środa, 9 sierpnia 2017

Całe wakacje w samochodzie?!

Pewnie zdążyliście już zauważyć, że przez pewien czas mnie nie było. Niektórzy pomyślą "znowu!". No cóż, staram się nad tym pracować, ale coś kiepsko mi to idzie...

A teraz do rzeczy. Zrobiliśmy prawie cztery tysiące kilometrów, siedzieliśmy dzielnie w aucie przez ponad pięćdziesiąt jeden godzin, przy ponad 30-stopniowym upale. Zwiedziliśmy przejazdem "kilka" miast i miasteczek w sześciu krajach. Fajnie było. Teraz tworzę listę miejsc, które chciałabym odwiedzić i jest ona coraz dłuższa.
Przy okazji opaliłam się na buraka, moje rozjaśnione od słońca włosy płaczą, pęcherze na stopach bawią się w najlepsze, a połamane paznokcie wołają o pomstę do nieba. No i dorobiłam się skóry węża. 
Oczywiście mówię pół żartem pół serio. Nie cały wyjazd siedziałam w samochodzie. Nie więcej niż to było konieczne, chociaż uwielbiam jeździć autem (jeszcze jako pasażer).

Rodzice wybrali wakacje "typowe dla Polaka", czyli Chorwację. Prawie wszyscy się ucieszyli, bo wiecie "ta fajna niebieska woda". 

Oczywiście ja podchodziłam do tego trochę inaczej. Myślałam, że wszystko jest takie przekoloryzowane i udawałam, że nie wiem o co chodzi z tą całą ekscytacją. ALE
, wszystko się zmieniło, kiedy wyjechaliśmy. Wszystkie mijane przez nas miejsca wzbudzały we mnie ciekawość i co jakiś czas dało się słyszeć "Ale tu pięknie/ ładnie/ fajnie" lub "Kiedyś tu wrócę". Kiedy dojechaliśmy do celu nie wiedziałam na co spojrzeć, chociaż mieszkaliśmy w małym miasteczku. Estetyczne domy, wille otoczone murami z białego kamienia, piękne kwiaty (rosną nawet na środku drogi na autostradzie), mnóstwo ludzi różnych narodowości i morze.
Codziennie chodziliśmy na inną plażę, a i tak było nam mało. Zwiedziliśmy też kilka pobliskich miast. Było po prostu pięknie!

Powiem szczerze, że ta woda serio jest słona. Tak serio serio. I ma całkiem niezłą wyporność. Mówią, że nie da się tam utopić, ale trzeba być mną, żeby wiedzieć, że to nieprawda. Jednak ten fragment pomińmy, po prostu zaczęłam panikować, okay?
A za co jeszcze pokochałam Chorwację? ZERO PIASKU! Taaak! Tylko lepiej bierzcie ze sobą coś więcej niż tylko ręcznik, bo skały nie są stworzone do milusiego przytulania. A to, że byłam wniebowziętym fotografem jest chyba oczywiste.

Wstawiam tutaj kilka moich ulubionych zdjęć, więc życzę miłego oglądania. I zachęcam do zostawiania komentarzy! Napiszcie jak Wy spędzacie wakacje!

Miejsca zdjęć : Pula, Premantura, Poreć, Rovinj, jedynym wyjątkiem są Słoweńskie wiatraki ;)













1 komentarz: