Translate

Szukaj

Współpraca?

Kontakt : mal.gorna0@gmail.com

piątek, 21 grudnia 2018

Co obejrzeć zamiast Kevina? - blogmas 2018

  Wiadomo, że Kevin sam w domu lub Kevin sam w Nowym Jorku to dla niektórych stały element świąt powtarzający się co roku. Jednak...Co obejrzeć kiedy mamy już dość, a nadal chcemy czuć tą atmosferę świątecznego filmu?

Oto moja lista ratunkowa :

► Fred Claus - Brat Świętego Mikołaja (2007)

Fred Claus, zgorzkniały starszy brat Świętego Mikołaja, jest zmuszony przenieść się na Biegun Północny, by mu pomóc. Nie do końca jednak radzi sobie z powierzonym zadaniem, z czego wynika mnóstwo zabawnych sytuacji, ale i problemów...



► Jack Frost (1998)

Słynny muzyk w drodze na koncert uświadamia sobie, że nie tak chce spędzić wigilię. Ginie w wypadku samochodowym, kiedy razem z zespołem zawraca z trasy, by spędzić święta z rodziną. Rok po śmierci wraca do swojego syna jako...Śniegowy bałwan!


► Strażnicy marzeń (2012)

Bohaterowie z baśni dla dzieci, m.in. Święty Mikołaj, Królik Wielkanocny i Jack Mróz, łączą siły, aby przezwyciężyć Króla Ciemności imieniem Mrok, nim sprowadzi on na świat wieczną ciemność. Problem w tym, że nie potrafią się dogadać, co Mrok postanawia wykorzystać. Czy dobro przezwycięży zło?



► Świąteczna historia (2002)

Święta Bożego Narodzenia to magiczny okres roku, który znacząco może wypłynąć i zmienić nasze życie. Przekonał się o tym Robert Layton , który dla sukcesów finansowych zaniedbał swoją rodzinę. Pochłonięty pracą w ostatniej chwili przypomina sobie o świątecznych prezentach. W poszukiwaniu niespodzianek Rob spotyka ośmioletniego Nathana. Chłopczyk również szuka prezentu dla ukochanej mamy. Ma być to wyjątkowy prezent. Spotkanie to jest dla Roba niezwykłą lekcją o życiu i miłości. Nie pozostanie obojętny wobec wydarzeń, które wydarzą się w ten przedświąteczny wieczór.



► Wesołych Świąt (2006)

Dla mieszkającego w małym amerykańskim miasteczku okulisty Steve'a Fincha Święta Bożego Narodzenia to najważniejszy okres w roku. Plany Steve'a stają pod znakiem zapytania, kiedy do domu obok wprowadza się arogancki sprzedawca samochodów Buddy Hall. Mężczyzna próbuję odebrać Steve'owi tytuł miejscowego "Króla Świąt" i zamierza udekorować swój nowy dom lampkami tak, by był widoczny z kosmosu!  Czy panowie doprowadzą do zawieszenia broni, zanim doprowadzą się do ruiny, czy też będą walczyć aż do ostatecznego zwycięstwa?


Miłego oglądania ♡


piątek, 14 grudnia 2018

Książki na zimowe ( i świąteczne) wieczory! - blogmas 2018

Oczywiście jest to mój własny ranking, ale będę bardzo szczęśliwa, jeśli spodoba się komuś jeszcze ♡
Niektórzy wolą kryminały mrożące krew w żyłach, inni obyczajówki niewiele odbiegające od szarej rzeczywistości, a jeszcze inni sięgają po wymagające skupienia science fictcion, historykę czy poradniki. Ja wolę spędzić ten czas z rozpuszczającymi serduszko historiami ze szczęśliwym zakończeniem. 

Bez zbędnego przedłużania, zapraszam do czytania! 



1) Podaruj mi miłość - Kelly LinkHolly BlackGayle FormanDavid LevithanAlly CarterKiersten WhiteMyra McEntireStephanie PerkinsLaini TaylorJenny HanRainbow RowellMatt de la Peña
"Znana piosenkarka udaje kogoś innego, by uciec przed sławą. 
Skazany na prace społeczne młodociany przestępca musi wziąć udział w przygotowaniach do jasełek i zakochuje się w najbardziej nieodpowiedniej dla niego osobie.
Dziewczyna adoptowana przez Świętego Mikołaja zastanawia się, czy dla miłości jest gotowa opuścić krainę elfów… 
Nieważne, skąd pochodzisz, czy jesteś elfem czy zagubionym w świecie dorosłych nastolatkiem – uwierz w magię świąt! A jeśli nie uwierzysz – czy to oznacza, że ona nie istnieje? Przecież wszyscy pragniemy tego samego: by ktoś podarował nam miłość."




Tak bardzo pokochałam 12 opowiadań tak bardzo, że stały się one moją grudniową tradycją. Wywołują cudowne emocje, ciepłe, z głębi i pozwalają jeszcze bardziej cieszyć się ze świąt, mimo panującego hałasu, zgiełku czy natłoku zadań.

Idealny zestaw : książka + kocyk + coś ciepłego do picia



2) Friendzone - Sandra Nowaczyk 

"Tatum i Griffin przyjaźnili się prawie od kołyski. Byli dla siebie jak brat i siostra. Tak zawsze było i tak już miało pozostać.
Jeden taniec na balu maskowym zmienił wszystko.
Teraz oboje są pełni sprzecznych emocji. Czy będą chcieli za wszelką cenę pozostać przyjaciółmi? Przecież to ona zawsze miała być najważniejsza. Kiedyś sobie to obiecali. I do tego oboje mają partnerów. A co, jeśli tylko jedno z nich będzie chciało… no właśnie, czego?
Gdy do głosu dochodzą uczucia, czasami wszystko zdaje się rozpadać… i kiedy nie masz na kim się oprzeć, czujesz, że spadasz i że już nigdy się nie podniesiesz."


Nie wiem dlaczego, ale Friendzone kojarzy mi się z choinką, lampkami świątecznymi i sylwestrem. Jeśli poczujecie ten klimat, to nie potrzeba nic więcej! Lektura w sam raz na odpoczynek po wigilijnym szale, tylko muszę Was ostrzec - mimo 408 stron, kończy się bardzo szybko (bo wciąga)!

Idealny zestaw : książka + wygodny fotel + lampki w pobliżu


3) Pudełko z marzeniami - Magdaleny Witkiewicz 

"Zdradzony przez narzeczoną i oszukany przez wspólnika trzydziestoletni Michał marzy o tym, aby zacząć nowe życie. Kiedy dowiaduje się, że podczas II wojny światowej jego rodzina ukryła w małym miasteczku na północy Polski skarb, wyrusza na jego poszukiwanie. Sęk w tym, że teraz w tym miejscu stoi restauracja. Prowadzi ją rówieśniczka Michała, Malwina. Ma ona problem ze swoim ukochanym, który "odszedł w siną dal", i babcią, która po powrocie z wieloletniego pobytu we Francji koniecznie chciałaby serwować w jej restauracji żabie udka i ślimaki. 
Michał postanawia zaprzyjaźnić się z Malwiną, zdobyć jej zaufanie, a potem w tajemnicy przed nią odzyskać swój spadek. Niestety gdy w sprawę wmieszają się dwie wścibskie staruszki, dwójka dzieci i tajemniczy święty Eskpedyt, nic nie pójdzie zgodnie z jego planem."

Komedia romantyczna, tylko że na papierze! Może troszkę mniej zabawna i trzeba użyć wyobraźni, ale warto.  Czyta się szybciutko, leciutko i przyjemnie. Po prostu cudowna historia o tym, jak piękne jest spełnianie marzeń. Najważniejsze to najpierw je mieć, później z pomocą Ekspedyta, lub bez można działać.  Na rozluźnienie, rozmarzenie, odpoczynek, dla motywacji. 

Idealny zestaw : książka +  pudełko czekoladek + cichy wieczór


4) Fangirl - Rainbow Rowell
"Wren i Cath to siostry bliźniaczki „podobne” do siebie jak ogień i woda. Wren chce w życiu spróbować wszystkiego. Lubi imprezować, randkować i poznawać nowych ludzi. Cath woli siedzieć w ich wspólnym pokoju i pisać fanfiction do książki, która zawładnęła całym jej światem. Jest fanką nastoletniego czarodzieja Simona Snowa. Wróć! Jest Prawdziwą Fanką, która… ma swoich własnych fanów, bo pisze fanfiki o Simonie.
Mimo że tak różne, dziewczyny są nierozłączne. 
Gdy bliźniaczki rozpoczynają naukę w college’u, ich drogi się rozchodzą – Wren nie chce już mieszkać z siostrą. Cath musi opuścić swój bezpieczny świat i stawić czoła rzeczywistości. Na swojej drodze spotyka Reagan (Cath prędzej dogadałaby się z Marsjaninem niż z nią) i wiecznie uśmiechniętego Levi’ego (czy on kiedyś zrozumie, co to jest przestrzeń osobista?) oraz panią profesor od kreatywnego pisania (która wszelkie fanfiki uważa za plagiaty).
„Fangirl” to opowieść o przyjaźni wbrew różnicom i o trudnej sztuce dojrzewania. To historia o ludziach, którzy kochają książki tak bardzo, że stają się one ich całym światem."

Jest to młodzieżówka zahaczająca o książkoholizm i fanfiction, ale nie tylko. W sam raz dla wszystkich moli książkowych i młodzieży. Inni oczywiście też mogą sięgnąć, zachęcam jak najbardziej! 
Niby niepozorna historia, a może otworzyć oczy...Tylko na co? Tego dowiecie się z treści!

5) Błękitny zamek - Lucy Maud Montgomery

"Joanna Striling ma ciężki los. W wieku dwudziestu dziewięciu lat ciągle mieszka z matką i ciotką, które traktują ją jak dziecko. Reszta krewnych dokucza jej z powodu staropanieństwa. Przed szarą rzeczywistością dziewczyna ucieka w świat fantazji – tam, w Błękitnym Zamku, adorują ją najprzystojniejsi rycerze. 
Kiedy Joanna otrzymuje list o krytycznym stanie swojego zdrowia, postanawia zwalczyć nieśmiałość i zacząć żyć pełnią życia. Czy uda jej się usamodzielnić? Czy przeżyje szaloną przygodę rodem z powieści jej ulubionego autora? I czy odnajdzie miłość?"

Następna książkowa tradycja. Kiedy byłam młodsza, zawsze marzyłam że przeżyję zakochanie i miłość podobną do Błękitnego zamku. Zawsze kiedy o tym myślę mam przed oczyma ośnieżony ogród i zakochaną kobietę wyglądającą z okna, dlatego też uważam, że zima to odpowiedni czas na właśnie taką lekturkę. Po za tym to Lucy Maud Monthomery, czy muszę mówić coś więcej?

A po jaki gatunek Wy sięgacie najchętniej? I jak przedstawia się wasza top 5? 𝨿

czwartek, 6 grudnia 2018

Mam prawie 19 lat, a nadal piszę listy do Mikołaja? - blogmas 2018

Jak sam tytuł wskazuje - nadal piszę listy do Mikołaja. Część z Was może uznać to za dziecinne, nieracjonalne, głupie, a może nawet zabawne. Jednak mimo mnóstwa argumentów przemawiających za rezygnacją z czegoś tak banalnego, uwielbiam to robić. Jest jednak kilka racjonalnych lub śmiesznych powodów.

Zacznijmy od tego, że kilka lat temu dostałam dosyć...Nietrafiony prezent. Okej, przyznaję, to była moja wina. Rodzice upominali, żebym jednak napisała TEN LIST. Jednak ja tylko wzruszyłam ramionami i pod choinkę dostałam to, czego naprawdę się nie spodziewałam. Nie, nie był to węgiel, ani rózga, ale mogę Wam powiedzieć, że nie było to także spełnienie marzeń. Od tamtej pory robię to za każdym razem. Tak dla świętego spokoju.
Przy okazji czuję się jak bym miała siedem lat. Wiecie, kolorowe kartki, kredki, brokat i takie tam. Mój talent artystyczny jest bliski zeru, więc daję się ośmieszyć tylko raz w roku. To też nie jest tak, że się nie staram, bo wkładam w to całe serce. Nie chcę, żeby Mikołaj pomyślał, że go olewam albo że mi nie zależy.
Kolejnym powodem jest po prostu wczucie się w klimat świąt. Zwykle próbuję poczuć "to coś" ponownie, jednak w tym roku jest inaczej - wspominałam o tym w poprzednim poście - i chcę odczuć to w ogóle. W pogotowiu jest oczywiście świąteczna playlista zarówno muzyczna, jak i filmowa. Do tego jeszcze pierniczki (które mają być na święta, ale znikają o wiele szybciej) i mandarynki. O mamo, aż się podekscytowałam!


Jak widzicie, jest kilka korzyści z dziecinnego podejścia do życia. Dostaniecie bardziej trafione, niż nietrafione prezenty, obudzicie w sobie dziecko i poczujecie klimacik. Fajnie, nie?
I oczywiście pytanie do wszystkich : piszecie jeszcze listy?

sobota, 1 grudnia 2018

Christmas Alert - blogmas 2018

Witam w grudniu!

Pewnie niektórzy mają już dość na samą myśl o świętach, bo po prostu za nimi nie przepadają. Z różnych różniastych powodów, ale cóż, nie da się zadowolić wszystkich.
Wyjątkowo w tym roku nie mam zbyt wielu powodów do narzekań. Naprawdę. 
Nie naoglądałam się zbyt wielu świątecznych reklam (może dlatego, że prawie w ogóle nie oglądam telewizji), po sklepach też nie chodziłam zbyt dużo, a przynajmniej nie na tyle, żeby świąteczne melodyjki zaczęły mnie wkurzać. Świąteczne wystawy również nie były ani powodem do zaskoczenia, ani do złości. W momencie, kiedy zaczęłam je zauważać była druga połowa listopada, więc ogólnie rzecz biorąc później niż zwykle, a całkiem blisko grudnia.
Teraz pojawia się pytanie : Czy zmieniło się wszystko wkoło, czy to moja wina?
Niby nie powinnam szukać winnego, a się cieszyć, ale chyba tak nie umiem. Jeśli coś się zmieniło, trzeba to przeanalizować. 

Czas płynie za szybko 

Jak byłam mała, to wolnego było w cholerę. Miałam czas na spanie, jedzenie, czytanie, granie, spacery, oglądanie bajek i jeszcze na leniwe nic nie robienie. W podstawówce nie miałam czasu tylko na spanie. W gimnazjum był czas na czytanie, granie i jedzenie. Natomiast w liceum, obecnym okresie mojego życia, nie mam czasu nawet na oddychanie! Dobra, może mam, ale nie robię tego spokojnie. Zawsze jest coś co trzeba zrobić, czego trzeba się nauczyć, napisać, przepisać, przygotować. 
W praktyce wygląda to mniej więcej tak :
źródło: e-picfun.pl

Przy czym zamiast oglądania serialu można wstawić jakąkolwiek czynność, która nie jest obowiązkiem.

Tym samym, będąc zawalonym rozmaitymi zajęciami i zadaniami trudno jest zauważać zmieniającą się wokół rzeczywistość, skoro skupia się tylko na tym co ma się do zrobienia. 

Wybiórcze przyswajanie informacji, czy podświadoma ignorancja?

W dzisiejszym świece wszyscy bombardują nas informacjami. Gazety, telewizja, internet, szkoła, praca i tak dalej i tak dalej. Reklamy na przykład są tak skonstruowane, żeby przekazać nam jak najwięcej niezbędnych (słowo kluczowe) informacji w jak najkrótszym czasie tak, żeby zapadły nam głęboko w pamięć. Jednym z przykładów może być reklama sieci LIDL. "Jak sobota too tylko do lidla, do lidla..." - przyznajcie się, ilu z Was to zanuciło?
Być może przestałam zauważać zwiastuny świąt dlatego, że mój mózg nie jest w stanie przyswoić kolejnych bodźców? Może po prostu przestało mnie to obchodzić i niech jest jak jest? Mam tylko nadzieję, że to nie jest objaw jakiejś ogólnej znieczulicy na środowisko, bo to już by było przykre. 


A jak WY odczuwacie upływ czasu i nadchodzący, bądź będący już świąteczny szum? 

niedziela, 4 listopada 2018

Zamilcz, albo cierp.

- Witam na kolejnym spotkaniu Anonimowych Hejterów...
- Psze pana? To chyba nie ta grupa - odezwała się jedna z uczestniczek.
- Który dzisiaj? - zapytał terapeuta i spojrzał na nas za grubych szkieł.
- Czwarty, środa.
- No tak. To w takim razie witam na spotkaniu Anonimowych Obrońców Prawdy. Kto chce się dzisiaj wypowiedzieć?
Nieśmiało podniosłam rękę przyciągając spojrzenie całej grupy. Profesor szkiełko,bo tak go przezwałam skinął głową i zachęcił do anonimowych wyznań.
- Mam na imię Helena, mam czterdzieści lat i jestem z dziury zabitej dechami. W sensie z wioski. Niedawno poszliśmy o krok do przodu i mamy dostęp do internetu. Dzieci pokazały mi tego całego fejsbuka, instagrama i inne takie. Zachęcona ładnym wyglądem i możliwościami założyłam sobie konto na jednym z tych portali, no i poklikałam to tu, to tam - starałam się brzmieć jak ktoś, kto ma pojęcie o czym mówi, jednak czułam się jak ostatnia kretynka - Zauważyłam na jednej z grup pytanie młodej mamy odnośnie jakiejś wysypki swojego dziecka. Żal mi się jej zrobiło, no bo ma problem i nie wie jak sobie z nim poradzić i szuka pomocy. Napisałam...Ten, no...
- Komentarz? - podpowiedział ktoś.
- Tak, właśnie, komentarz. Wyraziłam swoją opinię i zaleciłam wizytę u lekarza. Cieszyłam się, że mogłam jakoś pomóc, a inni...Oni...To było straszne - mówiłam łamiącym głosem.
- Co było dalej?
- Zostałam zwyzywana, oskarżona o kłamstwo, przypisana do grupy głupich szczepionkowców...Nie wiedziałam, że w ludziach jest tyle zła, nienawiści i chamstwa - dokończyłam i zawiesiłam głowę. Opowiedzenie tej krótkiej historii było dla mnie niemalże wyczynem.

***

Ze zjawiskiem hejtu spotykamy się prawie na każdym kroku. Z każdym kolejnym razem jest on dotkliwszy, brutalniejszy i często bezpodstawny. W internecie kłócimy się o wygląd, poglądy (nie tylko polityczne) i za wszelką cenę chcemy, by to nasze zdanie przeważało nad innymi. Możesz komuś cytować fragmenty rozporządzeń, ustaw, a nawet Pismo Święte - to i tak nic nie da. Wiedzą najlepiej i koniec kropka. A jak popełnisz błąd ortograficzny to koniec. Zjedzą Cię.

Zastanawiam się czasem skąd w ludziach ta obojętność i znieczulica. Może stąd, że każdy dla każdego jest wilkiem i tylko czeka komu się noga powinie? Tak to ma wyglądać? Mamy nie okazywać emocji, chowa się po kątach, nie wychylać się i milczeć, tylko dlatego, że komuś nie odpowiada nasze zdanie?

NIE! 


Skończmy z tym, bo to naprawdę nieprzyjemne. O wiele lepiej dla Nas, żebyśmy byli dla siebie wsparciem, dzięki temu wszystko stanie się prostsze, a ludzie przestaną się bać być sobą.
To jak?

środa, 24 października 2018

5 filmów, których zakończenia się nie spodziewasz!

Jeśli jesteście wielkimi fanami kina, to na pewno znacie przynajmniej część filmów. Mam nadzieję, a nawet jestem pewna, że znajdzie się chociaż jedna osoba, która nie widziała chociaż jednej pozycji z listy. Mimo że każda z produkcji ma swoje lata, to uważam, że są naprawdę dobre. Po za tym realizacje z późniejszych lat nie zaskakują Nas aż tak bardzo, jesteśmy po prostu bardziej wyczuleni.

1) 6 zmysł (1999 r) - Thriller

Psycholog dziecięcy pomaga małemu chłopcu poradzić sobie z pewnym problemem. 8-letni Cole widzi zmarłych, co przysparza mu niemało strachu. Mężczyzna stara się przekonać chłopca, że posiada on cenny dar, który może pomóc błąkającym się duszom. Prawda jaką odkrywa psycholog jest szokująca.
Film idealny na jesienny wieczór z leciutkim dreszczykiem, zaleca się oglądanie w dobranym towarzystwie.


2) Pod słońcem Toskanii (2003 r) - Obyczajowy

Frances ma ciężki okres w życiu. Po rozwodzie z mężem jej przyjaciółki fundują jej wycieczkę do Toskanii - jednego z regionów Włoch. Amerykanka oczarowana miejscem podejmuje nagłą decyzję i kupuje tam dom. Z pomocą polskiej ekipy budowlanej przywraca mu dawną świetność i zaczyna życie od nowa. Być może macie przed oczami banalny i przewidywalny scenariusz, ale zakończenie może Was zaskoczyć!
Tą produkcję najlepiej obejrzeć z przyjaciółkami, wpasowuje się ona w klimat babskiego wieczoru.


3) Osada (2004) - Thriller

Wioska z XVIII wieku, otoczona bezkresnym lasem. Wszyscy wiodą zgodne i spokojne życie, oczywiście do czasu...W osadzie z niewiadomych przyczyn boją się koloru czerwonego, a obowiązujący zakaz wychodzenia do lasu tylko potęguje strach. Któregoś razu jeden z mieszkańców łamie tą zasadę i przynosi z boru czerwone owoce. Mieszkańcy obawiają się najścia mieszkających tam zwierząt-bestii. W międzyczasie w podróż za osadę zostaje wysłana niewidoma dziewczyna, pytanie tylko...Czy przeżyje i podzieli się z rodziną największą tajemnicą pokoleń?
Kolejna pozycja z dreszczykiem, na szczęście bez przesady. W sam raz na koniec nudnego dnia, film powinien dostarczyć odpowiednio brakujących emocji.


4) Wydalony (2014) - Komedia

Tutaj mamy historię chłopaka, który został wydalony z liceum. Oczywiście nastolatek, z pomocą przyjaciół próbuje jak najdłużej ukryć zaistniały fakt. Pomysłowość i pewność siebie to tylko dwie z kilku ciekawych zalet Felixa. Zastanawiacie się, w którym momencie wszystko weźmie w łeb i chłopak się przyzna? Tutaj Was zaskoczę...Sami musicie to zobaczyć!
Komedia dla młodzieży idealna na poprawę humoru po koszmarnym poniedziałku na przykład. Będziecie się dobrze bawić zarówno w paczce, jak i w pojedynkę.


5) Historia Roja (2016) - Wojenny

Rok 1945. Mieczysław "Rój" Dziemieszkiewicz staje w obronie ojczyzny.Jak się domyślacie jest to film wojenny, więc nie polecam go osobom, które nie lubią takiej tematyki, lub wiedzą, że oglądanie wojaczki nie kończy się dla nich dobrze. Za to polecam wszystkim innym, tym bardziej, lub mniej ciekawym. Szczerze mówiąc spodziewałam się po tym filmie wiele, ale nie tego, jak się skończy.



Które z tych filmów zamierzacie obejrzeć? Podzielcie się!

wtorek, 2 października 2018

Nie czytaj lektur, tylko tracisz czas!

To nie jest clickbait. Wiem, że nikt nie spodziewał się czegoś takiego w tym miejscu, ale trochę nad tym myślałam.

  Jestem typową humanistką. W ciągu całego życia nie przeczytałam tylko jednej lektury. Uwielbiam Mickiewicza, Prusa, Staffa, wkurzam się, kiedy ktoś obraża Pana Tadeusza bądź Lalkę, nie cierpię Słowackiego i z grzeczności toleruję wytwórstwa Sienkiewicza.
  Spędziłam mnóstwo czasu na czytaniu nie tylko tego co fajne, łatwe, przyjemne i nieobowiązkowe. To pochłaniałam w ciągu kilku godzin. Natomiast ze szkolnymi wymogami nie było już tak łatwo, jak można się domyślić. Zdarzają się książki ciekawe, wciągające i z niespodziewaną mądrością, ale zdarzają się gnioty, po prostu. Denne, nudne, okropne i często cholernie długie. Dlatego mówię Wam, olejcie to! 

Jeśli czytacie książkę i nic do Was nie dociera, chociaż czytacie stronę już dziewiąty raz, to zastanówcie się, czy warto tracić czas. Co Wam z tego, że będziecie mogli powiedzieć "przeczytałem/am Trylogię", skoro nie będziecie w stanie powiedzieć na jej temat nic więcej? Nie chodzi mi teraz o to, żeby w ogóle nie czytać lektur! Poniżej w kilku punktach wyjaśnię, na jakiej zasadzie można zrezygnować z książki* 

*są to tylko moje ciche sugestie, nie traktujcie tego w 100% poważnie.

WAŻNE : Jeśli lektura jest z gwiazdką, to przykro mi, ale musisz ją przeczytać dla własnego dobra. Bądź dzielny/a!

Możesz to zrobić, jeśli...
- nie ma gwiazdki, 
- spróbujesz przeczytać przynajmniej dwa/ trzy rozdziały i Ci nie podejdzie, 
- tematyka ci nie odpowiada, ale ogólnie wiesz na czym polega problematyka,
- przeczytasz szczegółowe streszczenie (albo nawet kilka różnych)
- będziesz w stanie przywołać kilka argumentów na podstawie książki i swojej wiedzy,
- jesteś osobą inteligentną i czytasz inne książki, bądź rozwijasz się kulturowo. 

Nie odpuszczam natomiast leniwcom, którym po prostu się nie chce, bo nie. Bo wolą pospać, grać, wyjść gdzieś, zamiast spróbować. 
W tym roku totalnie przestałam czytać "swoje" książki na rzecz lektur. Matura zbliża się wielkimi krokami, okej, ale nie dam sobie zniszczyć duszy książkoholika. Warto nauczyć się oceniać, co jest warte naszego wysiłku i pracy, a co nie, bo można się wykończyć. 
Nie chcę całe życie robić czegoś "bo tak trzeba/ wypada". Chcę po prostu żyć, czuć, być i działać.


wtorek, 25 września 2018

Wielki Ogarnicz Życia, czyli jak być szczęśliwym nie robiąc niczego


 Autorka : Pani Bukowa
Wydawnictwo : Flow books
Liczba stron : 304
Data wydania : 2 października 2017

"Wielu ludzi pyta mnie, co tak naprawdę liczy się w życiu. No, w sumie to niewielu. Właściwie to nikt. I bardzo słusznie – bo nie wiem.
Nie chodzę na fitness, nie jem jarmużu, nie przesiaduję z ajfonem w popularnych kawiarniach popijając latte macchiato, ani nie biegam (Boże broń!). A mimo to żyję i mam się dobrze. Szokujące, wiem. Ta książka pokaże wam, jak być szczęśliwym nie robiąc niczego, co się powinno.
Pani Bukowa – kobieta, której nieudolne próby ogarnięcia życia śledzi na facebooku już niemal pół miliona osób. Mówi otwarcie to, co myślą wszyscy. Lubi jedzenie i internety. I wino. I leżeć sobie."

Panią Bukową znacie na pewno. Z Fejsbuka albo z memów (te śmieszno prawdziwo-nieprawdziwe obrazki w internecie). Pełna humoru, zabawna, a przede wszystkim prawdziwa. Ktoś wreszcie powiedział, że nie trzeba być idealnym w postaci obrazków, jakich dzisiejszy świat potrzebuje. Przeczytanie tego (o zgrozo!) trzystustronicowego zbioru zajmuje niewiele czasu, bo większość zajmują króciutkie napisy i portrety Pani Bukowej. Dzisiaj spotykamy się z namiarem informacji i większości po prostu nie przetwarzamy. Tutaj mamy duże udogodnienie. Średniej wielkości, nie za gruba, więc nada się na podróż, pełna ukrytej ironii, którą wypatrzysz tylko wtedy, kiedy tego chcesz. Ja widziałam to wszędzie, bo sarkazm i ironia płyną już we krwi. 



Jeszcze więcej zalet? Proszę bardzo! 
Jeśli nie masz pomysłu na prezent z okazji osiemnastych urodzin (albo jakichkolwiek innych okazji), to Wielki Ogarniacz Życia będzie w sam raz. Prześmiewczo przedstawiony "świat dorosłych" nie wydaje się aż taki straszny, no i ogólnie rzez biorąc poradnik powinien mieć tytuł w stylu "jak nie ogarniać życia", ale nic. Uczmy się na cudzych błędach. 





Teraz kolej na wady. Po pierwsze, jest mała dostępność tejże pozycji, co mnie niesamowicie irytuje, bo wcisnęłabym to wszystkim moim znajomym, którzy kończą 18-ście lat. Dobra, może nie wszystkim, ale dziewczynom na pewno. Po drugie : ja chcę więcej nie-porad od Bukowej! Na szczęście dowiedziałam się, że jest kolejny tomik Ogarniacza. Hura, cieszmy się i zbierajmy fundusze! 
Cóż więcej mogę Wam napisać? Sięgnijcie, przeczytajcie i oceńcie sami, albo po prostu wejdźcie w internety. Może troszeczkę przesłodziłam, ale co poradzę? Ironia mnie kupiła!

Ocena : 5/5

sobota, 1 września 2018

Powrót do szkoły - czas skłamać!

Dla tych, którzy nie mają kalendarza, bądź stracili poczucie czasu - wakacje dobiegają końca. Tak, wiem, to smutne. Na szczęście jest jeszcze trochę czasu, żeby pośmiać się z samych siebie...I ze swoich kłamstw.

1. W tym roku będę się uczyć!

Ile razy to sobie powtarzasz? Co rok? A może co semestr?
Nie martw się, mnóstwo uczniów tak robi. Być może chcą uspokoić swoich rodziców, albo też samych siebie. Są tacy, którzy naprawdę w to wierzą! No i zostali jeszcze ci, dla których to nie jest kłamstwo. Ty też tak możesz, to nie wstyd coś potrafić. Czasami czuję się jakbym odkrywała tajemnice wszechświata! Naprawdę warto!

2. Nie będę się spóźniać!

Mhm, tak, jasne. Po tym jak trzy razy naciśniesz drzemkę, to nie będzie zmiłuj.
Może się zdarzyć, że w poniedziałek będziesz potrzebować piętnaście minut, we wtorek dwadzieścia, a w środę aż godzinę. Odjedzie jeden autobus, drugi, cztery tramwaje i pociąg, a
ty zdyszany bądź zdyszana będziesz stać bezradnie na przystanku, plując sobie w brodę za swoje lenistwo i guzdranie. Jednak nie każdy dzień musisz zaczynać ze złością i wrzaskiem, wystarczy dobrze się zorganizować.

3. Wszystkie prace domowe będą odrobione!

Kto chociaż raz miał takie postanowienie? Jak długo wytrwaliście?
Z reguły plan wygląda tak :
- Szkoła
- Szybki powrót do domu
- Odrobienie wszystkich lekcji
- Przyjemności

Jak wygląda prawda?
Okej, jak na razie wszystko jest dobrze...Może będę robić tylko te najważniejsze? O! Albo tylko u tych nauczycieli, którzy to sprawdzają! Albo nie! Tylko tych najsurowszych, którym nie da się nic wkręcić. A może w ogóle nic nie odrabiać?
Tak, to ostatnie brzmi jak plan.


4. Koniec ze śmiesznymi kotami w internecie!

Dobra, koty są fajne, przytulaśne, słodziutkie, zabawne i...Czasochłonne. Zastanawiacie się, gdzie schowano te wszystkie cenne minuty składające się w godziny, a w rezultacie w dni waszego życia? Ja wiem gdzie. W internecie. Sprawdzasz na fejsie kto ma dzisiaj urodziny, potem oglądasz snapy, a w końcu trafiasz na śmieszne filmiki z kotami. Potem wracasz do rzeczywistości kilak godzin później, i nie wiesz co się dzieje. W efekcie jesteś w tyle ze wszystkim.

5. Będę spać 8 godzin! 

Planujesz się wyspać, bo to podobno pomaga w życiu? Będziesz ogarniać co się dzieje, będziesz mieć więcej siły, a skoro jesteś wypoczęty, to nie ma dla Ciebie rzeczy niemożliwych. Nieprawda. I tak wiem, że do późnej nocy oglądasz filmiki w internecie. 



P.S. Mam nadzieję, że nikt nie bierze tego do siebie. Do następnego! 

środa, 29 sierpnia 2018

Jak ja kocham wracać! - Italia

Kochani!
Być może niektóry z Was widzieli zdjęcia na Instagramie, bądź relację z pięknej Italii. Dzisiaj troszeczkę przybliżę Wam klimat, żeby jak najdłużej pozostać w tym klimacie.

Odwiedziłam Camporę, Pompeje, Neapol, Rzym, Watykan, Chianchano Terme, Florencję, Pizę, Sienę, San Giminiano i Monte Cassino. Nie martwcie się, nie będę opisywała każdego dnia po kolei, jak w jakimś pamiętniku, ale opowiem o najlepszych miejscach, ciekawostkach i oczywiście o zdjęciach "must have"

Pompeje

Jest to miasto wielkości Watykanu, które zostało znalezione przez przypadek, najprawdopodobniej podczas jakichś remontów kanalizacyjnych. W 79 roku n.e. zostało ono zalane lawą przez pobliski wulkan Wezuwiusz. Wszystko co znajduje się w Pompejach zostało wykopane spod zaschniętej lawy, bądź odlane w powstałych otworach (odlewano głównie ludzi i zwierzęta, których ciała przez lata uległy rozkładowi). Fascynujące w tym miejscu było między innymi to, co stworzyli starożytni. Pierwsze rynsztoki, przejścia dla pieszych, czy symbolika, o której troszkę za chwilę. Mieli oni też swoje sklepy, urzędy, siłownię, saunę, a nawet teatr.

Jeśli chodzi o wspomnianą przeze mnie wcześniej symbolikę, to tutaj będzie trochę...Dziwnie? Nie zwykłam mówić, ani pisać o takich rzeczach, ale po prostu czuję, że muszę się tym z Wami podzielić. W końcu podróże kształcą, prawda? Dzięki tej ciekawostce możecie nawet "zabłysnąć" w towarzystwie.

piątek, 17 sierpnia 2018

Jestem taka piękna - FILM


  • Data premiery (w Polsce) : 29 czerwca 2018 
  • Reżyseria : Abby Kohn, Marc Silverstein
  • Gatunek : Komedia
  • Czas trwania : 1 godz. 50 min.
  • Główne role : Amy Schumer, Michelle Williams, Rory Scovel, Tom Hopper reszta >>tutaj<<


Dzisiejszy świat nas oszukuje. Wymaga perfekcji w wielu dziedzinach takich jak wiedza, umiejętności, wygląd, czy akceptację wszystkiego naokoło. Dzisiaj przychodzę do Was z "pisaną na zimno" opinią o filmie "Jestem taka piękna" z Amy Schumer.

Jest to historia młodej kobiety, która, powiedzmy wprost, czuje się gruba, tak też traktuje ją otoczenie. Blondynka czuje się nieszczęśliwa w swoim ciele, nie lubi swojej pracy w "redakcji" znajdującej się w piwnicy China Town oraz nie akceptuje dyskryminacji ze względu na wagę. Któregoś dnia postanawia zmienić swoje życie i idzie na siłownię, gdzie darzył jej się mały wypadek. Rene ma uraz głowy, po przebudzeniu wydaje jej się, że jest najpiękniejszą, najmądrzejszą, najseksowniejszą i najlepszą kobietą na świecie. Nowa pewność siebie pozwalają jej na spełnianie marzeń i zdobywanie kolejnych życiowych szczytów.

wtorek, 31 lipca 2018

Jestem rozpuszczona.

Wstałam o piętnastej. Obudziłam się już wcześniej, ale nie chciało mi się ruszać z łóżka. Wymusiła to na mnie mama, która własnie wróciła z pracy.
- Kto to widział, żeby spać do tej godziny! Co dzisiaj zrobiłaś przez cały dzień? - spytała z wyrzutem w głosie i rzuciła piorunujące spojrzenie. Milczałam i powoli zbierałam swoje zwłoki do łazienki. 
"Obiad nie jest ugotowany, pranie nie powieszone, podłoga się lepi, kurz jest wszędzie, a kilka walizek stoi jeszcze w przedpokoju..." - wyliczałam w myślach wtórując wkurzonej rodzicielce. 
Kiedy z prysznica poleciała woda, słyszałam tylko jej szum i od razu zrobiłam się spokojniejsza. Wybrałam swój ulubiony pomarańczowy płyn do kąpieli, miodowy szampon i siedziałam w łazience jakoś pół godziny. Chciałam jak najdłużej unikać konfrontacji z domowym syfem, a póki siedzę w wannie jestem bezpieczna. 
Niestety kiedyś trzeba stawić czoło ciężarom życia. 
- W czymś ci pomóc mamo? - spytałam nieśmiało wtykając głowę do salonu. 
- Miałaś cały dzień, żeby mi pomóc, a w tym domu to nikomu nic się robić nie chce, ani nie sprzątną, ani nie ugotują, a o sobie myślą tylko! Rozpuszczone to dziecko! Gdzie ja zrobiłam błąd? - zrzędziła pod nosem i latała po pokoju ze ścierką w ręku. 
Przez resztę dnia było nieprzyjemnie. Kurz dalej się lepił, urosła sterta naczyń w zlewie, tak samo z praniem w koszu. Położyłam się dosyć wcześnie, obiecałam sobie, że nigdy więcej nie będę rozpuszczonym dzieckiem. 
Rano, kiedy mama poszła do pracy, wstałam i zrobiłam sobie spacer po mieszkaniu. Małe rozeznanie, ile czasu będzie mi potrzebne do ogarnięcia tego wszystkiego, no i wróciłam do łóżka. Budzik zadzwonił o dwunastej. Szybko związuję włosy i zabieram się do pracy. Łóżko pościelone, naczynia umyte, suche ubrania złożone, a następne w pralce, ziemniaki obrane, mięsko pokrojone, ogórki na mizerię leżą i czekają. Kurze powycierane, podłogi odkurzone i umyte, kwiatki podlane, wszystko poukładane na swoim miejscu. Obiad jest gotowy dokładnie o piętnastej. 
- O, co tak ładnie pachnie? - zapytała szczęśliwa rodzicielka zaglądając do kuchni. 
- Kotleciki, z ziemniakami i koperkiem. I mizeria. 
- Pysznie! - mówi, zabiera swój talerz i siada przy stole. Ja zajmuję miejsce na przeciwko i uważnie się jej przyglądam. 
Patrzy w kierunku suszarki z praniem. Potem na czyste lustro. Później na wypolerowaną podłogę. Nawet na odkurzoną komodę spojrzała! 
- I co, mamuś? Widać, że posprzątałam? - zagaduję zmęczonym, ale szczęśliwym głosem. 
- Mhm - mruczy - A dlaczego wyprałaś białe, a nie czarne? I zapomniałaś odkurzyć tam w rogu. A na lustrze są smugi - wskazuje palcem. Co jak co, ale ja żadnych smug nie widzę. 
- Aha, postaram się następnym razem - wzdycham obojętnie i wbijam widelec w kotleta. 
- Co jest, córciu? - pyta słodziutkim tonem i patrzy na mnie zmartwiona. 
- Nic, rozpuszczam się - informuję i patrzę na rozgrzany do trzydziestu stopni termometr.

***

Jeśli masz wakacje, to ten temat nie powinien być Ci obcy. Prawda jest taka, że powinniśmy pomagać swoim rodzicom, ponieważ oni pracują i też męczą się przez pół dnia. Dzieci powinny szanować swoich rodziców, ich pracę i wszystko co dla nas robią, ALE! Drodzy Rodzice, jeśli oczekujecie pomocy i szacunku od swoich pociech, to sami im go okazujcie! Zauważajcie, że też coś robią, pochwalcie i doceńcie, bo liczy się gest.

czwartek, 19 lipca 2018

Nieodnaleziona

 Autor : Remigiusz Mróz
Cykl : Mroczna strona [Filia]
Wydawnictwo : Filia
Liczba stron : 400
Data wydania : 31 stycznia 2018

Nieodnaleziona to pierwsza książka Remigiusza Mroza w moich rękach. Nie powinno raczej  nikogo zszokować, że mnie wmurowało. Osobiście uważam, że mam ukryty talent do wybierania książek, które mi się podobają, taka intuicja. Przeczytanie całości zajęło mi jakieś trzy godzinki, tak mnie wciągnęło. Powinnam chyba częściej czytać kryminały i thrillery polskich autorów, bo są naprawdę świetne!

Wracając do Mroza, widać, że ma wprawę i wie co robi. Tyle emocji, zwroty akcji i wiele niewiadomych! Pojawił się odwieczny dylemat czytelniczy : "chcę dowiedzieć jak to się skończy, ale nie chcę kończyć". Oczywiście polecam przeczytać "na raz", bo nie będziecie mogli zasnąć, przynajmniej niektóry.

Oczywiście jeśli wymyśla się historię pełną niedopowiedzeń, należy przewidzieć domknięcie wszystkich spraw i odpowiednie wplecenie ich w istniejący już szkielet opowieści. Jednak tutaj było tego ciut za dużo. Dosyć często denerwowałam się, kiedy sprawy chyliły się ku końcowi, a później okazywało się, że przede mną jeszcze długa droga. W większości książek ten rodzaj budowania napięcia jest motywujący do dalszej lektury i odbiera się go pozytywnie, ale tutaj była to lekka przesada. Niemniej jednak całokształt można uznać za wielki sukces z dobrym finałem.


Problematyka opowieści, mimo przystępnego współczesnego języka i jakiegoś "luzu" w postaci fikcji literackiej, nie jest lekka. Mróz zwraca uwagę czytelników na sporej wielkości problem społeczny.
Współczesny świat zamyka się na drugiego człowieka, pojawia się znieczulica i ogólnie rzecz biorąc nie ma się zaufania do społeczności (nie oznacza to, że wszyscy tacy są, ale świat do tego zmierza). Poruszony w Nieodnalezionej temat o osobach zaginionych, ukazany we współczesnej rzeczywistości przybliża problem. Pokazuje, że to dzieje się obok nas, może spotkać każdego. Nie można być obojętnym na otaczający nas świat. Naprawdę doceniam autorów, którzy swoimi książkami próbują przemówić do innych ludzi. Nie wszyscy mogą to tak odebrać. Być może, dla części czytelników jest to po prostu zwykła historia o zaginionej dziewczynie, totalnie wyssana z palca. Prawda jest taka, że TO mogło się stać. Historia oparta na faktach? Kto wie?

Kolejną rzeczą, która bardzo mi się spodobała, to przedstawienie dwóch paralelnych historii, które łączą się ze sobą w pewien sposób. Nie będę się nad tym zbyt długo rozwodzić, bo nie mam nic więcej dodania na ten temat.

Podsumowując, ciekawy, wciągający, emocjonalny i trzymający w napięciu thriller psychologiczny. Dla mnie ma on lekkie niedociągnięcia, ale i tak w niczym to nie przeszkadza. To, co ja uznaję za mankament, przez kogoś innego może być uznane za wielką zaletę. I tak jak wspominałam - czytajmy i wspierajmy polskich autorów, naprawdę warto!

Ocena 5/6

piątek, 6 lipca 2018

Przyjaciele bez bonusu


Autorka : Penny Reid
Cykl : Kółko singielek miejskich (tom 2)
Wydawnictwo : Poradnia K
Liczba stron : 427
Data wydania : 20 czerwca 2018

Kolejny romans od Penny Reid.
Pierwszą rzeczą jaka rzuciła mi się w oczy, to powiązania z poprzednim tomem Kółka singielek miejskich, i sposób tworzenia kolejnej części.
W pierwszym tomie poznajemy Janie Morris zakochanej w "Panu ciacho". Przewija się tam wątek spotkań z przyjaciółkami, robieniu na drutach i długich rozmowach o życiu z alkoholem w ręku.
Natomiast w kolejnej części poznajemy Elizabeth Finney - najlepszą przyjaciółkę Janie i tym razem to ona będzie się mierzyć ze swoimi problemami sercowymi. Pracuje ona w szpitalu, wygląda na taką, która nie ma czasu dla siebie i zawsze jest zmęczona, do tego jest sarkastyczna i prawie nigdy nie zmienia zdania, ale to chyba jej sposób na radzenie sobie ze światem. Jednak pozory mogą mylić.

Ogólnie rzecz biorąc historia Janie toczy się dalej, nie jest oddzielana grubą krechą, tylko toczy się w tle. Poznajemy za to kolejną perspektywę i w życiu nie przeszło by mi przez myśl, że można zrobić coś takiego. To jest jedna sprawa, drugą jest zrobienie tego dobrze. Dla mnie to nowość, więc nie mam zbyt szerokiego pola do rozeznania, ale uważam, że było dobrze.

Inną kwestią jest rozłożenie całej opowieści. Wszystko skupiało się wokół jednego tematu, odnosiłam wrażenie, że będzie się to ciągnęło w nieskończoność, a w dodatku do niczego sensownego nie dojdzie. Można było jednak z góry założyć jaki będzie koniec, no bo to w końcu romans, a chyba wszystkie mają szczęśliwe zakończenia (albo chociażby jakieś inne, również szczęśliwe rozwiązanie). A co najważniejsze, to wreszcie zaczęło się coś dziać! Tylko zajęło to trochę dużo czasu...Było to takie masło maślane. Byleby było więcej stron, a niektóre opisy były tak niepotrzebne, że tylko przebiegałam po nich oczyma, by jak najszybciej dotrzeć do dialogu.


Żeby nie było tak źle, to powiem też parę miłych rzeczy. Po pierwsze, humor był na podobnym poziomie, a sarkazm uwielbiam, więc polubiłam Elizabeth jeszcze bardziej. Tak jak pisałam wcześniej, niektóre opisy nie były potrzebne, ale niektóre były w punkt. (Nie)Ukochanego Elizabeth wyobraziłam sobie z takimi szczegółami, jakbym co najmniej gdzieś go spotkała, przez całą książkę trzymałam się tego niczym nie zmąconego wizerunku i powiem Wam, że gdyby nie on, to pewnie oceniałabym tę pozycję trochę gorzej. I w sumie autorka nagrabiła sobie jednym "małym" szczegółem, ale cóż. Nikt nie jest idealny. (oczywiście nie dotyczy to mojej wizji Nico, ale gdybym Wam powiedziała, to byłby spory spoiler). Idąc dalej, kreacja postaci i otoczenia jest bardzo naturalna, nie ma tam przesady, ani jakichś zgrzytów, co jest naprawdę przyjemne w odbiorze, a do tego szybko i lekko się przepływa nad tekstem.
Nie zabrakło też słodkich słówek, podtekstów i intymnych sytuacji, ale do tego należy podchodzić z dystansem. Tym właśnie charakteryzuje się romans, i jeśli ktoś lubi lekkie, zabawne, sarkastyczne książki tego gatunku, oczywiście z przewidywalnym zakończeniem (ale z nutką zakończenia), to zachęcam do przeczytania serii Kółko singielek miejskich!

Ocena : 4,5/6

P.S. Okładka pierwszego tomu podobała mi się bardziej, a Wam?

czwartek, 14 czerwca 2018

Bóg zawsze znajdzie Ci pracę. 50 lekcji jak szukać spełnienia.

Autorka : Regina Brett
Wydawnictwo : Insignis Media
Liczba stron : 368
Data wydania : 5 listopada 2014

Kolejny tomik od Pani Reginy. Czy czuję się bogatsza? Na pewno. Przez naprawdę długi czas walczyłam sama ze sobą. Próbowałam być dobra we wszystkim na siłę, a w życiu nie o to chodzi. Zamiast być "średnio z tematem", w każdej dziedzinie, a być najlepszym w jednej, albo dwóch? Jest różnica? Oczywiście!
Być może myślisz, że bycie świetnym w jednej dziedzinie to za mało, że jesteś niewystarczający, że zawsze mógłbyś iść gdzieś dalej i robić coś o niebo lepszego. Jednak możliwe, że to tylko złudzenie. Być tu i teraz, doceniać swoją pracę i traktować ją jak dar, to nie lada wyczyn. Na szczęście Ciocia Dobra Rada mówi o tym w sposób przyjazny i prosty. Wystarczy, żeby coś wydało się proste, żeby stało się bardziej możliwe i osiągalne.

  Z drugiej strony każdy człowiek jest inny, każdy interpretuje przekaz inaczej i wyciąga różne wnioski, w zależności od tego w jakiej sytuacji się znalazł. Dowodzi to niepozornej uniwersalności tekstu, oraz tego, że niezależnie co dzieje się wokół nas, jesteśmy w stanie zrozumieć drugą osobę ( lub jej słowa na kartce papieru), a przy okazji samych siebie.



 I wiecie co? Fajnie jest się uczyć z czyichś doświadczeń i się na nich opierać. Dzięki temu możemy uchronić się przed pewnymi działaniami, albo przemyślimy coś trzy razy zanim podejmiemy decyzję, a co najważniejsze - każda decyzja jest na swój sposób dobra, tylko trzeba to dostrzec. Przez kilka lat uważałam, że wszystkie moje decyzje są błędne, a teraz zrozumiałam, że to nieprawda.Właśnie dlatego tak kocham książki Pani Reginy. Pomaga mi ona budować moją pewność siebie, uświadamia mi, i wielu innym ludziom na całym świecie, jak piękne potrafi być życie, jak to dostrzec i jak się tym cieszyć.
Wszystkie lekcje są poparte jakimiś historiami, zauważyłam, że autorka ma tych opowiastek całe mnóstwo, a osób które się tam pojawiają jest jeszcze więcej! I wtedy zaczęła się psychologia. Jeśli tylu ludzi cieszy się z pracy jaką wykonuje, tylu znalazło powołanie, tylu pomaga ludziom i spełnia swoje marzenia, więc...Dlaczego ja miałabym robić inaczej?
Każdy z Nas ma gorsze dni, nie ważne czym są one spowodowane, jednak radość, kiedy wyjdzie się z przysłowiowego dołka jest nieopisana. Jeśli macie właśnie jeden z tych dni, to sięgnijcie po "50 lekcji", są naprawdę budujące, jeśli ktoś lubi takie klimaty i potrzebuje pomocy w postaci lekkiej książki-terapeuty.

Ocena 6/6


wtorek, 5 czerwca 2018

Za chwilę wakacje! 10 sposobów na to, by je zmarnować!

Większość uczniów siedzi jak na szpilkach czekając na ten jeden piękny moment, gdy przekroczą próg szkoły i nie wrócą do niej przez następne dwa miesiące, niektórzy jednak już robią sobie nieformalne wolne. 
Dzisiaj jednak nie mam zamiaru narzekać na "dzisiejszą młodzież", bo z racji wieku i nie wypada, a po za tym nie na tym chcę się skupiać. 
W tym poście przedstawię 15 sposobów na to jak zmarnować sobie wakacje. Oczywiście, jeśli nie będziecie przestrzegać tych podpunktów, to dwa miesiące wolnego mogą być całkiem udane, czego Wam bardzo życzę! 

1. Wstawaj o 13 "rano". 

Nie ma nic lepszego, niż siedzenie do późna i oglądanie głupich filmików na youtube. Kładziesz się spać nie później niż trzecia nad ranem, a potem śpisz z dziesięć godzin, wstajesz na obiad i *pyk* - dzień się skończył, a ty niczego nie zrobiłeś, nie zobaczyłeś, ani z nikim się nie spotkałeś.


2. Spędzaj mnóstwo czasu przed komputerem. 

Kolejnym genialnym sposobem jest przykucie do komputera, odwiedzanie wszystkich możliwych portali i odświeżanie Facebook'a, Instagram'a i Snapchat'a w kółko, na zmianę. Patrzysz na te same posty i zdjęcia od kilku godzin, łudzisz się, że za chwilę pojawi się coś nowego. I faktycznie się pojawia, ale są to zdjęcia znajomych, którzy spędzają wakacje w jakiś "inny", aktywny sposób.


3. Udostępnij fikcyjne wakacje na mediach społecznościowych i wymyślaj mnóstwo historii, które się nigdy nie zdarzyły. 

Nic dodać, nic ująć. Po prostu chcesz się pochwalić znajomym.


czwartek, 31 maja 2018

Zostaw mnie


Autorka : Gayle Forman
Wydawnictwo : Prószyński i S-ka
Liczba stron : 432
Data wydania : 22 listopada 2016

Jest to historia kobiety, która wzięła na siebie za dużo zobowiązań. Tych pisanych i niepisanych. Mimo względnie otrzymywanej pomocy czuła się samotna w wypełnianiu rodzinnych obowiązków. Mariebeth Klein - zapracowana matka dwójki czteroletnich bliźniaków oraz żona zapracowanego pasjonata muzyki. W czasie rekonwalescencji po zawale przekonuje się, że nie jest w stanie sprostać wymaganiom jakie składają jej najbliżsi, którzy, zamiast dokładać kolejne obowiązki, powinni się o nią zatroszczyć.

"W Maribeth Klein cząstkę siebie odnajdzie każda kobieta, której zdarzyło się kiedykolwiek pomyśleć, że zamiast wracać do domu i robić obiad, wolałaby uciec na koniec świata. Cząstkę siebie odnajdzie w niej każdy, kto kiedykolwiek zapragnął wsiąść do pociągu i pojechać gdzieś, gdzie nikt nie oczekiwałby od niego nieustannego usługiwania."

Książka została wydana ponad półtora roku temu, jednak problem w niej poruszany jest bardzo "na czasie" i myślę, że będzie tak przez kolejne lata. Coraz więcej ludzi zauważa, że świat pędzi, stara się zwolnić, zadbać o siebie i znaleźć odpowiednie rozwiązanie. Główna bohaterka pod wpływem emocji decyduje się na czyn nie do pomyślenia - nikomu nic nie mówiąc pakuje się i wyjeżdża. Zostawia za sobą list pożegnalny, w którym niewiele wyjaśnia, męża, dzieci, pracę i wszystko inne. Kobieta chce wyzdrowieć, przemyśleć to wszystko co działo się w jej życiu ostatnimi czasy i postanawia odnaleźć swoją biologiczną matkę.

poniedziałek, 28 maja 2018

Zawsze szczęśliwe zakończenie, czyli spotkanie z Magdaleną Witkiewicz

Spotkanie odbyło się we wtorek, 22 maja w jednej z Tczewskich bibliotek. 

Magdalena Witkiewicz - Matka Polka Pisarka, sama tak o sobie mówi. Nie boi się spełniać marzeń, mówi o tym co myśli i lubi wyzwania. Ukończyła zarządzanie, bankowość i studia menadżerskie na Uniwersytecie Gdańskim, a od dziesięciu lat pisze, przy czym wywołuje lawinę wzruszeń, oczekiwań, radości i szczęścia. A jak do tego doszło?

 „Nigdy nie myślałam, że będę pisarką. To nie było tak...Czasami niektórzy mają marzenia od dziecka, żeby coś pisać. Ja zawsze coś pisałam, bo pisałam pamiętniki, bloga, ale nigdy nawet nie wpadłabym na pomysł, że ja, zwykła Magdalena z Gdańska mogę zostać pisarką, i tak jak wczoraj na targach, pić sobie kawę z Marzeną Rogalską” - powiedziała.

Można więc stwierdzić, że jest to po prostu wrodzony talent, który nie został zmarnowany, a jego rozwój mogliśmy zaobserwować przez ostatnie dziesięć lat i będziemy mogli robić to nadal, ponieważ Pani Magdalena szykuje dla swoich czytelników kolejne niespodzianki. Zapowiada się na coś zupełnie innego niż dotychczas, ale raczej nie ma się czym martwić, „Smoków i demonów nie będzie” - usłyszały uczestniczki spotkania i odetchnęły z ulgą - „Wiadomo, że jak się sięga po Witkiewicz, to wszystko się dobrze skończy i można czytać spokojnie” - dodaje. Nie bez powodu ma pieczątkę ekspertki od szczęśliwych zakończeń.

Teraz z niecierpliwością czekamy na początek 2019 roku, ponieważ ma się odbyć premiera książki napisanej w duecie, którego jeszcze nie było. Ponadto pisarka zdradziła nam, że ma pomysły na kolejne dwie. Będzie na co czekać!

Autorka z uśmiechem przyznaje, że cały okres jej dotychczasowej twórczości był wspaniały, przyniósł wiele emocji i nowe sytuacje, o których chętnie opowiada swoim czytelnikom na spotkaniach. Bije od niej prawdziwa radość. Od razu widać, że czuje się w tym wszystkim jak ryba w wodzie.
Wspomina też, że co jakiś czas zmieniała pracę, bo nie dawały one jej pełnej satysfakcji. Jednak kiedy zaczęła pisać, poczuła, że to jest „to coś”, co chciałaby w życiu robić, a o przełomowym momencie w swojej karierze odpowiada tak :

„Bardzo długo nie nazywałam samej siebie pisarką i był jeden taki fajny moment jak wypełniałam dzieciom jakąś ankietę do szkoły. I było tam pytanie o wykonywany zawód. I ja tak siedzę, siedzę i mówię, no przecież nie napiszę, że pisarka, nie no głupio tak, a potem sobie myślę, a napiszę! I od tamtego momentu już się tak nie wstydzę.”

Pani Magda opowiedziała także o tym z czym zmaga się pisarz, o trybie życia, odchudzaniu, makijażu, szukaniu inspiracji, spełnianiu marzeń, bo „marzenia się nie spełniają, marzenia się spełnia”, oraz o momentach z deadline’m na karku. Daje kilka porad dla piszących, ale mówi też wprost : „Jeśli chcesz napisać książkę, to siadaj na tyłku i pisz. Innej drogi nie ma.” Jest dumna ze swoich osiągnięć i zachęca innych do realizowania swoich planów.

Spotkanie przebiegło w miłej atmosferze, a zaproszona na nie autorka emanuje empatią i uśmiechem, jednak żeby przekonać się o tym osobiście, należy wybrać się na jedno z wielu spotkań autorskich. 
Osobiście bardzo cieszyłam się na to spotkanie, odliczałam dni w kalendarzu i po prostu czekałam. Mogę szczerze powiedzieć, że zostałam bardzo mile zaskoczona i było warto!




czwartek, 10 maja 2018

Harpie

Autorka : Joanna Chmielewska
Cykl : Królowa Polskiego Kryminału
Wydawnictwo : Firma Księgarska Olesiejuk
Liczba stron : 334
Data wydania : 24 marca 2015

Nie wiem jak to się stało, ale przeżyłam szok.
Od samego początku byłam sceptycznie nastawiona zarówno do "Harpii", jak i do innych książek Pani Joanny. Najgorsze jednak było to, że moje przypuszczenia częściowo się sprawdziły. Pierwsze kilkadziesiąt stron to nudna, ale jednak potrzebna breja, przez którą udało mi się przejść. Nie wiem w którym momencie nastąpił przełom, ale po prostu mnie zmiażdżyło.
Przede wszystkim zwróciłam uwagę na ilość bohaterów, oraz ich kreację. Główna bohaterka, cztery ciotki, złota rączka i wielu innych, a w całej opowieści są oni opisani dość szczegółowo. W książce dominują dopracowane opisy otoczenia i przeżyć wewnętrznych, a dialogi schodzą na dalszy plan. Jednak niech nikt się tym nie zraża! Sama ubolewam, gdy widzę małą ilość dialogów, ale w tym wypadku czuję się usatysfakcjonowana.
24-letnia Dorotka - główna bohaterka - mieszka z trzema wścibskimi i kłótliwymi ciotkami. Nie ma swojego pokoju, własnego telefonu, pieniędzy, o prywatnej korespondencji też można zapomnieć. Któregoś dnia do Dorotki przychodzi list z Ameryki. Ciotki oczywiście wiedzą o wszystkim pierwsze i nic się przed nimi nie ukryje. Okazuje się, że przyjeżdża kolejna ciotka, w dodatku z grubym portfelem. Już można dedukować, że dojdzie do morderstwa z powodu pieniędzy, tylko kto tego dokona? Nic wam nie powiem, ale padniecie z wrażenia.
Budowanie napięcia w kryminałach jest dosyć trudne. Jak to zrobić, żeby czytelnicy wpadli na fałszywy trop, niczego się nie domyślili, czuli ten dreszczyk, albo chociaż zaintrygowanie w odpowiednich momentach i jeszcze byli ciekawi końca? A da się! Trzeba umieć wszystko wyważyć i da się wyczuć, że tutaj kosztowało to wiele pracy.
Mamy ciekawych, indywidualnych bohaterów, morderstwo, napięcie, zaskakujący koniec...Jeszcze kilka słów o poczuciu humoru!
Niezrównoważone połączenie kryminału z komedią, ale wyszło fantastycznie! Jestem fanką czarnego humoru (którego jest tam całkiem sporo) i naprawdę się wkręciłam. Nie martwcie się, jaśniejszy humor też się pojawia.
A! I jeszcze jedno! Pojawia się także dosyć króciutki i lekki wątek romantyczny, ale to naprawdę tyci, tyci (chociaż tyle wystarczyło, żeby mnie zadowolić). Musiałam o nim wspomnieć, bo romantyczna natura mnie "zmusza".
Dobra, myślę, że tyle wystarczy. Mam nadzieję, że niektórych zachęciłam do sięgnięcia po tą książkę. Spróbujcie, bo naprawdę warto. A jak nie "Harpie", to macie jeszcze czterdzieści dziewięć innych książek z tej serii ;)

Ocena 5/6

piątek, 4 maja 2018

"Nie umiesz czytać!" - A czy zawsze muszę mierzyć wysoko?

Jakiś czas temu na Instagramie ladymargot.pl pojawił się temat podziału książek na klasyczne i...No...Te drugie. Dobra, może nie do końca tak było, ale nie zmienia to faktu, że właśnie tak zostałam zainspirowana do napisania tego posta.

KSIĄŻKI KLASYCZNE 

Zacznijmy od tego, że próbowałam znaleźć definicję książki klasycznej, ale niestety poległam. Ale posiłkując się półką "Klasyka literatury polskiej" na lubimyczytac.pl mogę Wam powiedzieć, że do klasyków należą : Chłopi, Lalka, Przedwiośnie, Pan Tadeusz, Wesele, Dziady, Quo Vadis, Balladyna, Tango, Kordian, Zemsta, Nie-Boska komedia, Medaliony, Inny świat, Gloria Victis, Jądro ciemnościCudzoziemkaKamienie na szaniec i 316 innych książek znajdujących się na tej liście. Jeśli chcecie ją sobie przejrzeć to kliknijcie >>tutaj<<

Nie oszukujmy się, jest tego całkiem sporo i pewnie większość z nas czytała sporą część, no bo trzeba było. Będąc w klasie humanistycznej wiem co mówię, ale też jestem dowodem na to, że jak się chce, to można. W całym swoim życiu nie przeczytałam jak na razie tylko jednej lektury. Było to "W pustyni i w puszczy" Henryka Sienkiewicza. Jakoś tak nie poczułam nici porozumienia z tym panem, ale mniejsza. 

KSIĄŻKI "TE DRUGIE" 

W tym przypadku definicję również sobie podaruję. Ale tutaj jest zdecydowanie prościej. Są to książki, które nie mają "tego czegoś", ani nie zaliczają się do kanonu klasycznych. 
Do tej grupy możemy zaliczyć m.in.: Zmierzch, Czerwoną królową, Wybranych, Harr'ego Pottera, Pamiętniki wampirów, Pamiętniki księżniczki, no i Greya. Tutaj książek jest jeszcze więcej niż w poprzedniej kategorii, ale po te sięgamy chętniej i bez przymusu.

***

Wiadomo, że nie wszystko da się lubić. Z książkami jest tak samo jak z jedzeniem - jak ci smakuje to zjesz szybko i z uśmiechem, a jak nie, to wypluwasz i starasz się zapomnieć o tym traumatycznym doświadczeniu. Proste? Proste. I wcale nie dziwi mnie fakt, że sporo ludzi nie czyta lektur, tylko od razu sięga po streszczenia.
Ostatnimi czasy coraz więcej mówi się o kryzysie czytelnictwa w Polsce i próbuje się temu zapobiegać. Popieram całym sercem, byleby robiono to z głową i sercem, a nie powodowało jeszcze większy spadek. 
Kiedyś Krzysztof Varga napisał felieton dla Gazety Wyborczej  p.t. "I choćby przyszło tysiąc atletów, czyli i tak nie czytają". Z lekka wyśmiał akcję promowania czytania poezji. 
"Jest to akcja wyjątkowo szlachetna, stoi za nią Fundacja Wisławy Szymborskiej, lecz mam mocne podejrzenia, iż mimo swej szlachetności jest to akcja skazana na wspaniałą klęskę. Niestety, żadną miarą nie wierzę w tego rodzaju akcje, Polacy nie są raczej stworzeni do czytania w ogóle, szczególnie poezji, oni są stworzeni do rzeczy zdecydowanie bardziej wzniosłych, takich jak patriotyzm, polityka i piłka nożna." - pisze

Później opisuje wady i niedociągnięcia całego przedsięwzięcia. Wspomniałam o tym tak tylko dla przykładu. 

Dobra, może powinnam napisać jak sobie poradzić z tym całym kryzysem, skoro książki są dla mnie takie ważne. Może innym razem. Dzisiaj postaram się zastanowić się nad tym dlaczego w ogóle do tego doszło, no bo hej! Bądźmy świadomi! 

Po pierwsze, nikt raczej nie lubi być do niczego zmuszany, prawda? Jednak w szkole jesteśmy zmuszani do mnóstwa rzeczy, w tym do czytania. Słowo "musisz" sprawia, że jeszcze bardziej nam się nie chce. Po drugie, tak jak pisałam wcześniej - nie wszystko da się lubić. Niektóre książki są po prostu nudne, beznadziejne i w ogóle nie zasługują na jakikolwiek poklask. Inną kwestią jest ich grubość. Jeśli jesteś typem człowieka, który po wypożyczeniu czegoś z biblioteki od razu sprawdza liczbę stron, to wiesz co mam na myśli. Są to trzy główne powody, dla których ludzie nie czytają klasyki. Cała sprawa przedstawia się nieco gorzej, ponieważ pojawia się krytyka, hejt i śmiech.

Nie czytasz Mickiewicza? - Jesteś skończony! 

Rozumiem to, że każdy człowiek jest inny, więc lubi coś innego. Jednak nigdy nie zrozumiem obrażania się i wyśmiewania z takich powodów. Nie dociera do mnie, że ludzie sami siebie dzielą, a w dodatku znajdą się takie asy, które uznają się za prawdziwych czytelników, bo czytają "coś lepszego". Reszta może się gonić.
Uważają, że sięganie po pospolite, codzienne książki, które "jest w stanie napisać każdy" jest karygodne i ktoś, kto się tego dopuszcza nie może pochwalić się tytułem prawdziwego mola książkowego. To byłaby już kpina.

Pozostaje więc pytanie: dlaczego mielibyśmy z tego rezygnować, skoro sprawia nam to przyjemność? Bo ktoś inny tak powiedział? Bzdura.
Sięgamy po to, co do nas mówi, coś bliskiego naszemu sercu, pasjom, wydarzeniom w naszym życiu i nikt nie powinien decydować o naszych wyborach.
Wiecie co? Osobiście mam problem z odpuszczaniem i olewaniem pewnych spraw, jednak to mam zamiar puścić mimo uszu. Wszyscy, którzy czytają cokolwiek i lubią czytać, są prawdziwymi czytelnikami. Oszukuje tylko ten, kto mówi że czyta, a nie pokrywa się to z rzeczywistością. Nie ma znaczenia, czy czytasz gazety, romanse, thrillery, opowiadania, science fitcion, fantastykę, albo cokolwiek innego. Jeśli ktokolwiek będzie próbował Ci wmówić, że to strata czasu, że nie powinno się ruszać czegoś takiego, że to nie daje do myślenia, i że to niska, tania, tandetna kultura, której nawet nie można nazwać kulturą - olej go! Zamiast marnować czas na słuchanie czegoś takiego możesz usiąść sobie wygodnie i poczytać ulubioną książkę, nie liczy się niska, bądź wysoka półka na której leżała kilka minut temu. Liczysz się ty, jej wnętrze i twój spokój.

P.S. Ta "niska kultura" wcale nie jest taka tania. Gdybyście wyciągnęli ze swoich półek wszystkie klasyczne opowieści i podliczyli wartość reszty biblioteczki, to podejrzewam, że nie było by tego tak mało jak się wydaje.