niedziela, 28 lutego 2016

Przygody Sherlocka Holmesa

Autor : Arthur Conan Doyle
Cykl : Sherlock Holmes (Tom 5)
Wydawnictwo : Dolnośląskie
Liczba stron : 296
Data wydania : 2009 (Data przybliżona)

"Zbiór 12 opowiadań o przygodach genialnego detektywa z londyńskiej Baker Street, który potrafi rozwikłać najbardziej skomplikowane zagadki kryminalne, posługując się sztuką dedukcji. W rozszyfrowywaniu problemów pomaga Sherlockowi przyjaciel, poczciwy dr Watson, a także znajomość psychologii, chemii, prawa, literatury sensacyjnej, policyjne kroniki wypadków oraz nieodłączna fajka, czasami również gra na skrzypcach. Mając nieprzeciętną sprawność fizyczną, wychodzi cało z najgorszych opresji."

Czy lektura, czy nie, warto to przeczytać. Dlaczego? Dla samego humoru, dojścia do nowych rzeczy, które są na pozór wiadome. 

"Dajmy na to: nieraz widywałeś stopnie prowadzące z korytarza na górę, do twojego pokoju, nieprawdaż? 
- Owszem, nieraz. 
- Ile dokładnie razy?
- Chyba z kilkaset.
- Więc ile ich jest? 
- Stopni? Nie wiem. 
- Otóż to! Nie dostrzegłeś. Choć patrzyłeś. I o to właśnie w tym wszystkim chodzi."

Jest tego naprawdę, naprawdę dużo i trzeba przyznać, że nie łatwo jest napisać taki kryminał, ponieważ ja musiałabym iść od końca do początku, czyli najpierw postawić rozwiązanie, a potem całą resztę. Nie wiadomo jak pisał Doyle, ale brawa dla niego za pomysł. 
Opowiadania pisane odpowiednio do czasów, w taki sposób, by można się było przenieść w czasie, zamienić się w Watsona i pomóc Holmesowi, który, ku naszej boleści, nie usłyszy naszego wołania. Ale nie mamy się o co martwić, ponieważ Sherlock jest na tyle genialny, że dojdzie do wszystkiego lepiej niż my. 
Pomimo, że na samym początku, czytanie szło mi opornie, to później...Jak wciągnie, tak nie puści.
Opowiadania nie następują jedno po drugim, jest to wyciąg z kronik pisanych przez wiernego towarzysza Holmesa - Doktora Watsona. Czytając to wszystko możemy się poczuć jak on. Wie o zbrodni, wie gdzie jak i po co, ale nie pomaga swemu przyjacielowi bezpośrednio. Zawsze jest obok. W dodatku książka jest napisana w 1 osobie, jakby sam Conan Doyle obserwował i wszystko zapisywał. 
Nie mniej jednak, zachwyciło mnie to swoją prostotą. Kiedy detektyw dochodzi do rozwiązania i je ujawnia, to w głowie pojawia nam się taka lampka : "Przecież to było takie proste!", albo : "Dlaczego sam na to nie wpadłem?". 
Właśnie. Dowodzi nam to, że powinniśmy patrzeć i dostrzegać, a nie tylko widzieć i narzekać, że brak nam wniosków z obserwacji. 
Jedna uwaga : Jeśli zaczynasz czytać opowiadanie, upewnij się, że je skończysz, zanim pójdziesz spać, bo nie będziesz mógł zasnąć, dopóki nie poznasz rozwiązania. Wiem co mówię, z własnego dzisiejszego doświadczenia. 

Ocena 5/6 

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szablon stworzony z przez Blokotka