Translate

Szukaj

Współpraca?

Kontakt : mal.gorna0@gmail.com

sobota, 21 grudnia 2019

Szklany miecz


Autorka : Victoria Aveyard
Cykl : Czerwona królowa (tom 2)
Wydawnictwo : Moondrive
Liczba stron : 560
Data wydania : 17 luty 2016

"Walka pomiędzy rosnącą w siłę armią rebeliantów a światem, w którym liczy się kolor krwi, przybiera na sile. Mare Barrow ma czerwoną krew, taką samą jak zwykli ludzie. Jednak jej zdolność kontrolowania błyskawic – nadprzyrodzona moc zarezerwowana dla Srebrnych – sprawia, że rządzący chcą wykorzystać dziewczynę jako broń.

Mare odkrywa, że nie jest jedyną Czerwoną, która posiada umiejętności charakterystyczne dla Srebrnych. Są też inni. Ścigana przez okrutnego króla Mavena wyrusza na wyprawę, aby zrekrutować Czerwono-Srebrnych do armii powstańców gotowych walczyć o wolność. Wielu z nich straci życie, a zdrada stanie się chlebem powszednim. Mare musi też zmierzyć się z mrokiem, który ogarnął jej duszę. Czy sama stanie się potworem, którego próbuje pokonać?"


Miałam dość długą przerwę, bo od "Czerwonej królowej" minęło kilka lat. Potrzebowałam paru dłuższych chwil, by na nowo wdrążyć się w klimat Norty. Na szczęście po rozdziale czy dwóch udało się wrócić na tor. Zaczyna się tak, jak się skończyło - ciężko pod względem fabularnym, ale uważam, że warto płynąć pomiędzy stronami, by z napięciem wyłapywać swoje ulubione wątki. 
Nadal jestem po ogromnym wrażeniem świata jaki tworzy autorka. Być może nie jest to idealne, ale w moim wypadku przynajmniej sprawia takie wrażenie. Począwszy od kraju, skupiwszy się na każdym wymienionym, mieście, rezydencji królewskiej, a skończywszy na oryginalnych postaciach - wszystko to wbiło mnie w fotel. Tym razem częściej skupiałam się nie tyle na fabule co całej reszcie. Nie wiem czym było to spowodowane, ale sceny walki (mimo, że naprawdę dobrze wykreowane) wolałam czytać szybko, a niekiedy pobieżnie.

czwartek, 12 grudnia 2019

Polecam na prezent! - blogmas 2019

Mamy początek grudnia (nareszcie!), a niektórzy z Was z pewnością mają już jakieś prezenty dla bliskich. Zostają jeszcze ci, którzy szukają. Tutaj wkraczam do akcji ja.

Książki 

Jestem zwolenniczką kupowania książek w prezencie, co nie powinno nikogo dziwić. Jeśli macie w swoim otoczeniu książkoholika to pomysł w sam raz. Warto jednak podpytać o konkretne tytuły, bądź gatunki, by nie popełnić gafy.

fox films book GIF by 20th Century Fox Home Entertainment
Bony

Jest to najprostsze i najlepsze rozwiązanie. Jeśli wiemy, że ktoś korzysta z takich a nie innych sklepów, to bom może być w sam raz. Macie pewność, że zostanie wykorzystany i to w dodatku zgodnie z potrzebami osoby obdarowanej.

Art Create Sticker by Linzie HunterPrezenty zrobione samodzielnie


Osoby sentymentalne mają to do siebie, że przywiązują ogromną uwagę do wartości niematerialnej danego przedmiotu. Bardzo cieszą się z samego gestu i myśli (z reguły) Nawet jeśli będzie to najprostszy prezent, to zostanie doceniony.

Ramka ze zdjęciami


W świecie obraca się pewna opinia - zdjęcia zatrzymują czas, są w stanie "zamrozić" również emocje. Patrząc na fotografie przypominamy sobie dane momenty, a wraz z nim przychodzi mnóstwo myśli : kto i co znajduje się na zdjęciu? Kiedy i gdzie zostało zrobione? Czy wywołuje u mnie radość a może coś innego? Można skupić się na fotografiach, które są związane z daną osobą i wywołują pozytywne skojarzenia. 

Kubki
geeky GIF
Moi znajomi wiedzą, że to moja ulubiona alternatywa prezentowa. Kubek może być ładny, pojemny, praktyczny, i to w jednym! Do tego obecnie mamy wiele możliwości związanych z personalizacją : grawerowanie, napisy, zdjęcia czy nawet magiczne kubki (obrazek pojawia się po zalaniu ciepłą lub zimną wodą). Problem zostaje po naszej stronie : który wybrać? 


czwartek, 28 listopada 2019

Uwierz w mikołaja

Autorka : Magdalena Witkiewicz
Wydawnictwo : Filia
Liczba stron : 408
Data wydania : 30 października 2019

"Każdy z nas ma marzenia.
Agnieszka pragnie spędzić Wigilię z babcią, ale babcia ma zupełnie inne plany. Nie godząc się z tym Agnieszka jedzie do domu babci, położonego w samym środku lasu. Jednak jej tam nie zastaje. Jedna śnieżna noc powoduje, że droga do cywilizacji zostaje odcięta, na dodatek przez zaspy brnie do niej święty Mikołaj.
Pięcioletnia Zosia chciałaby mieć choinkę taką ogromną jak w centrum handlowym, a pod nią mnóstwo prezentów. Jednak tym razem jej wigilia zapowiada się zupełnie inaczej…Robert, policjant, przyjmuje służbę w święta, bo przecież wszyscy mają rodziny, a on jest samotny. Więc może się poświęcić.Sam w wigilijny wieczór jest też pewien starszy pan z długą siwą brodą, ale mu w ogóle to nie przeszkadza. Jest przekonany, że lubi samotność, a ludzi lubi tylko z daleka.Jego żona natomiast ma aż nadto towarzystwa zwariowanych pensjonariuszy domu opieki "Happy End".Jedna świąteczna opowieść, wielu bohaterów. I wiele marzeń do spełnienia. Bo może, żeby pięknie spędzić święta, trzeba uwierzyć w Mikołaja?"


Miałam poczekać z czytaniem. Najpierw do okresu prawie świątecznego, potem do mikołajek, potem skróciłam czas do grudnia, a potem przepadłam. Mamy końcówkę listopada, książka już przeczytana, ale niczego nie żałuję. Ni-cze-go! Bawiłam się naprawdę świetnie, cudowne lekarstwo na listopadzicę. Ponoć listopad jest najtrudniejszym miesiącem do przetrwania - zimno, deszczowo, ciemno i tak żyjemy w stanie zawieszenia aż do grudnia, gdy coś radosnego zaczyna się dziać pełną parą. Na spotkaniu autorskim Magdalena Witkiewicz opowiadała o wyzwaniu jakiego się podjęła : pisanie świątecznej książki w okresie letnim. Słuchając tego stwierdziłam, że chyba prościej jest obudzić w sobie świąteczny nastrój latem niż wakacyjną radość w okresie zimowym, więc plan na przyszłość jest prosty - będę wprowadzać święta do mojego życia za każdym razem, gdy wspomniana listopadzica zacznie się odzywać. Teraz te wszystkie reklamy i piosenki mają sens, one Nas ratują, a ja tego nie zauważyłam. Ot, taka krótka refleksja jeszcze przed lekturą. 

niedziela, 10 listopada 2019

Tym razem Francja!

Hej! Dzisiaj kolejny post podróżniczy, zabierałam się za to strasznie długo, ale najważniejsze, że to wreszcie nadeszło. Fajnie jest wrócić do wakacyjnych wspomnień pełnych słońca, radości i ogólnej beztroski. Nie przedłużając - zaczynamy!



Szukam...A tu nie ma!


Kiedy ktoś wspominał o tym, że we Francji jest mało Francuzów, a mnóstwo wszystkich innych, to myślałam, że to tylko takie gadanie. W praktyce okazało się, że byłam w ogromnym błędzie. To po prostu jedna wielka mieszanka kulturowa! Tego trzeba doświadczyć na własnej skórze. Podróżowanie jest ogromnym wyzwaniem pod tym względem. Teoretycznie możesz się czegoś spodziewać i czegoś oczekiwać, ale życie i tak to zweryfikuje. Niemniej jednak - cudowna rzecz!
A co do szukania, to nie chodzi tylko o ludzi. We Włoszech szukałam pesto, w Turcji kebaba, w Hiszpanii churros, a we Francji makaroników. Tak! Mimo, że udało nam się to bez trudu, to myślałam, że taki makaronik jest do kupienia na każdym rogu, tak kolokwialnie się wyrażę. I warto było, makaroniki to złoto! Jestem ogromną fanką słodkości i bardzo trudno (niemal do granicy niemożliwego) znaleźć coś, co uznam za zbyt słodkie. Minęło 19 lat zanim coś takiego się wydarzyło. Wiem, szok i niedowierzanie. Jednak pomyślcie, jaka to oszczędność! Kupujecie jeden makaronik (koniecznie czekoladowy) i wystarczy na cały dzień albo i dłużej. A nie dość, że słodkie, to jeszcze jakie dobre!
Zdarzyło mi się też, że cierpiałam, ale więcej nie zamierzam! Jadąc prawie dwadzieścia dziewięć godzin autokarem zdążyłam zwariować i...Obejrzeć sporą ilość filmów (w większości francuskich). Nie wiem czy to specjalnie, ale francuskie kino...Widać, że jest francuskie. Po prostu. Ma swoją specyfikę (na przykład jedną z głównych ról przeważnie (bo nie widziałam wszystkich możliwych filmów) gra czarnoskóry aktor bądź aktorka, nic do tego nie mam, tylko takie małe spostrzeżenie). Cóż, jakoś nie wzięło mnie to i, tak jak powiedziałam, nie zamierzam więcej próbować. Zajmijmy się teraz czymś bardziej przyjemnym...

Architektura


To był absolutny hit! Zacznę od tego, co najbardziej przebija się z mojej pamięci, gdy myślę o zwiedzaniu tamtejszych okolic. Zaskoczeniem było widzieć ludzi, którzy przycinają gałęzie drzew w alei od...Linijki. Dobra, nie do końca wiem, czy to była linijka, ale na pewno coś, co pomagało w utrzymaniu równego przycinania liści. Genialny widok! (Nie tylko z szacunku do takiego podejścia, ale sama alejka po całym "strzyżeniu" wyglądała bajecznie). Waga jaką przykłada się do estetyki jest dosyć spora, ale nie wiem czy to tylko i wyłącznie moje wyidealizowane spostrzeżenie, czy faktycznie tak jest. W każdym razie - naprawdę szanuję takie inicjatywy!
Później kąpiel w Loarze, zwiedzanie malowniczego Saint-Victor, Notre-Dame du Puy i oczywiście Saint Etienne. Istna bajka. Urocze uliczki, czyste chodniczki i w ogóle szał. Wiecie, ja się zachwycam takimi pierdołami, że weź, i nic tego nie zmieni. Zawsze będę mówiła, że było pięknie i nie mam powodu, żeby kłamać. Każde miejsce na świecie jest wyjątkowe i piękne. Francja jest kolejnym krajem, w którym mogłabym zamieszkać. Zakochałam się po raz kolejny...Ups?

PONIŻEJ WIĘCEJ ZDJĘĆ :)

środa, 9 października 2019

Odkąd cię poznałam

Autorka : Iwona sobolewska
Wydawnictwo : Dragon
Liczba stron : 319
Data wydania : 2 października 2019

"Blanka jest trochę inna niż większość dziewczyn. Bolesna przeszłość sprawiła, że wybudowała wokół siebie mur. Nikogo nie dopuszcza zbyt blisko. Dzięki temu nikt nie może jej zranić. Kiedy poznaje Piotrka, wydaje się, że mogłaby wreszcie otworzyć przed kimś serce. Ale co z tego, skoro on spotyka się z jej przyjaciółką? I jest jeszcze Aleks, zamknięty w sobie, nieprzyjemny chłopak, który nigdy nie miał dla niej jednego dobrego słowa. A jednak wciąż jest gdzieś w pobliżu. Blanka czuje, że pod tą twardą skorupą może się kryć ktoś zupełnie inny. Ktoś taki jak ona..."


Każdy potrzebuje zmian, chociaż niekoniecznie jest tego świadom. Co ważne, nie muszą to być kolosalne zmiany dotyczące całego naszego życia. Czasem wystarczy jedna, na pozór nic nie znacząca rzecz, by zmienić naprawdę wiele – i to na lepsze.

Autorka przedstawia nam historię Blanki – cichej gimnazjalistki unikającej świata z pewnych względów. Nie chce ufać ludziom, zwierzać się im, czy chociażby opowiadać o sobie. Im mniej o niej wiedziano, tym lepiej.

niedziela, 6 października 2019

Wszystkie jasne miejsca

Autorka : Jennifer Niven
Seria : Myślnik
Wydawnictwo : Bukowy Las
Liczba stron : 21 października 2015
Data wydania : 424

"Theodore jest zafascynowany śmiercią. Codziennie rozmyśla nad sposobami, w jakie mógłby pozbawić się życia, a jednocześnie nieustannie szuka – znajdując – czegoś, co pozwoliłoby mu pozostać na tym świecie. Violet żyje przyszłością i odlicza dni do zakończenia szkoły. Marzy o ucieczce od małego miasteczka w Indianie i niemijającej rozpaczy po śmierci siostry.
Kiedy Finch i Violet spotykają się na szczycie szkolnej wieży – sześć pięter nad ziemią – nie do końca wiadomo, kto komu ratuje życie. A gdy ta zaskakująca para zaczyna pracować razem nad projektem geograficznym, by odkryć "cuda" Indiany, ruszają – jak to określa Finch – tam, gdzie poprowadzi ich droga: w miejsca maleńkie, dziwaczne, piękne, brzydkie i zaskakujące. Zupełnie jak życie.
Wkrótce tylko przy Violet Finch może być sobą – śmiałym, zabawnym chłopakiem, który, jak się okazuje, wcale nie jest takim wariatem, za jakiego go uważają. I tylko przy Finchu Violet zapomina o odliczaniu dni, a zaczyna je przeżywać. Jednak w miarę jak świat Violet się rozrasta, świat Fincha zaczyna się gwałtownie kurczyć."

Na początku uderzył we mnie swego rodzaju absurd - Violet uczy się żyć od chłopaka, który chce umrzeć. Wydało mi się to mało interesujące, na tyle, by odkładać to w czasie, a jednak przypadki chodzą po ludziach...Teraz uważam, że ta książka jest ważna, nawet bardzo. Porusza temat zaufania, samobójstwa, radzenia sobie z utratą kogoś bliskiego, depresji i właśnie chwytania życia. Metoda małych kroczków okazuje się bardzo pomocna, ale nieistotna w momencie, gdy wcale nie zwracamy uwagi na problem i nawet nie przyjdzie nam do głowy, by zacząć go rozwiązywać.

Mamy tutaj historię nastolatka, u którego podejrzewa się afektywną chorobę dwubiegunową. Chłopak próbuje sobie z tym poradzić sam, w teorii idzie mu świetnie, ale w praktyce wygląda to zupełnie inaczej. Załamana życiem nastolatka myśli o zakończeniu swojego życia, nie radzi sobie z utratą ukochanej siostry. Kiedy Finch i Violet przypadkiem trafiają na siebie na szkolnej dzwonnicy coś się zmienia. Po tym spotkaniu już nic nie będzie takie samo. 


Finch z własnego doświadczenia domyśla się co czuje Violet. To on ratuje ją przed upadkiem, nie odwrotnie, a to właśnie dziewczyna zostaje okrzyknięta bohaterką. Nikt nie wyprowadza całej szkoły z błędu, bo tak jest prościej dla wszystkich, jednak Finch nie poprzestaje jedynie na jednym ratunku. Pomaga dziewczynie otworzyć się na świat, uczy ją czerpać radość z drobnych rzeczy, co przekłada się także na jego podejście do życia. Codziennie opisuje inną metodę odebrania sobie życia, wie o tym naprawdę wiele, ale każdego dnia szuka kolejnych powodów, by odłożyć to na później. Jednym z tych powodów jest właśnie Violet. Między nastolatkami rodzi się uczucie, ale co z tego wyniknie? 


Życie z osobą chorą na depresję jest trudno. Potrzeba ogromnych pokładów zrozumienia i cierpliwości. To nie jest coś, co można w zupełności wyleczyć, wziąć leki i zapomnieć w ciągu chwili. Często jest to walka o samego siebie, każdego dnia, w każdej czynności.

 https://www.instagram.com/p/B3Fmwc9It4U/



Wyciągnęłam stąd naprawdę wiele mądrych słów, a czytanie zajęło mi mnóstwo czasu. Nie dlatego, że się nudziłam, wyczekiwałam końca, czy nie mogłam czegoś zrozumieć. Po prostu czytałam i zatracałam się w myśleniu o własnym życiu. Po każdym oderwaniu się od książki miałam ochotę zmieniać świat z uśmiechem. Fantastyczny zastrzyk energii życiowej, polecam każdemu! I chociaż zdarzały się też momenty płaczu to naprawdę wysoko cenię Wszystkie jasne miejsca. Na pewno kiedyś do tego wrócę.  

Ocena : 6/6

wtorek, 24 września 2019

Nellie. Wtajemniczenie

Autorka : Sylvie Payette
Cykl : Nellie (tom 1)
Wydawnictwo : Dragon
Liczba stron : 272
Data wydania : 18 września 2019

"Przystojni książęta, wystawne bale, piękne suknie – świat jak z bajki dla Nellie staje się rzeczywistością. Zwyczajna piętnastolatka wpada w rozdarcie czasoprzestrzenne i trafia do alternatywnego uniwersum. To samo miejsce, ten sam dzień, tylko świat... trochę inny. Nellie musi szybko dostosować się do nowych reguł gry. Poznaje smak buntu i pierwszej miłości, a jej wielka przygoda dopiero się rozpoczyna..."

Wiem, że czasem jestem dziecinna, ale z reguły nie żałuję. 

Pierwsze, co mnie urzekło, to oczywiście okładka - ładna, świecąca z pięknie narysowaną rudowłosą dziewczyną. Od małego marzyłam żeby mieć właśnie takie włosy, poważnie. Siłą rzeczy nie mogłam się powstrzymać. Od początku wiedziałam na co się piszę - książka dla nastolatek, dlaczego by nie? Czasem warto uszczęśliwiać swoje wewnętrzne dziecko i poczuć się odrobinę beztroskim. 

Mamy tutaj rozwinięty wątek alternatywnej rzeczywistości, co bardzo mnie zaintrygowało. 
Wyobraźcie sobie drzewo z wieloma, ale tak naprawdę wieloma gałęziami - każda z nich powstała poprzez punkt zwrotny w historii. W tym wypadu kluczowym momentem jest bitwa o Quebec, w której wygrywają Francuzi zamiast Anglików. Zastanawialiście się kiedyś nad tym? Jak potoczyłoby się wasze życie, gdybyście któregoś razu postąpili inaczej? Czy zmieniłoby to historię całego świata? Na co miałoby wpływ? Na szczęście czytając nie musicie się nad tym zastanawiać, bo wszystko mamy podane na tacy.

https://www.instagram.com/p/B2f1xvhIIRA/

Cała opowieść jest dość konkretna, ale nie można powiedzieć, że w stu procentach przewidywalna, wbrew pozorom. Akcja rozwija się szybko, co wspomaga szybkie czytanie i wzbieranie emocji z każdym kolejnym rozdziałem. Opisy ewokują obrazy, a przedstawione miejsca, wydarzenia i sukienki  są niemal na wyciągnięcie ręki. Wystarczy się wczuć, zamknąć oczy i...Już. Po prostu. Czasem magia tkwi w prostocie i nie potrzeba nie wiadomo jakich cudów, by wyszło coś pięknego. Doceniam też bezpośredniość autorki w każdym calu. Mimo tego, że ta bezpośredniość uwidaczniała się w każdym z bohaterów, to każdy z nich był charakterystyczny na swój sposób, z przypisanym zadaniem.

Historia Nellie to przede wszystkim książka na rozluźnienie, na poprawę humoru, czy dla samej przyjemności czytania. Nie doszukiwałam się tutaj czegoś więcej, bo tak jak pisałam wcześniej - wiemy wszystko co powinniśmy wiedzieć. Przyjemnie, szybko i bez zbędnych palpitacji serca. Nic tylko schować się pod kocem z kubkiem herbaty w dłoni i oddać się alternatywnej rzeczywistości.
Co ważne - ze względu na to, że Nellie nie jest jest jednotomową opowieścią - zakończenie nie mogło być jasne od A do Z. Trzeba było podsycić emocje, by czytelnicy mieli chęć sięgnąć po kolejne tomy. Z ulgą stwierdzam, że w tym wypadku nie mam na co narzekać. Dostałam to, czego nawet nie wiedziałam, że chcę.
I dodam, że z pewnością sięgnę po kolejne części. Teraz już muszę wiedzieć jak to się dalej potoczy.

Ocena 4/6

Za książkę dziękuję wydawnictwu Dragon 



niedziela, 4 sierpnia 2019

Po prostu przyjaźń

Autorka : Hanna Rydlewska
Wydawnictwo : Agora SA
Liczba stron : 264
Data wydania : 11 stycznia 2017

"Ile kroków dzieli przyjaźń od miłości? Kiedy przyjaźń ocala, a kiedy zaczyna truć?
Czy przyjacielowi wolno kłamać? Czy seks w przyjaźni musi się skończyć katastrofą?

Pierwsza książka non-fiction o przyjacielskich relacjach, które dziś stają się równie istotne jak miłość i rodzina. Znajdziecie w niej poruszające opowieści o niezwykłych, głębokich i dramatycznych przyjaźniach a także dziesięć rozmów ze znanymi psychologami i socjologami m.in. o tym, czy przyjaźń może być konkurentką miłości, jak przyjaźń nas leczy, do czego są nam potrzebni wirtualni przyjaciele, czy możliwa jest przyjaźń z -eks, jak przetrwać kryzys w przyjaźni."

Nigdy wcześniej nie spotkałam się z taką formą książki i z początku miałam mieszane uczucia, nie mogłam się wgryźć, uporządkować tego, co miałam przed sobą.
Kilkanaście rozmów, zarówno ze specjalistami psychologii, jak i po prostu przyjaciółmi. Wszyscy Ci ludzie podzielili się swoją wiedzą, prywatną historią, w pewnym sensie poświęcili swoją prywatność, by uświadomić Nam - czytelnikom, istotę przyjaźni.

Psycholodzy i socjolodzy na prośbę autorki wyjaśniają pewne zjawiska zachodzące w relacjach. Opowiadają o schematach i działaniach jakie mogą się zdarzyć, ale oczywiście nie muszą, bo każdy człowiek jest inny, tak jak jego przyjaźń. KAŻDA taka więź jest wyjątkowa i niepowtarzalna.
Autorka i jej rozmówcy wyjaśniają, że taka relacja wymaga czasu i zaangażowania, pokazują, że nie jest to coś, co można mieć od tak, na już (odbiegając trochę od tego, że w relacji się jest, a nie się ją posiada). Często na pierwszy rut oka nie widać jaki wysiłek wkładamy w to, by tworzyć szczęśliwą społeczność wokół siebie. Chcemy dobrze dla siebie, ale i dla swoich przyjaciół. Oczywiście nie ma w tym nic złego, ale mogą pojawić się pewne nadużycia, o których oczywiście mowa w książce.

Jako ludzie często nie potrafimy pogodzić się z samotnością, nie chcemy jej, boimy się tego, że nadejdzie. Szukamy znajomych, przyjaciół, którzy będą obok nas w trudnych chwilach i nie tylko. Jednak tak jak wcześniej wspominałam, są pewne granice. Nie powinniśmy wymuszać niczego na innych ludziach, nawet jeśli chcemy dobrze. Wszystko to zostało doskonale opisane. Warto zerknąć, jeśli chcemy tworzyć piękną, prawdziwą przyjaźń bez destrukcyjnych pobudek.

Skoro już mowa o pobudce, to nie czytajcie tego na dobranoc. Trzeba się skupić, mimo bardzo przystępnej, przejrzystej formy i prostego języka. Przyjemna, budująca, otwierająca oczy lektura. Pozwala odnaleźć we własnym życiu zapomniane doświadczenia, które w dniu dzisiejszym owocują przyjaźnią. Przez prawie całą lekturę myślałam o mojej przyjaciółce, której zawdzięczam naprawdę wiele. Rozmyślałam o naszej relacji, czy jest dojrzała, ile trwa, czy zachowuję się jak prawdziwa przyjaciółka, czy coś robię nie tak - w drugą stronę również. I wiecie co? Teraz mnie to już nie obchodzi - ani lata, ani poziom dojrzałości, ani robieniu czegoś dobrze lub źle. To nie jest najważniejsze! Cieszę się tym, że mamy siebie i zawsze możemy liczyć na wzajemne wsparcie.
A, i co ważne - tutaj się nie kategoryzuje! Przyjaźń jest przyjaźnią, albo jest albo jej nie ma, po prostu. Może zaistnieć między kobietami, mężczyznami, młodymi i starszymi, między matką i córką, między byłymi kochankami, w małżeństwie i w innych kombinacjach. Nie wierzysz?
Jeśli jesteś niedowiarkiem, to koniecznie przeczytaj tą książkę!

Ocena 5/6


wtorek, 16 lipca 2019

Zgubiono znaleziono

Autorka : Brooke Davis
Wydawnictwo : Czarna Owca
Liczba stron : 301
Data wydania : 7 października 2015

"Siedmioletnia Millie uświadamia sobie, że wszystko dokoła niej umiera. W swojej "Księdze Nieżyłków" odnotowała już śmierć dwudziestu siedmiu różnych stworzeń. Teraz musi do niej wpisać swojego ojca.
Agatha ma osiemdziesiąt dwa lata i od śmierci męża nie wychodzi z domu. Siedzi przy oknie, ukryta za zasłonami i bluszczem, i wrzeszczy na przechodniów, wyładowując swój gniew na obcych ludziach. Aż do dnia, gdy po drugiej stronie ulicy dostrzega dziewczynkę.
Karl ma osiemdziesiąt siedem lat, kiedy jego syn przywozi go do domu starców, całuje go w policzek na pożegnanie i znika. Wtedy właśnie Karl przeżywa chwilę umysłowej klarowności. Ucieka z domu starców i wyrusza na poszukiwania czegoś innego.


Troje zagubionych ludzi, którzy muszą się odnaleźć. Millie, Agatha i Karl łamią zasady i dzięki temu odkrywają sens życia."

Tym razem znów przyciągnęła mnie okładka. Dopiero później zapoznałam się z opisem, który wywołał we mnie dość mieszane uczucia, ostatecznie jednak tajemnicza Księga Nieżyłków zrobiła swoje.
Nie będę ukrywać, że miałam lekkie trudności z przyzwyczajeniem się do stylu jakim posługuje się autorka, ale zaczęło mi się to bardzo podobać. Wreszcie czułam, że czytam coś "innego" i co lepsza, nie czułam schematu, bo go tam po prosu nie było! Cudowne uczucie, kiedy nie wiesz czego masz się spodziewać, oby takich jak najwięcej.

Bohaterami książki są : siedmioletnia dziewczynka Millie, osiemdziesięcioletnia Agata oraz osiemdziesięciosiedmioletni Karl. Wiek nie jest tutaj bez znaczenia - autorka przedstawia trzy różne perspektywy dotyczące życia i umierania. Gdy historie tej trójki się splatają dzieją się rzeczy, których nikt by się nie spodziewał. Dzięki temu, co spotyka ich na wspólnej drodze, odkrywają, które wartości są dla niech naprawdę ważne.
Każde z nich próbuje się odnaleźć w sytuacji, w jakiej postawiło ich życie. Millie została sierotą. Agatha nie może się pogodzić z tym, że przed laty wyszła za mąż i swoją starością. Karl nadal rozpacza po śmierci swojej żony i nie umie cieszyć się życiem.

" To dziwne tak chcieć się odnaleźć. Czy człowiek nie powinien próbować odnaleźć kogoś innego? Przecież chyba siebie ma się na pewno?" 

niedziela, 7 lipca 2019

Kraj zaginionych churros.

Buenos días! ( dla niewtajemniczonych "dzień dobry")
W dzisiejszym wpisie kilka słów o Hiszpanii, o jej urokach, mankamentach i niespodziankach, a także akapit o zaginionych churros, których szukałam...Szukałam...I szukałam...
Bez dalszych wstępów zapraszam do czytania i oglądania!

Jesteś elektrykiem? Szykuj nerwy! 


Od niektórych budynków nie sposób oderwać spojrzenie. Zaskakują swoim kolorem, emanują energią, radością i szczęściem. Wiecie, wyobrażałam sobie Hiszpanię jako żywy i kolorowy kraj, ale nie wiedziałam, że te barwy są aż tak częste. Oczywiście nie narzekam, oczy świeciły mi się jeszcze bardziej!


Nieprzerwanym zachwytom nie było końca (Piękne góry, piękne kwiaty, piękne drzewa, i cudne sady pomarańczy, jak tu się nie zachwycać?!) ale w pewnym momencie pojawiły się ONE.
Kable, wystające, wiszące, przywiązane, oderwane, chude, grube, krótkie, długie, samotne albo w sieci...Z resztą sami zobaczcie. Elektrycy, głęboki wdech!

poniedziałek, 1 lipca 2019

5 filmów, przy których na chwilę się zamyślisz.

Kino, tworzenie filmów i ich oglądanie to swego rodzaju sztuka. Przekazuje obraz, dźwięk, grę i emocje. Dzisiaj chciałabym Wam zaproponować kilka filmów, które być może widzieliście, ale zostawiliście je na poziomie rozrywkowym.
Oczywiście nie ma w tym nic złego, ale uważam, że warto skupić się na czymś więcej niż tylko przyjemności z seansu.
Nie przedłużając, oto one :

#1 Twój Vincent


Nie bez powodu zaczęłam od Vincenta. Dla mnie jest to wyższe i szersze pojęcie kina jako sztuki. Nie mogłam oderwać wzroku od ekranu, na czym zapewne twórcom zależało, sposób w jaki cała produkcja została wykonana to istne cudo.

"Loving Vincent" jest pierwszą na świecie pełnometrażową animacją malarską. Film złożony jest z około 65 000 obrazów malowanych farbą olejną na płótnie, wykonanych w ciągu 7 lat przez przeszło 100 malarzy polskich i zagranicznych techniką wiernie naśladującą twórczość van Gogha. Na jedną sekundę filmu przypada 12 obrazów. Animowane postaci, opowiadające o życiu artysty są jednocześnie bohaterami jego własnych obrazów, których przeszło 120 zostanie wkomponowanych w kadry filmu."

Opowiedziana historia przedstawia życie i tajemnicę śmierci znanego na całym świecie malarza, Vincenta van Gogha. Czytałam jedną biografię Vincenta, mimo, że obszerna, pochłonęła mnie bez reszty! Jak dla mnie warto. Po prostu.


Making of'y też warto zobaczyć, możecie znaleźć je na YouTube.

#2 Cudowny chłopak


Tutaj już nie przecierałam oczu ze zdumienia, ale dumałam dość długo. Myślę, że każdy słyszał o tym filmie (albo książce, bo takowa też jest) chociaż słowo. W tym miejscu nie liczyły się dla mnie walory artystyczne, chociaż to też jest cenny element, ale nie grał aż takiej roli jak w Twój Vincent. Większą uwagę zwróciłam na zachowania, które się pojawiły, w tym też schematy, błędy, przyczyny i skutki. Była to powierzchowna analiza społeczna, a zarazem cenna rada - to, co zrobisz, będzie miało jakieś skutki w przyszłości. Z reguły można je przewidzieć już na początku, jeśli się nad tym zastanowi, ale...Czy w dzisiejszym codziennym biegu mamy na to czas? Możecie go "zyskać" oglądając, a przy okazji wyciągnąć kilka lekcji dla siebie.



#3 Jestem taka piękna


Film kierowany bardziej do kobiet i dziewcząt, ale mężczyznom i chłopakom też nie zaszkodzi.
Na tym seansie przeżyłam duchowe katharsis (gr. oczyszczenie). Uwielbiam komedie, szczególnie jeśli jest w nich coś więcej. Gama emocji gwarantowana! Śmiechom i wzruszeniom nie było końca, co naprawdę pomaga odpocząć. Przy okazji grana przez Amy Schumer Renee Bennet na swoim przykładzie daje nam kilka ważnych porad. Tylko ty decydujesz jaka jesteś, a kochając siebie inni też będą na Ciebie cieplej patrzeć. Liczy się to, jakie masz podejście do życia, tylko tyle i aż tyle. Nie wierzysz? Zobacz sama!



#4 Najlepszy


Osadzona w okresie PRL'u historia Jerzego Górskiego - zwycięzcy podwójnego triatlonu. W główną rolę wcielił się Jakub Gierszał. Dlaczego uważam, że ten film warto wziąć pod uwagę? Ponieważ daje kopa motywacyjnego, kolokwialnie mówiąc, a do tego funduje dreszczyki i wzruszenia. Genialna gra aktorska i kreacja rzeczywistości. Komu brak wiary w siebie, temu polecam tę biografię. A! Fanom sportu też oczywiście.


#Uprowadzona

Tutaj dzieje się akcja tak szalona, że rozłożono ją na trzy części. Dzisiaj jednak chciałabym się skupić na pierwszym z nich. Zapewne wielu z nas denerwowało się na rodziców za ich nadopiekuńczość. Ten film otworzył mi oczy, że mogli mieć powody.
Ukazane sceny mogą być symulatorem wypadku z bezpiecznej odległości, uczymy się na błędach popełnionych "specjalnie", jeśli możemy. Jeśli chodzi o rozrywkową część cyklu z Liamem Neesonem musicie to sprawdzić sami. Ja skupiałam się głównie na słusznej nadopiekuńczości i szybko pędzącej akcji!


Ode mnie to tyle, mam nadzieję, że znaleźliście film dla siebie i będziecie go oglądać ze skupieniem ☺

niedziela, 16 czerwca 2019

Mango nie mów nikomu


Autorka : Wendy Mass
Wydawnictwo : Feeria Young
Liczba stron : 264
Data wydania : 15 czerwca 2016

Jestem Mia. Mam 13 lat. Mam niesamowitego kota o imieniu Mango… A wiecie dlaczego mango? I właśnie tu zaczyna się pewien kłopot. Mango – bo jego mruczenie ma barwę tego owocu… A liczba cztery ma kolor czerwony. To się stało pewnego dnia, kiedy zmarł mój ukochany dziadek. Litery i liczby zaczęłam widzieć jako kolory. Jestem nieco przerażona, tym bardziej że zaczął się rok szkolny, z matmy mam już dwie jedynki i nie mam ochoty być jeszcze szkolnym dziwadłem. Wiesz tylko Ty, Mango. I nie mów nikomu.

Jakby to powiedzieć...Szkoda, że nie przeczytałam tej książki wcześniej, gdy byłam młodsza. Nie tylko wyciągnęłabym stamtąd jakąś lekcję dla młodszej siebie, ale także lepiej bym się bawiła. Teraz, choć nie żałuję lektury, okazałam się na to zbyt duża, zbyt dorosła i zbyt...W ogóle.

 Mamy tutaj historię nastolatki, która posiada wyjątkowy dar. Próbuje się z tym oswoić, chociaż momentami najchętniej by się tego pozbyła. Stara się funkcjonować jak przeciętna nastolatka, odkrywać kim jest, odnajdować się w codziennych sytuacjach. Pomaga jej w tym ukochany kot - Mango. Dziewczynka nie ufa nikomu i tylko futrzany przyjaciel wie o jej kolorach.
Lepiej żebyście dowiedzieli się o tym wszystkim sami, lub zachęcili do tego swoje dzieci. Być może dzięki tej opowieści nauczyłyby się czegoś nowego, na przykład empatii względem tego, co dla nich "dziwne", niezrozumiałe. Być może łatwiej byłoby im poruszać się w szkolnej społeczności pełnej różnych innych dzieci.
 Autorka porusza ważne tematy - odmienność, przyjaźń, śmierć, przywiązanie i moc rodzinnych więzi. Im szybciej nauczymy się doceniać pewne rzeczy i oswajać się z istnieniem pewnych zależności pojawiających się w świecie, tym lepiej.
 Dodatkowo każdy z tych tematów jest wprowadzany w przystępny sposób. Wszystkie się ze sobą splatają, są proporcjonalne względem siebie, więc pewne emocje są stałe. Niekiedy pojawiają się momenty nagłego wzrostu, ale nie widać wielkich różnic. To mi się akurat podobało.
 Spodobało mi się także lekkie pióro Wendy Mass. Odnosiłam wrażenie, że kobieta siedzi przede mną i opowiada mi całą tą historię, jakby była nieznacznym epizodem zeszłego tygodnia. Z resztą cała książka dosłownie przeszła mi przez głowę.
 Zaczęło się od nagłej chęci sfotografowania książki. Wzrok padł na Mango nie mów nikomu. Po chwili pomyślałam jednak, że nie mogę zrobić zdjęcia książce, której nawet nie zaczęłam. I wtedy to się stało. Chciałam przeczytać jeden, podkreślam - jeden, rozdział, a wciągnęłam prawie całą. Mimo, że czułam się za duża.
 Jest jeszcze jedna rzecz, o której nie wspomniałam. Zakończenie - totalnie mi się nie podobało, wyszło tak, jakby ktoś nagle oderwał pisarkę od pracy, do której już nie wróciła. Strasznie nie lubię takich działań, ale cóż...Nie można mieć wszystkiego.

Ocena 3.5/6

piątek, 7 czerwca 2019

Wielki Ogarniacz Życia 2!

Autorzy : Pan Buk i Pani Bukowa
Wydawnictwo : Flow Books
Liczba stron : 304
Data wydania : 29 sierpnia 2018

Pamiętacie Panią Bukową? To ta, która próbowała ogarnąć życie, a potem zderzyła się z bolesną rzeczywistością...Po uświadomieniu sobie pewnych prawd egzystencja przestała być aż tak bolesna.

Więcej pisałam >> TUTAJ <<, a usatysfakcjonowana bukowym podejściem do życia z uśmiechem sięgnęłam po kolejny wytwór jakim jest Wielki Ogarniacz Życia we dwoje, czyli jak być razem i się nie pozabijać. Cholernie długi tytuł, wiem, jednak nic na to nie poradzimy. 

Chociaż jestem singielką, to sytuacje wyśmiane przez Beatę (dla niewtajemniczonych: tak ma na imię Pani Bukowa) wydały się dziwnie znajome, albo mniej więcej w taki prześmiewczy sposób wyobrażam sobie życie z facetem. 
Na szczęście dla wyrównania pojawia się podział na "ONA" i "ON", dzięki czemu możemy odnieść się do jednej sytuacji z dwóch perspektyw, zrozumieć sposoby rozumowania swojej drugiej połówki. Skutki takiego spojrzenia mogą być różne - albo nabierzemy dystansu i zrozumienia albo dalej będzie nas strasznie irytować obrany schemat myślenia. Plus jest też taki, że pośmiać może się każdy. Babka z faceta i facet z babki.

poniedziałek, 3 czerwca 2019

Kraj, w którym czeszą kury

Mam na myśli oczywiście Turcję, gdzie Teşekkürler (czyt. mniej więcej czeszekurla) oznacza dziękuję/dzięki. Ta i inne ciekawostki dotyczące Republiki Tureckiej w dzisiejszym wpisie. Zapraszam!



Piramida żywienia

Zacznijmy od czegoś, co lubię najbardziej, czyli jedzenia. Istny raj, naprawdę. Tyle smaków i dań w jednym miejscu! Nigdy nie mogłam się zdecydować co zjeść, więc siłą rzeczy kończyłam z dwoma talerzami pełnymi różnych mieszanych dań i deserem. Co najlepsze - schudłam! 
Co mnie zdziwiło? Ilość rzeczy, które jedzą na słodko oraz kwaśne owoce. Jeśli już jakieś jadłam to albo w czekoladzie, albo bez niczego, ale wtedy wystarczył jeden na cały dzień. A co do słodkiego - było tego mnóstwo. Kawy z ekspresu i czekolady nie wymagały już słodzenia. Herbata z resztą też. Była słodka, ale zostawiała po sobie kwaśny posmak. Nie wiem ile rodzajów piłam, ale za każdym razem mogłam wziąć inną, tyle tego było.
Zapomniałabym o moim faworycie całego wyjazdu - ryżu! Przepyszny, szczególnie z kurkumą i warzywami. Nie wiem jak oni to gotują, ale robią to fenomenalnie. Gdyby mieli mnie tak karmić, to chętnie bym tam została na zawsze. Jednak wiadomo, kuchnia to nie wszystko.


Na co należy uważać? 

Zacznijmy od tego, co dzieje się na ulicach. Na zakupach należy unikać kontaktu wzrokowego (więcej za moment) i uwaga na porwania. Kiedy doszło do mnie, że naprawdę tam lecimy, byłam przerażona. Lęk przed tym, że ktoś mnie porwie, albo zrobi krzywdę był ogromny, choć nie wiem skąd się brał. Większość poznanych tam osób była naprawdę sympatyczna, ale należy być czujnym😉. Teraz wróćmy do tematu kontaktu wzrokowego. Jeśli idziecie na zakupy, zabierzcie ze sobą dobre okulary przeciwsłoneczne, weźcie je nawet wtedy, kiedy nie macie zamiaru nic kupować. Tureccy sprzedawcy tylko czekają aż twój wzrok powędruje w stronę ich produktów. Czasem wystarczy sekunda by zaczęli za Tobą krzyczeć, biec i machać, serio. Nie bierzcie tego do siebie i udawajcie że tych ludzi tam po prostu nie ma - tak uratujecie swoje zdrowie psychiczne.


Kraj kebeba jest kłamstwem?

Niektóry odwiedzają Turcję tylko po to, by spróbować prawdziwego, tureckiego kebaba. Wyobraźcie sobie, że turecki kebab z Turcji, a turecki kebab w Polsce, to zupełnie inne dania. W naszym kraju, gdy mówimy o kebabie to mamy na myśli mięso, surówkę i sos w bułce. Natomiast w Turcji jest to po prostu duszone mięso z gotowanymi warzywami. Oczywiście chcąc ratować swój biznes knajpki oferują także "naszego" kebsa. Jest to po prostu wersja turystyczna, nie mniej jednak smaczna.
Co mnie zdziwiło - do każdego zamówienia dają jogurt naturalny do picia i papryczki, które można sobie dołożyć wedle uznania. 


Środki transportu i idealni kierowcy...

piątek, 24 maja 2019

Upadki

Autorka : Anne Provoost
Wydawnictwo : EZOP
Liczba stron : 228
Data wydania : ok. 2006r.

"17-letni Lukas spędza wakacje na południu Francji w rodzinnym domu matki. Dramatyczne wydarzenia tego upalnego lata na zawsze odmienią jego życie. Chłopak odkryje mroczną tajemnicę swojego dziadka sięgającą czasów wojny i będzie musiał się z nią zmierzyć. Jednocześnie zwiedziony fałszywą przyjaźnią wplącze się w kłopoty i zapłaci za to bardzo wysoką cenę. Kiedy wreszcie odważy się zerwać znajomość, ofiarą zemsty stanie się jego dziewczyna, młoda Amerykanka, Caitlin."

   Zaintrygował mnie tytuł i okładka, niczym innym się nie sugerowałam. Książka nie posiadała opisu (znalazłam go dopiero w internecie), ale po przeczytaniu pierwszej strony poczułam palącą ciekawość. Nie obchodziła mnie ani skomplikowana budowa i długość zdań, ani dziwne imiona czy nazwy miejsc. Liczyło się tylko to, by rozwiązać zagadkę z przeszłości.
   Książka porusza takie tematy, o których niewiele chce się mówić. Kradzieże, Holocaust, wojna, śmierć, manipulacja, intryga, kłamstwo, ksenofobia, rasizm czy szowinizm - wszystkie te elementy znajdziemy w "Upadkach", należy być czujnym by zauważyć to wszystko, a nawet więcej. Po lekturze nie od razu wiedziałam o co w tym wszystkim chodzi i co tak naprawdę się stało. Potrzebowałam dłuższej chwili, żeby przemyśleć całą historię od początku do końca.

wtorek, 5 lutego 2019

Masz nową wiadomość

Autorka : Kelly Harte
Wydawnictwo : Axel Springer Polska
Liczba stron : 255
Data wydania : 2005

Bardzo przyjemna książka na rozluźnienie, leciutka i szybko się czyta. Z początku miałam pewne opory, by wrócić do czytania trywialnych romansideł lub czegoś podobnego, co niekoniecznie niesie za sobą jakiś przekaz. Jednak zbyt ciężki tydzień zmusił mnie, bym sięgnęła po coś takiego. Wyszło mi to na dobre, ponieważ mogłam zapomnieć o troskach dnia codziennego.
Autorka od pierwszych stron sygnalizuje, że ironia i humor będą na nas czekać w wielu miejscach. Wymyślna osobowość głównej bohaterki to doskonały przykład. Ironiczna, pewna siebie ryzykantka, która, w chwili gdy ją poznajemy, nie ogarnia swojego życia. Po prostu.
Już nie raz to przerabiałam, kobieta, która rozstaje się z facetem, traci pracę, wynajmuje mieszkanie, na które jej nie stać, no bo przecież nie ma pracy, ale ryzykuje, kto jej zabroni. Później, oczyma wyobraźni widziałam przystojnego mężczyznę, który zakochuje się w niej na zabój, a ona go odtrąca, ze względu na niegasnące uczucie do byłego. Ten, próbując ją zdobyć załatwia jej pracę i stara się pomóc swojej wybrance ogarnąć inne sfery rozwalonego życia.

Natomiast w tym wypadku zostałam zaskoczona. Joanna prawie samodzielnie (z małą pomocą, ale zwróćmy uwagę na to, że pomoc jest realna i wymaga wysiłku od niej samej, nie wszystko dostała za jedno spojrzenie) uporządkowała wszystko. Z jednym wyjątkiem - życiem miłosnym.
Nadal wzdycha do Dana, którego zostawiła bez słowa. Mężczyzna zachodzi w głowę, co mogło być przyczyną rozstania, ale odstawia to na dalszy plan z powodu nawału pracy nad nową książką.
Joanna znajduje jednak sposób, by odciągnąć swojego ex od komputera i ponownie pojawić się w jego życiu. Robi to, ponieważ żałuje swojego postępowania, a teraz jest już zbyt późno, by wrócić do sprawy. Kobieta wysyła mu maila, ale jako Sara - wymyślona na potrzebę sytuacji.
Co z tego wynikło? Tego niestety nie mogę Wam już zdradzić. I tak powiedziałam za dużo. Mogę jedynie zapewnić, że z każdą stroną wciągniecie i wyluzujecie się bardziej, a niecodzienne, zadziwiające sytuacje pojawiające się na każdym kroku sprawią, że nie raz się uśmiechniecie.
Tak jak już wspominałam, książka dobra, w sam raz na chwilę relaksu, jednak nie padłam z wrażenia 😉

Ocena 4/6

czwartek, 31 stycznia 2019

Najgorsza studniówka na świecie - Felieton

   Szczęście, ekscytacja, szaleństwo, strach, niepewność i niecierpliwość - wszystko na raz wzrastało we mnie z każdym dniem. Próby poloneza, znalezienie osoby towarzyszącej, wybór sukienki, butów, fryzura, makijaż i wszystko inne to po prostu wstęp do pięknej bajki.
   Wchodzę z gracją na czarnych szpilkach, wszystko wokół zamiera, a każda para oczu jest skierowana na mnie. Zmieniłam się i przez ten jeden wieczór nie jestem brzydkim kaczątkiem.
Moja cudowna sukienka szeleści z każdym krokiem zatańczonym do taktu. Kiedy mija moment oszołomienia rozglądam się wokół. Pięknie udekorowana sala, balony, kwiaty, światełka, piękna muzyka i świetnie wyglądający partner u boku...
  A potem się obudziłam. Wiedziałam, że mam zbyt wygórowane oczekiwania, ale nie byłam w stanie się tego pozbyć. Rozczarowanie wisiało nade mną niczym burzowa chmura, która strzeli mnie piorunem w najmniej odpowiednim momencie.
 Od rana miałam ścisk żołądka i poczucie totalnego rozbicia emocjonalnego. Nie pomogła kawa i naleśniki, ani herbata i czekolada.
  No cóż. Bywa.
O piętnastej byłam gotowa. Sukienka leży jak ulał, buty w porządku, fryzura waży dziesięć kilo przez lakier do włosów, a makijaż trzyma się równie dzielnie. Mamy jeszcze półtorej godziny, by dotrzeć na próbę. Teraz czekam na rodziców, studniówka jest dla nich ważnym wydarzeniem. Mimo czasowego zapasu dreptam w tę i z powrotem ze zdenerwowaniem. I tak jak przewidywałam, spóźniłam się. Chwilę, ale zawsze.  Zostawiam swoje rzeczy w szatni i biegnę na łeb, na szyję, byleby nie było większej kompromitacji, chociaż...Co za różnica? No, nie ważne. Zamiast cieszyć się tym, że super wyglądam i wszystko jest cudowne, potrzebuję chwili na oddech. Wzrokiem omiatam salę, znajduję swoją połówkę do poloneza i idziemy. Wszystkie dziewczyny wyglądają cudownie. Od kiedy na nie spojrzałam, moje uczucie cudowności wyparowało.
Jest mi ciepło i zimno w tym samym momencie, policzki płoną, a chęć ucieczki jest nie do odparcia.
Wszystko wydaje mi się brzydkie i wymuszone. Nie mam ochoty ani jeść, ani rozmawiać, a o tańcu już nie wspomnę. Kątem oka zauważam mojego partnera, który świetnie bawi się z nieznaną mi brunetką. Niech się bawi, tylko szkoda, że nawet się nie przywitał. Trudno. Byle do końca.


Kochani!
Moja studniówka już tuż tuż i mam nadzieję, że nie będzie wyglądać jak ta, którą tu sobie wymyśliłam. Ten tekst ma na celu uświadomienie (nie tylko mi), że czasem oczekujemy za dużo, i to na tyle, że rzeczywistość wprowadza Nas w stan wyciszenia, niechęci i niepohamowanego smutku. Studniówka to akurat temat "na topie", więc posłużył mi za przykład.
Pamiętajcie! Doceniajcie małe rzeczy, starania i chęci, nie miejcie wygórowanych oczekiwań, albo przynajmniej na tyle wysokich, że aż niemożliwych. Pozytywizm jest mile widziany, jednak jest pewna granica. Wszystko dla naszego zdrowia psychicznego :)

środa, 16 stycznia 2019

Swatamy swoich szefów - FILM


  • Premiera : 15 czerwca 2018
  • Reżyseria : Claire Scanlon
  • Trwa : 1 godz. 45 min.
  • Główne role : Zoey Deutch, Glen Powell, Lucy Liu, Taye Diggs
  • Gatunek : Komedia 


  Jedna z niewielu produkcji Netlix'a jaką udało mi się obejrzeć, na szczęście nie żałuję swojego czasu.
  Głównymi bohaterami są asystenci szefów pracujących na różnych piętrach tego samego budynku. Zarówno asystent jak i asystentka są zmęczeni swoją pracą. Nie mają życia prywatnego, a za swoich pracodawców załatwiają większość spraw, jak na przykład lunch, odebranie prania, zerwanie z żoną, czy wyrobienie dziesięciu tysięcy kroków na krokomierzu, żeby trener nie myślał, że nie ćwiczy w ciągu tygodnia.
  Asystenci pierwszy raz spotykają się w nocy pod firmą próbując załatwić kolację dla przełożonych. Nie pałają do siebie sympatią, a do tego się kłócą, co nie wpływa dobrze na nastrój i tak już sfrustrowanych pracowników.
Kilka dni później Harper - asystentka redaktor naczelnej wpada na pomysł zeswatania swojej szefowej z szefem Charliego. Czy to może się udać?

  Miałam ciężki dzień i chciałam jakoś poprawić sobie humor. Jakakolwiek aktywność fizyczna nie wchodziła w grę, gotowanie i inne czynności także. Nie chciałam się także zbyt mocno skupiać i zdecydowałam się na odmóżdżanie w formie filmu.
Komedia romantyczna to jest to, co lubię najbardziej. Nie spodziewam się za dużo i liczę na happy end. Ten film w dziewięćdziesięciu ośmiu procentach spełnił moje oczekiwania. Te dwa procenty to chęć, by film trwał chwilę dłużej, a nie kończył się tylko buziakiem. To był po prostu nóż w plecy, ale jakoś przeżyłam.


Fabuła, tak jak wcześniej wspomniałam, była do przewidzenia, ale nie o to chodzi w tych filmach. Nacieszyłam oczy, bo bohaterowie są niczego sobie, trochę się posmuciłam, pośmiałam i powzdychałam. Oczekiwane szczęśliwe zakończenie znacznie poprawiło mi humor i zmotywowało do pracy. Biorąc pod uwagę, że część akcji odbywa się w biurze lub pokazani są ludzie pracujący, to o motywację nie było tak trudno. Zebrałam się w sobie, otarłam łezki wzruszenia i po prostu
wróciłam do życia.

Ocena 5/6

piątek, 11 stycznia 2019

3 przypadłości książkomaniaka!

Dzisiaj troszeczkę prześmiewczo o wnętrzu miłośnika książek. Proszę nie brać niczego do siebie :)


Więcej, więcej i tylko więcej!

Zaczyna się niewinnie. Jedna książka, potem druga, trzecią dostajesz w prezencie, ale cóż to? To pierwszy tom! TRZEBA dokupić resztę i...Leci. Portfel płacze, półki płaczą, a wy tak przy okazji. Powód? Albo nie ma miejsca na książki (dla książkoholika nie istnieje coś takiego jak za mało miejsca, bądźmy świadomi. Chociaż czasem coś zauważą, najczęściej to miejsce na nowy regał, ale są wyjątki), albo nie ma odpowiednich finansów, albo trzeba ograniczyć zakupy, a nie wiesz na co się zdecydować. Powodów może być o wiele więcej, ale przedstawione trzy są najczęstsze. 
Książkoholicy już tak mają, że kochają kupowanie/ wąchanie/ patrzenie/ dotykanie stron/ przekładanie z półki na półkę - oczywiście w kontekście książek.


Bezsensowne zakupy - książki do wypełniania!

Trwa to mniej więcej tyle ile postanowienia noworoczne - jedni mają postanowienia na nowy rok i im to wychodzi, drudzy także je mają, ale z wykonaniem już gorzej. Są jeszcze tacy, którzy nie mają ich w ogóle i żyją szczęśliwie bardziej lub mniej. 
Jeśli chodzi o systematyczność i pilnowanie czegoś, to raczej należę do tych drugich. Wydruki typu "Zniszcz ten dziennik", "Strona po stronie", "Twoja własna książka" to nie moja bajka i dosyć mocno się o tym przekonałam. 
  Kiedy dochodziło do zakupu, po przyjściu do domu od razu zabierałam się za przeglądanie, ozdabianie pierwszych kilku stron i wypełnianie wyznaczonych zadań. Po kilku dniach już nie starałam się tak bardzo jak na początku, a po okresie dwóch tygodni książka walała się po pokoju, przekładana z kąta w kąt. Przypominałam sobie o niej po kilku miesiącach, dwa dni sumienności i znowu. To się wlecze latami, ale nie wyrzucę! Bo jak to tak? Nieuzupełnione? Przecież tyle pieniędzy na to wydałam! 
Wiąże się to z sentymentalizmem i przywiązaniem do rzeczy, szczególnie jeśli jest to książka, a Ty jesteś książkoholikiem. Do tego dochodzi jeszcze fakt, że przecież nie może się zmarnować. Argument nie do przebicia. Staraj się podejmować rozsądne decyzje : jeśli już wiesz, że "uzupełniacze" nie są dla Ciebie, to po prostu w to nie inwestuj.


Niepowstrzymana chęć posiadania - tylko brak pieniędzy jest w stanie zatrzymać realizację!

Mnóstwo, naprawdę mnóstwo osób w pewnym momencie znajomości mówi : "Po co Ci więcej książek?". W jednej sekundzie serce zamiera. Po pierwsze : nie ma czegoś takiego jak za dużo książek, co już ustaliliśmy. Po drugie, jeśli ktoś to lubi, i widzi w tym sens, to czemu nie? 
Czasem w głowie odzywa się taki cichy głosik : kup, nowe, przeczytaj, masz na półce już pierwszy tom! I takie tam. Jeśli nie masz pieniędzy, okej. Fizycznie nie dasz rady spełnić wewnętrznych zachcianek. Problem pojawia się wtedy, kiedy pieniądze masz. Zastanawiasz się, wziąć jedną, czy dwie? A może trzy? A jak tylko dwie, to które? Ojj, czasem naprawdę jest ciężko...


Nie załamujmy się jednak, czytanie jest super, biblioteczki są super, a dom bez książek, to dom bez duszy ♡ Należy czytać z wielu powodów, ale o tym już kiedy indziej ☺️

PS.Jaką przypadłość książkoholików dodali byście do tej listy? 

niedziela, 6 stycznia 2019

Wysłuchaj mnie, proszę...

Autor : Paweł Cwynar
Wydawnictwo : Poligraf
Liczba stron : 310
Data wydania : 20 grudnia 2016

"Główny bohater, Szymon, wywodzi się ze skromnej rodziny. Po tragicznej śmierci rodziców jego wychowaniem zajęła się babcia, która od dziecka wpajała chłopcu zasady wynikające z tradycji katolickiej. Żaneta zaś jest niewierząca, wyzwolona, ładna, młoda, pochodzi z bogatej, aczkolwiek rozbitej rodziny, prowadzi atrakcyjne życie celebrytki, które roztacza przed nią wizję sławy. U Żanety jako pierwszej zdiagnozowano nowotwór. Przygnieciona tą świadomością, wizją śmierci lub trwałego okaleczenia, załamuje się. W tym czasie Szymon stara się ją wspierać jak tylko potrafi. Chłopak – mimo że jest mądry, rozważny – dowiedziawszy się przypadkowo o myślach samobójczych swojej ukochanej, wpada na radykalny pomysł.
Ponieważ leży jeszcze na rozpoznaniu, jego losy nie są przesądzone. Prosi Boga o to, by ciężką chorobą obarczył jego samego, pozwalając wrócić do zdrowia Żanecie. Czy Bóg wysłucha rozpaczliwej prośby Szymona? Czy w ogóle była ona uzasadniona? Czy Żaneta wyzdrowieje kosztem Szymona? Czy ich miłość przetrwa?

Powieść została oparta na autentycznych wydarzeniach."

  Kiedy zobaczyłam Pana Pawła, na pierwszy rzut oka stwierdziłam, że książka będzie jak większość innych i niewiele się po niej spodziewałam. Długo zbierałam się, żeby ją przeczytać, bo aż od końca września zeszłego roku. Teraz postanowiłam sobie, że po prostu muszę to zrobić i już. Uparłam się, a wcześniejsza niechęć poszła w zapomnienie.
  Nawet nie jesteście w stanie sobie wyobrazić jaki przeżyłam szok. Lekkość z jaką przychodziła mi lektura, była oszałamiająca. Wciągnęłam się mniej więcej po pięćdziesiątej stronie i nie mogłam się oderwać. Kolejną rzeczą, która mnie zaskoczyła, to sposób w jaki autor opisał tak trudną sytuację. Prawie cała akcja odbywa się w szpitalu, na oddziale onkologicznym. W powietrzu unosi się zapach niepewności, cierpienia i nadziei. Sprawa została przedstawiona w taki sposób, że w niektórych sekundach zapomniałam o szpitalu. Było to po prostu miejsce i nic więcej, jednak nie dawało o sobie zapomnieć na dłuższą chwilę. Szymon - główny bohater - próbuje zrozumieć sytuacje, w których stawia go Bóg, akceptuje swój los i zdaje się na stwórcę, co powoduje lawinę sytuacji. Jedna modlitwa odmieniła wszystko.


  Historia zdarzyła się naprawdę, mogła być jedną z kilku, dziać się obok nas i w trakcie czytania odnosiłam właśnie takie wrażenie. Uczucie bliskości owładnęło mnie kompletnie. Nie wiedziałam co się dzieje wkoło, co się dzieje ze mną. Żyłam w jakimś bezczasie, ciągle tracąc myśli, a po chwili nie wiedząc nawet nad czym myślałam.
  Ten czas był okresem próbnych matur i czułam ogromną pomoc dzięki wnioskom wyniesionym z książki. Poruszyła we mnie wszystkie czułe punkty, otworzyła oczy, zobaczyłam Boga na nowy sposób. Nie boję się do tego przyznać, przez ostatnie miesiące przechodziłam kryzys wiary, a dzięki przekazowi jaki otrzymałam, wiara we mnie odżyła. Czuję się oczyszczona jako czytelnik, człowiek i katoliczka. Jednak nie oznacza to, że powieść jest kierowana tylko do osób wierzących. Odejmując (chociaż istotny) wątek wiary, jest to wciągająca i poruszająca historia o tym co jest naprawdę ważne.

Ocena : 6/6

wtorek, 1 stycznia 2019

Wyzwanie czytelnicze 2019!

Kochani, witam w 2019 roku. Dożyliśmy! Teraz może być już tylko lepiej i tego się trzymajmy 🎔

W 2018 nie udało mi się przeczytać 52 książek, chociaż naliczałam też lektury. W 2019 będę próbowała, ale na innych zasadach. Jeśli wyjdą 52 pozycje, to będę się cieszyć, jeśli nie, zaakceptuję to.

Teraz zdecydowałam się również utworzyć własne wyzwanie na przyszły rok, obejmujący jedną książkę miesięcznie, chociaż wiadomo, że wiele wpadnie i tak, a może pójdzie szybciej. Kto wie :P

Na planszę wpadłam grając w grę państwa miasta, więc będzie ciekawie. Liczę na to, że uda mi się znaleźć wszystkie niezbędne tytuły.



Oprócz tego poszperałam troszkę w internecie i znalazłam inne wyzwania, jakich możecie się podjąć w nowym roku.

1) Przeczytaj tyle ile masz wzrostu (w centymetrach)

2) Wielkobukowe wyzwanie z 2018 lub wcześniejsze (nie znalazłam tegorocznego, ale jak natrafię to dokleję)


3) Książki w wersji polskiej i obcojęzycznej

4) Klasycznie - 52 książki (lub każda inna liczba nie mająca konkretniejszych wymogów)


5) Sprzątanie biblioteczki - wszystkie nieprzeczytane książki z poprzednich lat znajdujące się na naszej półce.


6) Wybrany motyw na dany miesiąc

Z czymś takim spotkałam się dopiero na booktubie u Karoliny @comebook. Uważam, że to naprawdę świetny sposób, by trafić na coś wyjątkowego, czego się nie spodziewamy. Być może przekonamy się do jakiegoś gatunku, który wcześniej omijaliśmy szerokim łukiem?