wtorek, 16 stycznia 2018

Friendzone

Autorka : Sandra Nowaczyk
Wydawnictwo : Feeria Young
Liczba stron : 408
Data wydania : 5 lipca 2017

  Ostatnimi czasy mało czytałam. Po części dlatego, że nie miałam czasu, sporo nauki, mało snu i dużo stresu, ale też nie miałam chęci. Po raz kolejny w swoim życiu do momentu, kiedy po prostu nie chciało mi się czytać. Jednak co złego, to zginie. Wystarczyło zwolnić tempo i...Wpaść na dobrą książkę!
Na Friendzone czaiłam się od jakiegoś czasu, czując, że ta książka coś zmieni. I zmieniła, ale o tym później.
Zacznę od samej okładki. Pierwszą rzeczą, którą zauważyłam były kolory. Od dawien dawna kocham wszelkie odcienie niebieskiego i zawsze się wkurzałam, że dziewczynkom jest przypisany różowy, a chłopcom niebieski. Wiem, że tutaj działa to jako pewien rodzaj zmieszania, przeciwieństwa czy coś w tym rodzaju, ale nie powiem, że nie zwróciło mojej uwagi. Z reguły nie powinno oceniać się książki po okładce, jednak jest to pomocne.
  Fabuła z lekka do przewidzenia, ale tak wciągająca, mimo wszystko tak trzyma w napięciu, do tego odczuwa się coś w rodzaju miłego zaskoczenia, a uśmiech sam ciśnie się na usta. To było takie cudowne oczekiwanie! Niczym czekanie na pocałunek ulubionej pary z serialu, którą dopingujecie od pierwszego odcinka. Od tak dawna nie emocjonowałam się tak mocno podczas czytania...A dla takich emocji warto czytać, naprawdę (dobrze, że moja rodzina grała w tym czasie w Monopoly w drugim pokoju, bo by mi książkę zabrali).
  Historia, która dzieje się na kartkach pokazuje oblicze miłości wśród sporym gronie dzisiejszych nastolatków. Nie zostało to wzięte nie wiadomo skąd. Na dobrą sprawę to mogło się zdarzyć naprawdę. Fajnie by było, gdyby więcej friendzon'ów się tak kończyło, ale między nami jest jeszcze ta brutalna rzeczywistość, która zostaje tutaj (po części) pokonana. Byś może dla kogoś ta historia jest nadzieją, na to, że warto jeszcze trochę poczekać na miłość, a nie obrażać się na cały świat za jej brak; być może ktoś znajduje się w podobnej do bohaterów sytuacji i dzięki nim przechodzi coś w rodzaju sesji terapeutycznej; być może ktoś dzięki temu coś zrozumiał; mogło być też tak, że nie utożsamił się z książką i jej historią zbyt mocno, po prostu czytał i świetnie się bawił.
  Tak jak już wcześniej wspomniałam, nie mogłam się od książki oderwać. Były święta, miałam wolne, więc hulaj dusza, piekła nie ma, czytamy ile wlezie. Gdyby była to przeciętna książka, to przy czasie jaki miałam do dyspozycji i prędkości z jaką przeważnie czytam, skończyłabym w dwa dni. Jednak nie była ona przeciętna, ponieważ czytałam ją prawie 4 dni (w przeliczeniu z nockami, które częściowo zarwałam). Dłużyło mi się niemiłosiernie. Ale wiecie co? To w tym wszystkim jest wspaniałe! Mieć książkę, która jest dobra, wciągająca, wzbudzająca wiele emocji i do tego prawie się niekończąca – bajka! I uczucie, kiedy jednocześnie chcecie i nie chcecie dokańczać czytania maleje do minimum.

Ocena 6/6

[W tym momencie recenzja się kończy, a zaczyna moja osobista wstawka] : kolej na to, o czym mówiłam wcześniej, czyli o tym, co takiego się zmieniło. Być może część z was wie, że próbuję swoich sił na Wattpad'zie i piszę. Jakaś nieliczna część użytkowników to czyta, czego w ogóle się nie spodziewałam. Od zawsze marzyłam o tym, żeby coś napisać i później wydać, ale to było tylko marzenie, nie brałam tego na serio. A teraz? Nabrałam nowej siły do pisania, a autorka stała się moją inspiracją i dała mi wiarę w spełnianie swoich marzeń. Nic nie dało mi takiego kopa jak to. Przeczytałam notkę znajdującą się na tyle książki i nie mogłam uwierzyć, że jesteśmy w tym samym wieku! Podziwiam, napisać dobrą książkę w tak młodym wieku to jest coś. A tak przy okazji zaczęłam myśleć, że może to moje marzenie wcale nie jest utopijne? Ale łatwiej powiedzieć, niż zrobić, prawda? 

1 komentarz :

  1. Nie wiem, czy sięgnę po tę książkę, ale ciekawa recenzja.
    Powodzenia w pisaniu książki!
    MÓJ BLOG>>> https://mojmalyswiatxx.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Szablon stworzony z przez Blokotka