Translate

Współpraca?

Kontakt : mal.gorna0@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 sierpnia 2022

Kraj wielkości miasta..?

    Kiedyś marzyło mi się polecieć na wyspę, miałam to z tyłu głowy i tyle. Jednak szczęśliwym trafem marzenie się spełniło (chociaż czasem zdarzyło mi się o tym zapomnieć). Zapraszam Was na wpis o Malcie - enjoy! 


Pierwsze co zaskakuje, to...Wielkość i ilość. Z perspektywy okna samolotu nie było wolnej przestrzeni, tylko budynek, obok budynku, budynkiem popychany. Na szczęście to tylko perspektywa (choć kryje się w tym trochę prawdy). 


niedziela, 10 listopada 2019

Tym razem Francja!

Hej! Dzisiaj kolejny post podróżniczy, zabierałam się za to strasznie długo, ale najważniejsze, że to wreszcie nadeszło. Fajnie jest wrócić do wakacyjnych wspomnień pełnych słońca, radości i ogólnej beztroski. Nie przedłużając - zaczynamy!



Szukam...A tu nie ma!


Kiedy ktoś wspominał o tym, że we Francji jest mało Francuzów, a mnóstwo wszystkich innych, to myślałam, że to tylko takie gadanie. W praktyce okazało się, że byłam w ogromnym błędzie. To po prostu jedna wielka mieszanka kulturowa! Tego trzeba doświadczyć na własnej skórze. Podróżowanie jest ogromnym wyzwaniem pod tym względem. Teoretycznie możesz się czegoś spodziewać i czegoś oczekiwać, ale życie i tak to zweryfikuje. Niemniej jednak - cudowna rzecz!
A co do szukania, to nie chodzi tylko o ludzi. We Włoszech szukałam pesto, w Turcji kebaba, w Hiszpanii churros, a we Francji makaroników. Tak! Mimo, że udało nam się to bez trudu, to myślałam, że taki makaronik jest do kupienia na każdym rogu, tak kolokwialnie się wyrażę. I warto było, makaroniki to złoto! Jestem ogromną fanką słodkości i bardzo trudno (niemal do granicy niemożliwego) znaleźć coś, co uznam za zbyt słodkie. Minęło 19 lat zanim coś takiego się wydarzyło. Wiem, szok i niedowierzanie. Jednak pomyślcie, jaka to oszczędność! Kupujecie jeden makaronik (koniecznie czekoladowy) i wystarczy na cały dzień albo i dłużej. A nie dość, że słodkie, to jeszcze jakie dobre!
Zdarzyło mi się też, że cierpiałam, ale więcej nie zamierzam! Jadąc prawie dwadzieścia dziewięć godzin autokarem zdążyłam zwariować i...Obejrzeć sporą ilość filmów (w większości francuskich). Nie wiem czy to specjalnie, ale francuskie kino...Widać, że jest francuskie. Po prostu. Ma swoją specyfikę (na przykład jedną z głównych ról przeważnie (bo nie widziałam wszystkich możliwych filmów) gra czarnoskóry aktor bądź aktorka, nic do tego nie mam, tylko takie małe spostrzeżenie). Cóż, jakoś nie wzięło mnie to i, tak jak powiedziałam, nie zamierzam więcej próbować. Zajmijmy się teraz czymś bardziej przyjemnym...

Architektura


To był absolutny hit! Zacznę od tego, co najbardziej przebija się z mojej pamięci, gdy myślę o zwiedzaniu tamtejszych okolic. Zaskoczeniem było widzieć ludzi, którzy przycinają gałęzie drzew w alei od...Linijki. Dobra, nie do końca wiem, czy to była linijka, ale na pewno coś, co pomagało w utrzymaniu równego przycinania liści. Genialny widok! (Nie tylko z szacunku do takiego podejścia, ale sama alejka po całym "strzyżeniu" wyglądała bajecznie). Waga jaką przykłada się do estetyki jest dosyć spora, ale nie wiem czy to tylko i wyłącznie moje wyidealizowane spostrzeżenie, czy faktycznie tak jest. W każdym razie - naprawdę szanuję takie inicjatywy!
Później kąpiel w Loarze, zwiedzanie malowniczego Saint-Victor, Notre-Dame du Puy i oczywiście Saint Etienne. Istna bajka. Urocze uliczki, czyste chodniczki i w ogóle szał. Wiecie, ja się zachwycam takimi pierdołami, że weź, i nic tego nie zmieni. Zawsze będę mówiła, że było pięknie i nie mam powodu, żeby kłamać. Każde miejsce na świecie jest wyjątkowe i piękne. Francja jest kolejnym krajem, w którym mogłabym zamieszkać. Zakochałam się po raz kolejny...Ups?

PONIŻEJ WIĘCEJ ZDJĘĆ :)

niedziela, 7 lipca 2019

Kraj zaginionych churros.

Buenos días! ( dla niewtajemniczonych "dzień dobry")
W dzisiejszym wpisie kilka słów o Hiszpanii, o jej urokach, mankamentach i niespodziankach, a także akapit o zaginionych churros, których szukałam...Szukałam...I szukałam...
Bez dalszych wstępów zapraszam do czytania i oglądania!

Jesteś elektrykiem? Szykuj nerwy! 


Od niektórych budynków nie sposób oderwać spojrzenie. Zaskakują swoim kolorem, emanują energią, radością i szczęściem. Wiecie, wyobrażałam sobie Hiszpanię jako żywy i kolorowy kraj, ale nie wiedziałam, że te barwy są aż tak częste. Oczywiście nie narzekam, oczy świeciły mi się jeszcze bardziej!


Nieprzerwanym zachwytom nie było końca (Piękne góry, piękne kwiaty, piękne drzewa, i cudne sady pomarańczy, jak tu się nie zachwycać?!) ale w pewnym momencie pojawiły się ONE.
Kable, wystające, wiszące, przywiązane, oderwane, chude, grube, krótkie, długie, samotne albo w sieci...Z resztą sami zobaczcie. Elektrycy, głęboki wdech!

poniedziałek, 3 czerwca 2019

Kraj, w którym czeszą kury

Mam na myśli oczywiście Turcję, gdzie Teşekkürler (czyt. mniej więcej czeszekurla) oznacza dziękuję/dzięki. Ta i inne ciekawostki dotyczące Republiki Tureckiej w dzisiejszym wpisie. Zapraszam!



Piramida żywienia

Zacznijmy od czegoś, co lubię najbardziej, czyli jedzenia. Istny raj, naprawdę. Tyle smaków i dań w jednym miejscu! Nigdy nie mogłam się zdecydować co zjeść, więc siłą rzeczy kończyłam z dwoma talerzami pełnymi różnych mieszanych dań i deserem. Co najlepsze - schudłam! 
Co mnie zdziwiło? Ilość rzeczy, które jedzą na słodko oraz kwaśne owoce. Jeśli już jakieś jadłam to albo w czekoladzie, albo bez niczego, ale wtedy wystarczył jeden na cały dzień. A co do słodkiego - było tego mnóstwo. Kawy z ekspresu i czekolady nie wymagały już słodzenia. Herbata z resztą też. Była słodka, ale zostawiała po sobie kwaśny posmak. Nie wiem ile rodzajów piłam, ale za każdym razem mogłam wziąć inną, tyle tego było.
Zapomniałabym o moim faworycie całego wyjazdu - ryżu! Przepyszny, szczególnie z kurkumą i warzywami. Nie wiem jak oni to gotują, ale robią to fenomenalnie. Gdyby mieli mnie tak karmić, to chętnie bym tam została na zawsze. Jednak wiadomo, kuchnia to nie wszystko.


Na co należy uważać? 

Zacznijmy od tego, co dzieje się na ulicach. Na zakupach należy unikać kontaktu wzrokowego (więcej za moment) i uwaga na porwania. Kiedy doszło do mnie, że naprawdę tam lecimy, byłam przerażona. Lęk przed tym, że ktoś mnie porwie, albo zrobi krzywdę był ogromny, choć nie wiem skąd się brał. Większość poznanych tam osób była naprawdę sympatyczna, ale należy być czujnym😉. Teraz wróćmy do tematu kontaktu wzrokowego. Jeśli idziecie na zakupy, zabierzcie ze sobą dobre okulary przeciwsłoneczne, weźcie je nawet wtedy, kiedy nie macie zamiaru nic kupować. Tureccy sprzedawcy tylko czekają aż twój wzrok powędruje w stronę ich produktów. Czasem wystarczy sekunda by zaczęli za Tobą krzyczeć, biec i machać, serio. Nie bierzcie tego do siebie i udawajcie że tych ludzi tam po prostu nie ma - tak uratujecie swoje zdrowie psychiczne.


Kraj kebeba jest kłamstwem?

Niektóry odwiedzają Turcję tylko po to, by spróbować prawdziwego, tureckiego kebaba. Wyobraźcie sobie, że turecki kebab z Turcji, a turecki kebab w Polsce, to zupełnie inne dania. W naszym kraju, gdy mówimy o kebabie to mamy na myśli mięso, surówkę i sos w bułce. Natomiast w Turcji jest to po prostu duszone mięso z gotowanymi warzywami. Oczywiście chcąc ratować swój biznes knajpki oferują także "naszego" kebsa. Jest to po prostu wersja turystyczna, nie mniej jednak smaczna.
Co mnie zdziwiło - do każdego zamówienia dają jogurt naturalny do picia i papryczki, które można sobie dołożyć wedle uznania. 


Środki transportu i idealni kierowcy...

środa, 29 sierpnia 2018

Jak ja kocham wracać! - Italia

Kochani!
Być może niektóry z Was widzieli zdjęcia na Instagramie, bądź relację z pięknej Italii. Dzisiaj troszeczkę przybliżę Wam klimat, żeby jak najdłużej pozostać w tym klimacie.

Odwiedziłam Camporę, Pompeje, Neapol, Rzym, Watykan, Chianchano Terme, Florencję, Pizę, Sienę, San Giminiano i Monte Cassino. Nie martwcie się, nie będę opisywała każdego dnia po kolei, jak w jakimś pamiętniku, ale opowiem o najlepszych miejscach, ciekawostkach i oczywiście o zdjęciach "must have"

Pompeje

Jest to miasto wielkości Watykanu, które zostało znalezione przez przypadek, najprawdopodobniej podczas jakichś remontów kanalizacyjnych. W 79 roku n.e. zostało ono zalane lawą przez pobliski wulkan Wezuwiusz. Wszystko co znajduje się w Pompejach zostało wykopane spod zaschniętej lawy, bądź odlane w powstałych otworach (odlewano głównie ludzi i zwierzęta, których ciała przez lata uległy rozkładowi). Fascynujące w tym miejscu było między innymi to, co stworzyli starożytni. Pierwsze rynsztoki, przejścia dla pieszych, czy symbolika, o której troszkę za chwilę. Mieli oni też swoje sklepy, urzędy, siłownię, saunę, a nawet teatr.

Jeśli chodzi o wspomnianą przeze mnie wcześniej symbolikę, to tutaj będzie trochę...Dziwnie? Nie zwykłam mówić, ani pisać o takich rzeczach, ale po prostu czuję, że muszę się tym z Wami podzielić. W końcu podróże kształcą, prawda? Dzięki tej ciekawostce możecie nawet "zabłysnąć" w towarzystwie.

piątek, 17 lutego 2017

A wystarczyło zniknąć na tydzień...

Większość z Was, albo przynajmniej Ci, którzy śledzą mojego facebook'a (Na którego serdecznie zapraszam) wiedzieli, że byłam we Włoszech. Jednak nie chcę teraz pisać o tym co, gdzie, kiedy i jak.
Dzisiaj zupełnie inna strona wyjazdu.



Zacznijmy od tego, że cholernie się bałam. Kilka dni wcześniej była mowa o wielkiej lawinie, wszędzie się mówi o terrorystach, kradzieżach, porwaniach ect., ale najbardziej bałam się oczywiście ludzi. Pojechałam na tą wycieczkę nie znając nikogo, ewentualnie znałam imię, nazwisko albo nawet i nie, a większość to ludzie, którzy mignęli mi przed oczami gdzieś na korytarzu. Bałam się, że zostanę odebrana inaczej niż chciałam, że będę za dużo gadać, albo się nie dogadam w innym języku, że nie dogadam się z koleżanką, z którą miałam być w pokoju. Czułam się strasznie. Z jednej strony nie jechałam za granicę tylko po to, żeby przejmować się ludźmi, którzy mnie nie akceptują, a z drugiej...No raczej nikt nie chce być sam.
I wiecie co? Niepotrzebnie się męczyłam tym wszystkim. Przy każdej, nawet małej rozmowie z Patrycją (którą serdecznie pozdrawiam) znikała część stresu. I przy okazji dowiedziałam się kilku rzeczy o sobie. Totalnie nie podejrzewałabym, że ludzie postrzegają mnie chociażby jako optymistkę.
Zawsze myślałam o sobie jak o zwykłej szarej jednostce, która nie wnosi niczego większego do świata, która jest wiecznie smutna, zmęczona i zdołowana. A tu taka niespodzianka!
Kiedy wróciłam, to tyle osób mnie witało, przytulało, wypytywało i co chwilę słyszałam : "Jak ja Cię długo nie widziałam/em!". Bardzo mnie to podbudowało, ponieważ poczułam się w pewien sposób potrzebna i pamiętana.
Przełamałam się w stosunku do ludzi, pokonałam bariery językowe, a co najważniejsze poznałam kawałek swojego życia z zupełnie innej strony. To było dla mnie uderzające. Zauważyłam coś, czego wcześniej nie doceniałam, coś co zaniedbywałam, bo była to dla mnie najzwyklejsza rzecz na świecie, bo była zawsze.
Teraz widzę, że muszę doceniać każdą fajną chwilę w swoim życiu, bo żyje się raz.
Może się rozpisałam, może uważasz inaczej, ale to nie ważne. Ważny jest przekaz.
Doceniaj ludzi wokół siebie,
doceniaj podróże,
doceniaj każdy uśmiech jaki zobaczysz w ciągu dnia,
doceniaj przytulenia, buziaki i żółwiki,
doceniaj wszystko co możesz,
doceniaj to, że możesz żyć pozytywnie.
Bądź pozytywny! (To bardzo zaraźliwe).
Nie przegapcie swojego życia, żyjcie chwilą, uśmiechajcie się i w ogóle! Nic nie tracicie, a zyskujecie, polecam!