piątek, 4 maja 2018

"Nie umiesz czytać!" - A czy zawsze muszę mierzyć wysoko?

Jakiś czas temu na Instagramie ladymargot.pl pojawił się temat podziału książek na klasyczne i...No...Te drugie. Dobra, może nie do końca tak było, ale nie zmienia to faktu, że właśnie tak zostałam zainspirowana do napisania tego posta.

KSIĄŻKI KLASYCZNE 

Zacznijmy od tego, że próbowałam znaleźć definicję książki klasycznej, ale niestety poległam. Ale posiłkując się półką "Klasyka literatury polskiej" na lubimyczytac.pl mogę Wam powiedzieć, że do klasyków należą : Chłopi, Lalka, Przedwiośnie, Pan Tadeusz, Wesele, Dziady, Quo Vadis, Balladyna, Tango, Kordian, Zemsta, Nie-Boska komedia, Medaliony, Inny świat, Gloria Victis, Jądro ciemnościCudzoziemkaKamienie na szaniec i 316 innych książek znajdujących się na tej liście. Jeśli chcecie ją sobie przejrzeć to kliknijcie >>tutaj<<

Nie oszukujmy się, jest tego całkiem sporo i pewnie większość z nas czytała sporą część, no bo trzeba było. Będąc w klasie humanistycznej wiem co mówię, ale też jestem dowodem na to, że jak się chce, to można. W całym swoim życiu nie przeczytałam jak na razie tylko jednej lektury. Było to "W pustyni i w puszczy" Henryka Sienkiewicza. Jakoś tak nie poczułam nici porozumienia z tym panem, ale mniejsza. 

KSIĄŻKI "TE DRUGIE" 

W tym przypadku definicję również sobie podaruję. Ale tutaj jest zdecydowanie prościej. Są to książki, które nie mają "tego czegoś", ani nie zaliczają się do kanonu klasycznych. 
Do tej grupy możemy zaliczyć m.in.: Zmierzch, Czerwoną królową, Wybranych, Harr'ego Pottera, Pamiętniki wampirów, Pamiętniki księżniczki, no i Greya. Tutaj książek jest jeszcze więcej niż w poprzedniej kategorii, ale po te sięgamy chętniej i bez przymusu.

***

Wiadomo, że nie wszystko da się lubić. Z książkami jest tak samo jak z jedzeniem - jak ci smakuje to zjesz szybko i z uśmiechem, a jak nie, to wypluwasz i starasz się zapomnieć o tym traumatycznym doświadczeniu. Proste? Proste. I wcale nie dziwi mnie fakt, że sporo ludzi nie czyta lektur, tylko od razu sięga po streszczenia.
Ostatnimi czasy coraz więcej mówi się o kryzysie czytelnictwa w Polsce i próbuje się temu zapobiegać. Popieram całym sercem, byleby robiono to z głową i sercem, a nie powodowało jeszcze większy spadek. 
Kiedyś Krzysztof Varga napisał felieton dla Gazety Wyborczej  p.t. "I choćby przyszło tysiąc atletów, czyli i tak nie czytają". Z lekka wyśmiał akcję promowania czytania poezji. 
"Jest to akcja wyjątkowo szlachetna, stoi za nią Fundacja Wisławy Szymborskiej, lecz mam mocne podejrzenia, iż mimo swej szlachetności jest to akcja skazana na wspaniałą klęskę. Niestety, żadną miarą nie wierzę w tego rodzaju akcje, Polacy nie są raczej stworzeni do czytania w ogóle, szczególnie poezji, oni są stworzeni do rzeczy zdecydowanie bardziej wzniosłych, takich jak patriotyzm, polityka i piłka nożna." - pisze

Później opisuje wady i niedociągnięcia całego przedsięwzięcia. Wspomniałam o tym tak tylko dla przykładu. 

Dobra, może powinnam napisać jak sobie poradzić z tym całym kryzysem, skoro książki są dla mnie takie ważne. Może innym razem. Dzisiaj postaram się zastanowić się nad tym dlaczego w ogóle do tego doszło, no bo hej! Bądźmy świadomi! 

Po pierwsze, nikt raczej nie lubi być do niczego zmuszany, prawda? Jednak w szkole jesteśmy zmuszani do mnóstwa rzeczy, w tym do czytania. Słowo "musisz" sprawia, że jeszcze bardziej nam się nie chce. Po drugie, tak jak pisałam wcześniej - nie wszystko da się lubić. Niektóre książki są po prostu nudne, beznadziejne i w ogóle nie zasługują na jakikolwiek poklask. Inną kwestią jest ich grubość. Jeśli jesteś typem człowieka, który po wypożyczeniu czegoś z biblioteki od razu sprawdza liczbę stron, to wiesz co mam na myśli. Są to trzy główne powody, dla których ludzie nie czytają klasyki. Cała sprawa przedstawia się nieco gorzej, ponieważ pojawia się krytyka, hejt i śmiech.

Nie czytasz Mickiewicza? - Jesteś skończony! 

Rozumiem to, że każdy człowiek jest inny, więc lubi coś innego. Jednak nigdy nie zrozumiem obrażania się i wyśmiewania z takich powodów. Nie dociera do mnie, że ludzie sami siebie dzielą, a w dodatku znajdą się takie asy, które uznają się za prawdziwych czytelników, bo czytają "coś lepszego". Reszta może się gonić.
Uważają, że sięganie po pospolite, codzienne książki, które "jest w stanie napisać każdy" jest karygodne i ktoś, kto się tego dopuszcza nie może pochwalić się tytułem prawdziwego mola książkowego. To byłaby już kpina.

Pozostaje więc pytanie: dlaczego mielibyśmy z tego rezygnować, skoro sprawia nam to przyjemność? Bo ktoś inny tak powiedział? Bzdura.
Sięgamy po to, co do nas mówi, coś bliskiego naszemu sercu, pasjom, wydarzeniom w naszym życiu i nikt nie powinien decydować o naszych wyborach.
Wiecie co? Osobiście mam problem z odpuszczaniem i olewaniem pewnych spraw, jednak to mam zamiar puścić mimo uszu. Wszyscy, którzy czytają cokolwiek i lubią czytać, są prawdziwymi czytelnikami. Oszukuje tylko ten, kto mówi że czyta, a nie pokrywa się to z rzeczywistością. Nie ma znaczenia, czy czytasz gazety, romanse, thrillery, opowiadania, science fitcion, fantastykę, albo cokolwiek innego. Jeśli ktokolwiek będzie próbował Ci wmówić, że to strata czasu, że nie powinno się ruszać czegoś takiego, że to nie daje do myślenia, i że to niska, tania, tandetna kultura, której nawet nie można nazwać kulturą - olej go! Zamiast marnować czas na słuchanie czegoś takiego możesz usiąść sobie wygodnie i poczytać ulubioną książkę, nie liczy się niska, bądź wysoka półka na której leżała kilka minut temu. Liczysz się ty, jej wnętrze i twój spokój.

P.S. Ta "niska kultura" wcale nie jest taka tania. Gdybyście wyciągnęli ze swoich półek wszystkie klasyczne opowieści i podliczyli wartość reszty biblioteczki, to podejrzewam, że nie było by tego tak mało jak się wydaje.




Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szablon stworzony z przez Blokotka