sobota, 25 listopada 2017

Nigdy nie byłam blogerką? - cała prawda

Odkryję dzisiaj przed Wami całą prawdę. O tym dlaczego założyłam bloga, o moich wzlotach i upadkach oraz o tym, że tak naprawdę nigdy nie czułam się blogerką.
Do dzieła!

Jak się tu dostałam?

Wiem, że będę się powtarzać, ale trudno. Założyłam bloga, ponieważ chciałam mieć swoje miejsce, gdzie będę wyrażać swoje zdanie. Nie będę nic więcej dodawać, Ci, którzy bywają tutaj już jakiś czas, doskonale wiedzą jakie są powody, ponieważ pisałam o tym wcześniej, wiele razy.

Moja przygoda z blogowaniem zaczęła się w maju 2014 roku i była to totalna katastrofa. Nie powiem jak nazywało się miejsce, w którym publikowałam największe głupoty jakie przychodziły mi do głowy. Tego miejsca już nie ma. I nie ma czego szukać, tak tylko mówię. Kiedy teraz o tym myślę, nie było to aż tak dawno temu...A tyle zdążyło się zmienić...
Bardzo dużo pisałam o sobie, o rzeczach codziennych, które tak naprawdę nic nie znaczyły. Czasem posty zawierały dwa słowa i lawę wykrzykników, a inne bardziej nadawały się na lekkie wpisy na Facebook'a, tak żebyście wiedzieli, że nie umarłam. Teraz przynajmniej mam poczucie, że to pisanie ma jakiś większy sens.
Pewnie za kilka lat będę śmiała się z moich własnych słów, ale cóż.
Później wpadłam w książki i tak bardzo pokochałam czytanie, że rzuciłam pierwsze przeznaczenie bloga i zmieniłam nazwę na bardziej książkową. Zaczęłam pisać o tym co przeczytałam, czy mi się podobało, jakie wywołało emocje i takie tam. Było to mało profesjonalne i dobrze o tym wiem, nigdy tego nie ukrywałam. Każdy kiedyś zaczynał i jakoś musiało być, dzisiaj śmieję się z mojej pierwszej recenzji i Wy też możecie, bo jest opublikowana także tutaj. Co by się nie działo nie mam zamiaru tego usuwać, ponieważ jest to dla mnie pewien przejaw mojego rozwoju pod względem pisania.

Po jakichś dwóch latach w blogosferze zachciało mi się być popularną. Spojrzałam na wygląd bloga, statystyki, częstotliwość publikacji postów na stronie i facebook'u. Nie wyglądało to zbyt ciekawie (po za statystykami, to akurat było w miarę). Nazwa i link się od siebie różniły, wygląd nie miał w sobie "tego czegoś", na fejsie postów prawie w ogóle, na blogu jako tako się pojawiały. Wtedy postanowiłam zabrać się za to "profesjonalnie" i tak powstały Opinie okularnicy.
Większość z postów została przeniesiona (dzięki temu mamy ubaw z moich pierwszych opinii o książkach), zaczęłam też szukać informacji na temat grafiki komputerowej i sama tworzę wygląd bloga przy małej pomocy Internetu, próbuję też dawać znaki życia na portalach społecznościowych i jakoś to się toczy.

Mimo tego wszystkiego nie uważam że moje recenzje książek, filmów czy czego innego są super idealne, nie jestem popularna, pod postami nie ma lawin komentarzy, nie mam żadnych współprac, i nie wiem czy miano blogerki jest odpowiednie. Nigdy tak naprawdę się nie czułam tym kimś, chociaż gdyby przyjąć, że ogólnie blogerem jest osoba posiadająca bloga, to wtedy mogę się zgodzić.

Dlaczego tak dużo recenzji jest pozytywnych? 

Czasem ludzie pytali mnie dlaczego nie piszę źle o książkach, albo czy w ogóle umiem tak pisać. Niektórzy wysnuli teorię o "przypodobaniu dla zysków". Prawda jest taka, że znam siebie i w dużej mierze wiem jaka książka będzie mi się podobać, a jaką od razu lepiej ignorować. Intuicja mola książkowego moi drodzy. A tak między nami, to po co czytać coś co Ci się nie podoba? Tylko strata czasu! (Chyba, że to obowiązkowe, w tej sytuacji łączę się w bólu).

Po co być idealnym, skoro można inaczej?

Terminy nie obowiązują, profesjonalne sesje książkowe i spójność tematyczna też nie.
Dużo osób ustala sobie grafik dodawania postów, filmików, zdjęć i innych, ale nie ja. Po prostu tak nie potrafię, i tyle. Nie wiem co jeszcze mogę Wam powiedzieć.
Spójności tematycznej nie ma, a powody są dwa. Pierwszy : nie ograniczajmy się. Drugi : nawet gdybym chciała mieć jakiś schemat, czy wizję, to nie umiem. Myślę zbyt chaotycznie, za szybko, za daleko, totalny chaos! Wystarczy spojrzeć na instagram'a, który jest wyjęty z wszelkich ram. Tu selfie, tam książka, dalej widoczki, rozdanie, kubeczek, zdjęcie z wyjazdu i kolejne selfie. Obłęd. Nie powiem, że czasem mnie to nie wkurza, ale co zrobić?


Dzisiaj ode mnie to tyle, jeśli macie jeszcze jakieś pytania, albo chcielibyście się czymś podzielić, to piszcie komentarze, możecie też na Facebook'u i Instagram'ie, gdzie serdecznie zapraszam 😉

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szablon stworzony z przez Blokotka