wtorek, 31 lipca 2018

Jestem rozpuszczona.

Wstałam o piętnastej. Obudziłam się już wcześniej, ale nie chciało mi się ruszać z łóżka. Wymusiła to na mnie mama, która własnie wróciła z pracy.
- Kto to widział, żeby spać do tej godziny! Co dzisiaj zrobiłaś przez cały dzień? - spytała z wyrzutem w głosie i rzuciła piorunujące spojrzenie. Milczałam i powoli zbierałam swoje zwłoki do łazienki. 
"Obiad nie jest ugotowany, pranie nie powieszone, podłoga się lepi, kurz jest wszędzie, a kilka walizek stoi jeszcze w przedpokoju..." - wyliczałam w myślach wtórując wkurzonej rodzicielce. 
Kiedy z prysznica poleciała woda, słyszałam tylko jej szum i od razu zrobiłam się spokojniejsza. Wybrałam swój ulubiony pomarańczowy płyn do kąpieli, miodowy szampon i siedziałam w łazience jakoś pół godziny. Chciałam jak najdłużej unikać konfrontacji z domowym syfem, a póki siedzę w wannie jestem bezpieczna. 
Niestety kiedyś trzeba stawić czoło ciężarom życia. 
- W czymś ci pomóc mamo? - spytałam nieśmiało wtykając głowę do salonu. 
- Miałaś cały dzień, żeby mi pomóc, a w tym domu to nikomu nic się robić nie chce, ani nie sprzątną, ani nie ugotują, a o sobie myślą tylko! Rozpuszczone to dziecko! Gdzie ja zrobiłam błąd? - zrzędziła pod nosem i latała po pokoju ze ścierką w ręku. 
Przez resztę dnia było nieprzyjemnie. Kurz dalej się lepił, urosła sterta naczyń w zlewie, tak samo z praniem w koszu. Położyłam się dosyć wcześnie, obiecałam sobie, że nigdy więcej nie będę rozpuszczonym dzieckiem. 
Rano, kiedy mama poszła do pracy, wstałam i zrobiłam sobie spacer po mieszkaniu. Małe rozeznanie, ile czasu będzie mi potrzebne do ogarnięcia tego wszystkiego, no i wróciłam do łóżka. Budzik zadzwonił o dwunastej. Szybko związuję włosy i zabieram się do pracy. Łóżko pościelone, naczynia umyte, suche ubrania złożone, a następne w pralce, ziemniaki obrane, mięsko pokrojone, ogórki na mizerię leżą i czekają. Kurze powycierane, podłogi odkurzone i umyte, kwiatki podlane, wszystko poukładane na swoim miejscu. Obiad jest gotowy dokładnie o piętnastej. 
- O, co tak ładnie pachnie? - zapytała szczęśliwa rodzicielka zaglądając do kuchni. 
- Kotleciki, z ziemniakami i koperkiem. I mizeria. 
- Pysznie! - mówi, zabiera swój talerz i siada przy stole. Ja zajmuję miejsce na przeciwko i uważnie się jej przyglądam. 
Patrzy w kierunku suszarki z praniem. Potem na czyste lustro. Później na wypolerowaną podłogę. Nawet na odkurzoną komodę spojrzała! 
- I co, mamuś? Widać, że posprzątałam? - zagaduję zmęczonym, ale szczęśliwym głosem. 
- Mhm - mruczy - A dlaczego wyprałaś białe, a nie czarne? I zapomniałaś odkurzyć tam w rogu. A na lustrze są smugi - wskazuje palcem. Co jak co, ale ja żadnych smug nie widzę. 
- Aha, postaram się następnym razem - wzdycham obojętnie i wbijam widelec w kotleta. 
- Co jest, córciu? - pyta słodziutkim tonem i patrzy na mnie zmartwiona. 
- Nic, rozpuszczam się - informuję i patrzę na rozgrzany do trzydziestu stopni termometr.

***

Jeśli masz wakacje, to ten temat nie powinien być Ci obcy. Prawda jest taka, że powinniśmy pomagać swoim rodzicom, ponieważ oni pracują i też męczą się przez pół dnia. Dzieci powinny szanować swoich rodziców, ich pracę i wszystko co dla nas robią, ALE! Drodzy Rodzice, jeśli oczekujecie pomocy i szacunku od swoich pociech, to sami im go okazujcie! Zauważajcie, że też coś robią, pochwalcie i doceńcie, bo liczy się gest.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szablon stworzony z przez Blokotka