Jak sam tytuł wskazuje - nadal piszę listy do Mikołaja. Część z Was może uznać to za dziecinne, nieracjonalne, głupie, a może nawet zabawne. Jednak mimo mnóstwa argumentów przemawiających za rezygnacją z czegoś tak banalnego, uwielbiam to robić. Jest jednak kilka racjonalnych lub śmiesznych powodów.
Zacznijmy od tego, że kilka lat temu dostałam dosyć...Nietrafiony prezent. Okej, przyznaję, to była moja wina. Rodzice upominali, żebym jednak napisała TEN LIST. Jednak ja tylko wzruszyłam ramionami i pod choinkę dostałam to, czego naprawdę się nie spodziewałam. Nie, nie był to węgiel, ani rózga, ale mogę Wam powiedzieć, że nie było to także spełnienie marzeń. Od tamtej pory robię to za każdym razem. Tak dla świętego spokoju.
Przy okazji czuję się jak bym miała siedem lat. Wiecie, kolorowe kartki, kredki, brokat i takie tam. Mój talent artystyczny jest bliski zeru, więc daję się ośmieszyć tylko raz w roku. To też nie jest tak, że się nie staram, bo wkładam w to całe serce. Nie chcę, żeby Mikołaj pomyślał, że go olewam albo że mi nie zależy.
Kolejnym powodem jest po prostu wczucie się w klimat świąt. Zwykle próbuję poczuć "to coś" ponownie, jednak w tym roku jest inaczej - wspominałam o tym w poprzednim poście - i chcę odczuć to w ogóle. W pogotowiu jest oczywiście świąteczna playlista zarówno muzyczna, jak i filmowa. Do tego jeszcze pierniczki (które mają być na święta, ale znikają o wiele szybciej) i mandarynki. O mamo, aż się podekscytowałam!
Jak widzicie, jest kilka korzyści z dziecinnego podejścia do życia. Dostaniecie bardziej trafione, niż nietrafione prezenty, obudzicie w sobie dziecko i poczujecie klimacik. Fajnie, nie?
I oczywiście pytanie do wszystkich : piszecie jeszcze listy?
Translate
Współpraca?
Kontakt : mal.gorna0@gmail.com
czwartek, 6 grudnia 2018
sobota, 1 grudnia 2018
Christmas Alert - blogmas 2018
Witam w grudniu!
Pewnie niektórzy mają już dość na samą myśl o świętach, bo po prostu za nimi nie przepadają. Z różnych różniastych powodów, ale cóż, nie da się zadowolić wszystkich.
Wyjątkowo w tym roku nie mam zbyt wielu powodów do narzekań. Naprawdę.
Nie naoglądałam się zbyt wielu świątecznych reklam (może dlatego, że prawie w ogóle nie oglądam telewizji), po sklepach też nie chodziłam zbyt dużo, a przynajmniej nie na tyle, żeby świąteczne melodyjki zaczęły mnie wkurzać. Świąteczne wystawy również nie były ani powodem do zaskoczenia, ani do złości. W momencie, kiedy zaczęłam je zauważać była druga połowa listopada, więc ogólnie rzecz biorąc później niż zwykle, a całkiem blisko grudnia.
Teraz pojawia się pytanie : Czy zmieniło się wszystko wkoło, czy to moja wina?
Niby nie powinnam szukać winnego, a się cieszyć, ale chyba tak nie umiem. Jeśli coś się zmieniło, trzeba to przeanalizować.
Teraz pojawia się pytanie : Czy zmieniło się wszystko wkoło, czy to moja wina?
Niby nie powinnam szukać winnego, a się cieszyć, ale chyba tak nie umiem. Jeśli coś się zmieniło, trzeba to przeanalizować.
Czas płynie za szybko
Jak byłam mała, to wolnego było w cholerę. Miałam czas na spanie, jedzenie, czytanie, granie, spacery, oglądanie bajek i jeszcze na leniwe nic nie robienie. W podstawówce nie miałam czasu tylko na spanie. W gimnazjum był czas na czytanie, granie i jedzenie. Natomiast w liceum, obecnym okresie mojego życia, nie mam czasu nawet na oddychanie! Dobra, może mam, ale nie robię tego spokojnie. Zawsze jest coś co trzeba zrobić, czego trzeba się nauczyć, napisać, przepisać, przygotować.
W praktyce wygląda to mniej więcej tak :
![]() |
| źródło: e-picfun.pl |
Przy czym zamiast oglądania serialu można wstawić jakąkolwiek czynność, która nie jest obowiązkiem.
Tym samym, będąc zawalonym rozmaitymi zajęciami i zadaniami trudno jest zauważać zmieniającą się wokół rzeczywistość, skoro skupia się tylko na tym co ma się do zrobienia.
Wybiórcze przyswajanie informacji, czy podświadoma ignorancja?
W dzisiejszym świece wszyscy bombardują nas informacjami. Gazety, telewizja, internet, szkoła, praca i tak dalej i tak dalej. Reklamy na przykład są tak skonstruowane, żeby przekazać nam jak najwięcej niezbędnych (słowo kluczowe) informacji w jak najkrótszym czasie tak, żeby zapadły nam głęboko w pamięć. Jednym z przykładów może być reklama sieci LIDL. "Jak sobota too tylko do lidla, do lidla..." - przyznajcie się, ilu z Was to zanuciło?
Być może przestałam zauważać zwiastuny świąt dlatego, że mój mózg nie jest w stanie przyswoić kolejnych bodźców? Może po prostu przestało mnie to obchodzić i niech jest jak jest? Mam tylko nadzieję, że to nie jest objaw jakiejś ogólnej znieczulicy na środowisko, bo to już by było przykre.
Być może przestałam zauważać zwiastuny świąt dlatego, że mój mózg nie jest w stanie przyswoić kolejnych bodźców? Może po prostu przestało mnie to obchodzić i niech jest jak jest? Mam tylko nadzieję, że to nie jest objaw jakiejś ogólnej znieczulicy na środowisko, bo to już by było przykre.
A jak WY odczuwacie upływ czasu i nadchodzący, bądź będący już świąteczny szum?
niedziela, 4 listopada 2018
Zamilcz, albo cierp.
- Witam na kolejnym spotkaniu Anonimowych Hejterów...
- Psze pana? To chyba nie ta grupa - odezwała się jedna z uczestniczek.
- Który dzisiaj? - zapytał terapeuta i spojrzał na nas za grubych szkieł.
- Czwarty, środa.
- No tak. To w takim razie witam na spotkaniu Anonimowych Obrońców Prawdy. Kto chce się dzisiaj wypowiedzieć?
Nieśmiało podniosłam rękę przyciągając spojrzenie całej grupy. Profesor szkiełko,bo tak go przezwałam skinął głową i zachęcił do anonimowych wyznań.
- Mam na imię Helena, mam czterdzieści lat i jestem z dziury zabitej dechami. W sensie z wioski. Niedawno poszliśmy o krok do przodu i mamy dostęp do internetu. Dzieci pokazały mi tego całego fejsbuka, instagrama i inne takie. Zachęcona ładnym wyglądem i możliwościami założyłam sobie konto na jednym z tych portali, no i poklikałam to tu, to tam - starałam się brzmieć jak ktoś, kto ma pojęcie o czym mówi, jednak czułam się jak ostatnia kretynka - Zauważyłam na jednej z grup pytanie młodej mamy odnośnie jakiejś wysypki swojego dziecka. Żal mi się jej zrobiło, no bo ma problem i nie wie jak sobie z nim poradzić i szuka pomocy. Napisałam...Ten, no...
- Komentarz? - podpowiedział ktoś.
- Tak, właśnie, komentarz. Wyraziłam swoją opinię i zaleciłam wizytę u lekarza. Cieszyłam się, że mogłam jakoś pomóc, a inni...Oni...To było straszne - mówiłam łamiącym głosem.
- Co było dalej?
- Zostałam zwyzywana, oskarżona o kłamstwo, przypisana do grupy głupich szczepionkowców...Nie wiedziałam, że w ludziach jest tyle zła, nienawiści i chamstwa - dokończyłam i zawiesiłam głowę. Opowiedzenie tej krótkiej historii było dla mnie niemalże wyczynem.
Zastanawiam się czasem skąd w ludziach ta obojętność i znieczulica. Może stąd, że każdy dla każdego jest wilkiem i tylko czeka komu się noga powinie? Tak to ma wyglądać? Mamy nie okazywać emocji, chowa się po kątach, nie wychylać się i milczeć, tylko dlatego, że komuś nie odpowiada nasze zdanie?
Skończmy z tym, bo to naprawdę nieprzyjemne. O wiele lepiej dla Nas, żebyśmy byli dla siebie wsparciem, dzięki temu wszystko stanie się prostsze, a ludzie przestaną się bać być sobą.
To jak?
- Psze pana? To chyba nie ta grupa - odezwała się jedna z uczestniczek.
- Który dzisiaj? - zapytał terapeuta i spojrzał na nas za grubych szkieł.
- Czwarty, środa.
- No tak. To w takim razie witam na spotkaniu Anonimowych Obrońców Prawdy. Kto chce się dzisiaj wypowiedzieć?
Nieśmiało podniosłam rękę przyciągając spojrzenie całej grupy. Profesor szkiełko,bo tak go przezwałam skinął głową i zachęcił do anonimowych wyznań.
- Mam na imię Helena, mam czterdzieści lat i jestem z dziury zabitej dechami. W sensie z wioski. Niedawno poszliśmy o krok do przodu i mamy dostęp do internetu. Dzieci pokazały mi tego całego fejsbuka, instagrama i inne takie. Zachęcona ładnym wyglądem i możliwościami założyłam sobie konto na jednym z tych portali, no i poklikałam to tu, to tam - starałam się brzmieć jak ktoś, kto ma pojęcie o czym mówi, jednak czułam się jak ostatnia kretynka - Zauważyłam na jednej z grup pytanie młodej mamy odnośnie jakiejś wysypki swojego dziecka. Żal mi się jej zrobiło, no bo ma problem i nie wie jak sobie z nim poradzić i szuka pomocy. Napisałam...Ten, no...
- Komentarz? - podpowiedział ktoś.
- Tak, właśnie, komentarz. Wyraziłam swoją opinię i zaleciłam wizytę u lekarza. Cieszyłam się, że mogłam jakoś pomóc, a inni...Oni...To było straszne - mówiłam łamiącym głosem.
- Co było dalej?
- Zostałam zwyzywana, oskarżona o kłamstwo, przypisana do grupy głupich szczepionkowców...Nie wiedziałam, że w ludziach jest tyle zła, nienawiści i chamstwa - dokończyłam i zawiesiłam głowę. Opowiedzenie tej krótkiej historii było dla mnie niemalże wyczynem.
***
Ze zjawiskiem hejtu spotykamy się prawie na każdym kroku. Z każdym kolejnym razem jest on dotkliwszy, brutalniejszy i często bezpodstawny. W internecie kłócimy się o wygląd, poglądy (nie tylko polityczne) i za wszelką cenę chcemy, by to nasze zdanie przeważało nad innymi. Możesz komuś cytować fragmenty rozporządzeń, ustaw, a nawet Pismo Święte - to i tak nic nie da. Wiedzą najlepiej i koniec kropka. A jak popełnisz błąd ortograficzny to koniec. Zjedzą Cię.Zastanawiam się czasem skąd w ludziach ta obojętność i znieczulica. Może stąd, że każdy dla każdego jest wilkiem i tylko czeka komu się noga powinie? Tak to ma wyglądać? Mamy nie okazywać emocji, chowa się po kątach, nie wychylać się i milczeć, tylko dlatego, że komuś nie odpowiada nasze zdanie?
NIE!
Skończmy z tym, bo to naprawdę nieprzyjemne. O wiele lepiej dla Nas, żebyśmy byli dla siebie wsparciem, dzięki temu wszystko stanie się prostsze, a ludzie przestaną się bać być sobą.
To jak?
Subskrybuj:
Posty (Atom)



