Translate

Szukaj

Współpraca?

Kontakt : mal.gorna0@gmail.com

środa, 24 maja 2017

Blogowanie jest proste!

Tak?

Jeśli piszesz bloga, to wiesz, że tytuł tego posta to jedno wielkie kłamstwo, ja też to wiem i inni blogerzy też to wiedzą. A co z ludźmi, którzy nie piszą bloga?
Właśnie. To oni uważają, że prowadzenie bloga to bułka z masłem. Dobra, może nie wszyscy, ale część na pewno.

A co w tym trudnego? 


Dla chcącego nic trudnego - tak słyszałam. Ale dzisiaj, po kilku latach pisania w blogosferze zmieniam zdanie. Nie ważne jak bardzo mi zależy, jak bardzo się staram i jak bardzo to lubię, to czasem jest niemożliwe, by spełnić chociażby swoje własne wymagania. Czasem nam coś wypadnie, jesteśmy zajęci życiem tu i teraz ( uczymy się na sprawdziany, mamy dużo do ogarnięcia w domu, albo w pracy, musimy gdzieś pojechać, coś zobaczyć, zadzwonić i wiele wiele innych). Oczywistym jest to, że blog jest dla nas czymś ważnym, jednak trzeba umieć dzielić wszystko na rzecz ważne i ważniejsze.

I tak nic nie robisz, przecież to tylko pisanie!


Aha, jasne. Jeszcze mi powiedzcie, że można to robić z zamkniętymi oczami.
To nie jest tylko pisanie! Nie chcę, żeby mój blog był śmietnikiem, ani miejscem, które tak na prawdę nic nie znaczy. Może dla większości populacji tak jest, bo nawet nie mają pojęcia o istnieniu tego bloga, jednak nie zmienia to faktu, że to jest ważne chociażby dla mnie. To moje miejsce w internecie, o które dbam jak tylko mogę. Nie wymyśliłam tego wczoraj i tylko po to, żeby mieć co robić. Nawet bez tego zawsze jest coś do roboty. Wracając, ja nie tylko piszę, chociaż mogłabym. Mogłabym pisać nawet i dziesięć postów dziennie o tym co jadłam na śniadanie, co mam na sobie, kogo lubię, a kogo nie i wiele innych. Ale powiedzcie mi szczerze, komu chciałoby się to czytać? Może znajdą się takie osoby, ale ja taka nie jestem. Należę do tego grona osób, które wolą napisać coś lepszego, coś co będzie miało jakąś większą wartość i da mi satysfakcję. A żeby to osiągnąć muszę uwolnić swoją kreatywność, ruszyć głową, poświęcić temu sporo uwagi, a co za tym idzie czas również, chcę znaleźć coś, co zainteresuje moich czytelników. Czasami bywa tak, że nie mogę napisać nic, co moim zdaniem by się nadawało, nie ważne jak bardzo bym chciała. Przemóc taką blokadę to naprawdę trudne.
Jeżeli nadal uważasz, że to tylko pisanie, to spróbuj.

Na pewno masz z tego same profity! 


A jeżeli nie mam? 
Żeby coś z tego mieć (nie mam na myśli samej radości i satysfakcji z pisania) trzeba na to zapracować. Zarywanie nocy na pisaniu, szukaniu pomysłów, inspiracji, uczenie się nowych sposobów na ulepszenie bloga, próba promowania, prowadzenie mediów społecznościowych, a do tego normalne życie takie jak szkoła, praca, rodzina, znajomi i czas dla siebie (bo kto czasem nie potrzebuje takiego resetu?). 
Kiedy zakładałam swojego pierwszego bloga to nawet przez myśl mi nie przeszło, że mogłabym mieć z tego coś więcej. 
Dzisiaj widzę, że blogi powstają jak grzyby po deszczu. Głównie te modowe, beauty czy fit. Oczywiście nic do nich nie mam, bo niektóre są naprawdę ciekawe, jednak nie da się tego podważyć. Takie blogi zakładają najczęściej młodzi ludzie, którzy chcą szybko stać się popularni i mieć z tego korzyści, natychmiast! Karmią się "obs za obs", "kom za kom", "like za like". Komentarze to po prostu "kopiuj wklej" : "Fajny wpis! Zapraszam do siebie > Link do bloga" i najprawdopodobniej osoba, która go napisała wcale nie przeczytała wyżej napisanego posta. Niekiedy takie blogi trwają tydzień, albo i mniej, bo jak się okazuje, to wcale nie takie proste.
Mnie to nie bawi ani trochę. I powiem więcej, wkurza mnie to tak bardzo, że momentami tracę wiarę w ludzi. Nie chciałabym, żeby ktoś wszedł i wyszedł z mojego bloga. Chcę, by został na dłużej, albo komentarzem pokazał, że faktycznie tu był i przeczytał moje wypociny, w które włożyłam serce. Boli mnie też to, że takie "puste blogi" są popularniejsze od tych wartościowych. Mają więcej wyświetleń, a opierają się na mechanizmie wejścia i wyjścia. 


Nie masz racji! 


I tutaj dochodzimy do problemów z wyrażaniem własnego zdania. Cokolwiek napiszesz, zostanie zapamiętane i niemal pewnym jest to, że spotka się z falą hejtu. Już widzę te komentarze, że źle oceniam ludzi piszących na temat mody czy bycia fit. Nie powiem, że mam to gdzieś, bo ja tylko części nie toleruję, ponieważ wydaje mi się to robieniem śmietnika z blogosfery (mam na myśli blogi, które trwają mniej więcej tydzień). Niektórzy powiedzą, że jestem zazdrosna, albo że już mi się skończyły pomysły na posty to teraz będę hejcić wszystko i wszystkich po kolei. Nie. Mój blog to "Opinie okularnicy", jak nazwa wskazuje wyrażam tu swoje zdanie, a jeżeli nie chcesz go znać, to wyjdź. Albo hejtuj. Twój wybór. Ponoć hejter to najwierniejszy czytelnik. 

Na dzisiaj to tyle. Do następnego posta :* 

środa, 10 maja 2017

Pierwsze koty

Autorka : Ewa Nowak
Seria : Miętowa 
Wydawnictwo : Egmont
Liczba stron : 288
Data wydania : 23 września 2015

" To nie jest zwyczajny rok dla Ady. Szesnastolatka, która chodzi do trzeciej klasy gimnazjum, jest bardzo uzdolniona plastycznie, ale nie do końca wie jakie liceum wybrać. Dziewczyna nie ma też wsparcia w swoim chłopaku, Konradzie, który nagle, po wakacjach, zaczął jej się wydawać nieczułym i wiecznie niezadowolonym smarkaczem. To odczucie potęguje jeszcze bardziej fakt, że Ada zaczęła pracować. Opiekuje się małą dziewczynką, której ojciec, wydaje się Adzie ideałem mężczyzny. Nie domiar złego w kręgu znajomych pojawia się tajemniczy Tygrys, który też nie jest dziewczynie obojętny.
Przed Adą trudne zadanie – jak poradzić sobie z własnymi uczuciami, jakie decyzje podjąć, żeby nikogo nie zranić, a także co zrobić, żeby zrealizować marzenia o malarstwie?"

Książka, o jakiej nie miałam pojęcia i sama bym pewnie po nią nie sięgnęła. Ale na szczęście ma się znajomych, którzy zadbają o to, żebyś wzbogaciła swoje potrzeby intelektualne. 

Książka dla współczesnych ludzi. O dziewczynach, które mają wrażenie, że nie znaczą nic dla swojego ojca. Kiedy dziecko nie ma poczucia, że jest potrzebne, zrobi praktycznie wszystko, by doznać podobnego uczucia. Dlaczego podobnego? Bo nikt nie jest w stanie zastąpić nam rodziców, i też nikt nie da nam tego uczucia, tej rodzicielskiej  miłości. I nie chodzi o to. że z jednym rodzicem nie damy sobie rady w życiu, ale zawsze czegoś będzie nam brakowało. 
A wracając do robienia wszystkiego, żeby się dopasować się do otoczenia...Wkurzałam się całą książkę na Adę, że nie zerwie ze swoim chłopakiem, W końcu, jak większość chłopaków w tym wieku, nie myśli o tym, co myślą, lub czują ich dziewczyny, przyjaciółki czy koleżanki. Ich zdanie jest najważniejsze i tylko oni mają prawo decydować o czymkolwiek. A, że dziewczyna chce  się "podpasować" to nie zerwie z durnym chłopakiem, bo uważa, że to normalne. A potem taki czytelnik wyzywa ją i przeklina, bo odwleka to w nieskończoność. 
Było o ojcu, było o chłopaku, teraz jeszcze poddamy krytyce matkę i siostrę.
Obie teoretycznie są bez zarzutów. ale jak przyjdzie co do czego, to obie mają swoją winę w stanie psychicznym Ady. Jedną z ważniejszych rzeczy jakie powinna zrobić matka na pierwszym miejscu, to rozwód z tym skąpym tyranem. A Blanka (siostra Ady) powinna postawić się w sytuacji swojej siostry. Zbyt psychologicznie próbowała wszystko tłumaczyć. I dziecko zostaje samo, na wpół zrozumiane. 
Nie piszę tego po to, by podać co złego było w tej książce. Piszę to po to, by rodzice sięgnęli po tę książkę i zrozumieli ból swoich dzieci, oraz ich potrzebę przynależności do ludzi. 

Ocena 5/6 

niedziela, 7 maja 2017

Mroczna Bohaterka - Kolacja z wampirem

Autorka : Abigail Gibbs
Cykl : Mroczna bohaterka (Tom 1)
Wydawnictwo : Muza
Liczba stron : 560
Data wydania : 23 października 2013

"Przypadkowe spotkanie na Trafalgar Square odmienia życie Violet Lee, ukazując jej świat, którego nawet sobie nie wyobrażała: istniejące poza czasem miejsce, w którym elegancja, bogactwo, wspaniałe dwory i wytworne przyjęcia są znamionami dekadencji, w jakiej żyją jego mieszkańcy. Za tym przepychem kryje się mrok, którego ucieleśnieniem jest charyzmatyczny i śmiertelnie groźny Kaspar Varn. Violet połączy z Kasparem niebezpieczna namiętność, za którą obydwoje będą musieli zapłacić wysoką cenę…"

Tematem są...Wampiry!
Sięgając po tę książkę w ogóle nie domyśliłabym się, że chodzi o nie, bo spojrzałam tylko na pierwszą część tytułu i sam widok okładki mnie kupił. Większości czytelników za pewne znudziła się ta tematyka, ale uwierzcie mi. Ta książka ma to "coś" i przedstawia obraz wampirów jakiego nie znaliśmy. Totalnie inny, niż "Zmierzch" czy "Pamiętniki wampirów". Więc zanim skreślicie tą historię pełną wampiryzmu, doczytajcie do końca, może uda mi się Was jakoś przekonać.
Kiedy zabierałam się za czytanie, nie wiedziałam w co się pakuję. Teraz wpakowałam się na dobre i tak na dobrą sprawę niczego nie żałuję. Książka na jeden dzień, bo  strasznie wciąga, a jeśli nie przeczytasz tego w jeden dzień, będziesz cierpieć męki w nocy, zastanawiając się co stałą się z Violet Lee - główną bohaterką, która jest jedyną żywą istotą w całym społeczeństwie wampirów - i nieustannie w twojej głowie będą się kręcić pytania : "Czy zostanie wampirem?; "Kogo wybierze?; Jak zniesie tą sytuację?; Czy to ona jest mroczną bohaterką?"
Nie będę tak okrutna i nie będę Wam spojlerować więcej niż uważam za słuszne, bo jeszcze wszystko zepsuję.
Wydarzenia, które odbywają w przeciągu tygodni, odczuwałam znacznie dłużej. W pewnym momencie zapomniałam, o tym co stało się na samym początku. Zupełnie tak, jakby opowieść mogła się zacząć w jakimkolwiek momencie, a i tak byłoby w miarę dobrze.
Nie trzeba pamiętać wszystkiego od A do Z, żeby wszystko rozumieć. A jak już czegoś nie zrozumiałam, cofałam się co najwyżej kilka stron.
Książka, którą czyta się szybko, bez problemów i to taka z emocjami. Co jakiś czas zamykałam ją tylko po to, żeby wyrazić swój dreszczyk emocji.
Uśmiech, łzy, strach, gniew, smutek, zazdrość...Wszystkie te emocje były przeze mnie odczuwane podczas lektury.
Dzieło Abigail Gibbs zdecydowanie należy do grona opowieści, których jednocześnie chcemy i nie chcemy kończyć. Chcemy, bo zżera Nas ciekawość i wciąga nas fabuła, a nie chcemy, bo to takie niemiłe uczucie, kiedy kończy się naprawdę dobrą książkę, która naszym zdaniem nie powinna się zakończyć.

Ocena 6/6

piątek, 5 maja 2017

Tam gdzie spadają anioły

Autorka : Dorota Terakowska
Wydawnictwo : Wydawnictwo literackie 
Liczba stron : 300 
Data wydania : 23 stycznia 1998r.

"Fabuła rozwija się w dwóch przenikających się poziomach: pierwszy ziemski, gdzie rozgrywa się historia dziewczynki, która utraciła swego Anioła Stróża i stara się go odzyskać. Drugi kosmiczny, gdzie Anioł Stróż walczy ze swym ciemnym bratem bliźniakiem i pozbawiony mocy spada na ziemię. Powieść zarówno dla młodzieży jak dorosłych, jest próbą przedstawienia złożonych relacji pomiędzy dobrem a złem, między porządkiem ziemskim a boskim, wiarą i wiedzą, między człowieczeństwem a boskością.Po stracie Anioła małą Ewę zaczynają spotykać nieszczęścia. Rodzina dziewczynki nie przywiązuje do tego wielkiej wagi. Pewnego popołudnia niedaleko zamieszkania Ewki schronienie znajduje Bezdomny. Jaką rolę odegra w życiu dziewczyny Bezdomny? Co on ma wspólnego z Aniołem? Jak zakończy się historia Ewy?"


Kiedy czytałam książki Doroty Terakowskiej, żadnej nie rozumiałam i musiałam próbować mnóstwo razy. Zdarzało się czytać jedną stronę po kilkanaście razy. Jednak nie poddawałam się i sięgnęłam po kolejną książkę autorki i ku mojemu zaskoczeniu dobrze trafiłam. Lektura ta wydaje się strasznie prosta i łatwa w zrozumieniu, że to niby tylko literki w różnej kolejności. Jednak autorka sprytnie zmusza nas do refleksji na temat, który w dzisiejszej cywilizacji jest raczej unikany.

Opisana historia jest z pozoru prosta, okazuje się jednak, że istnieje drugie dno. Jakie? 
Dotyczy ono wiary i tego jak do niej podchodzimy. W tekście znajdziemy wiele przykładów na to, że wiara ma duży wpływ na losy człowieka.
Każda książka czegoś uczy, niekiedy sprawia, że człowiek podświadomie w sobie coś zmienia pod wpływem lektury i pamiętajcie - nigdy nie jest za późno! 
 Polecam tą książkę i dzieciom i dorosłym, wierzącym i ateistom, bo nigdy nie wiadomo jaka będzie reakcja. 
Może dziecko zrozumie, po co jest pacierz, którego zmawianie jest wprowadzone w nawyk przez rodziców ? Albo taki ateista zacznie wierzyć ? Kto wie...

Ocena : 6/6

poniedziałek, 1 maja 2017

A gdyby tak...#11

Witam w maju! 
Dzisiaj od razu przejdziemy do konkretów, a mianowicie porozmawiamy o pracy.


Zobaczmy...Kopciuszek była służącą, Bella robiła za trzy (bynajmniej na początku), Śnieżka sprzątała po krasnalach, Diana musiała zasuwać jak nie wiem, żeby uzbierać pieniądze na swoją wymarzoną restaurację i chyba tyle nam wystarczy. 
Teraz tak : Kopciuszek miał szczęście, Bella też, Śnieżka to zwykła pomyłka przy selekcji naturalnej, a Diana? 
Moim zdaniem tylko ona zapracowała sobie na sukces w życiu, do tego nie patrzyła na to, że jest żoną księcia. wydaje mi się, że nawet nie chciała nią być. Do tego miała w miarę normalny związek. Trochę poznała swojego księcia zanim powiedziała, że go kocha. A reszta? Znała swojego ukochanego może od kilku do kilkunastu godzin. Wyjątkiem jest Bella, ale ona miała troszeczkę trudniejszą sytuację. Do tego oszalała. (pisałam o tym >>tutaj<<
Ale wracając do Diany – dla mnie jest ona księżniczką numer jeden!
Szczerze żałuję, że nie ma więcej takich księżniczek, które zapracowały sobie na sukces. Oglądają to małe dziewczynki, a wciska im się do głowy, że ładna dziewczyna jest z góry skazana na sukces i nawet nic nie musi robić!

Czy wy to rozumiecie?!
Wiecie dlaczego bajka kończy się na ślubie?
Bo po ślubie kończy się bajka.
Dziękuję, do widzenia.

Troszkę odbiegłam od idei wymyślania nowych scenariuszy w tej serii, ale wydaje mi się, że jest tak jak miało być. Po prostu musiałam to z siebie wyrzucić i tyle. Może zabiorę się za dissowanie Disney'a? Nie mówię, że już tego nie robię, ale tak bardziej?