piątek, 10 czerwca 2016

Amadeusz - FILM (1984)



  • Premiera w Polsce : 5 listopada 2010, na świecie : 6 września 1984 (Produkcja USA) 
  • Reżyseria : Miloš Forman 
  • Trwa : 2 godz. 40 min.
  • Główne role : W.A. Mozart - Tom Hulce,; A. Salieri - F. Murray Abraham; Konstancja Mozart - Elizabeth Berridge


"Dwudziestosześcioletni Mozart przybywa do Wiednia, by prezentować swoją twórczość. Jego obecność drażni nadwornego kompozytora Józefa II - Antonio Salieriego, co jest powodem rywalizacji między artystami."




Wolfgang Amadeusz Mozart. Zawsze uważałam, że skoro to wieki kompozytor, ktoś ważny, to wtedy jest ułożony, poważny, odpowiedzialny...Ale najwyraźniej się pomyliłam. Z filmu wynikło, że był to człowiek...No nie bójmy się tego słowa, był postrzelony. Krąży teoria iż Joannes Chrysostomus Wolfgangus Theophilus  Mozart (tak w pełni nazywał się kompozytor, a Amadeusz to łacińska wersja Teofila)  chorował na zespół Downa. Po części się mogę zgodzić, a wszystko przez ten wariacki śmiech, który występował w filmie za każdym razem, kiedy Mozart usiłował uratować sytuację nie do odratowania lub nie chciał się przyznać do błędu i zamieniał go w żart.

A co do jego innych zachowań takich jak olewanie życia, brak ładu i organizacji, przecenianie swoich umiejętności itp. itd. Moim zdaniem to podchodzi pod zakładkę "artystycznego zwariowania i braku racjonalności" 

Jak to powiedział Einsein? 

"Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko?" 


Ale nie ważne. Teraz skupmy się na pięknie tego filmu.

Pierwszą rzeczą jaką zauważyłam, były stroje, fryzury, bogato urządzone mieszkania i ogólny nastrój klasycyzmu. Zdumiewało mnie to, jak wielką różnicę widać między tamtym czasem, a dziś. Albo jak  ogóle można było chodzić z gigantyczną peruką na głowie?
Bardzo podobała mi się też forma retrospekcji/ wspomnień i pokazanie tego z perspektywy osoby, która to przeżyła ( no powiedzmy). O wiele lepiej się to ogląda niż jakiś "film oparty na źródłach historycznych [...] W latach...Ble, ble, ble...Wiemy o tym z odnalezionych niedawno pism..." itp. itd. Mam nadzieję, że rozumiecie o co mi chodzi.
Reszta, to są po prostu idealnie pasujące do siebie puzzle. Aktorzy, sceneria, stroje i przede wszystkim muzyka.
Jeśli ten film zaczęłaby oglądać osoba ogólnie niedoinformowana o szczegółowym  życiorysie Wolfganga, nawet nie zauważyłaby końcowej fikcji. A z resztą niektórzy idealnie poinformowani o jego życiu czasem nie zwrócą uwagi na element doczepiony, więc chyba nie jest najgorzej, prawda?

Tak czy inaczej polecam film, nawet dla samego humoru, bo z artystów o których nic nie wiemy też trzeba się pośmiać, a dowiemy się czegoś okazjonalnie.

Ocena 5/6

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szablon stworzony z przez Blokotka