło co niektórych do myślenia, a może nie. Nie wiem, ale warto próbować powiedzieć coś głośno. Niby jeden mały człowiek. Jeden z kilku miliardów. I co? Pewnie większość myśli, że jako jedna mała jednostka nie może nic zrobić. HA! I co jeszcze? zdziwilibyście się ile jedna osoba potrafi zdziałać. Przecież ile razy się słyszy o jakichś wzruszających historiach jednej osoby, którą udostępniły tysiące? No właśnie. 

To tyle na dziś. Miłego wieczoru!